20 rzeczy, które musi zrobić 30-latka, by być szczęśliwą po pięćdziesiątce

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
30 października 2016
Fot. iStock/ XiXinXing
 

Czasem w najprostszych poradach kryje się największa mądrość i wartość. Grupę 50-latek poproszono o przekazanie życiowych wskazówek dla młodszych kobiet.  Zobaczcie co takiego powiedziały i jakie priorytety uznały za kluczowe dla naszego (kobiecego) szczęścia…

1. Zbieraj wspomnienia, nie rzeczy

Jesteś sumą swoich doświadczeń. Nie chcesz chyba obudzić się p 50-tce z poczuciem, że zmarnowałaś sobie życie kolekcjonując jedynie to, co materialne? Wspomnienia nie stracą na wartości i nie spłoną w razie pożaru…

2. Używaj kremów, jeśli wystawiasz ciało na słońce

Chyba, że chce mieć zmarszczki i przebarwienia na skórze.

3. Zacznij odkładać pieniądze

Nawet bardzo małe sumy. Tak, oczywiście to jest nudna porada, ale bardzo praktyczna. W wieku 30 lat, miewamy nieoczekiwane przychody, które można by rozdysponować na błahostki, a które rozsądniej byłoby odłożyć na później. A poza tym to bardzo dobrze, wyrobić w sobie nawyk oszczędzania.

4. Utrzymuj poprawne (albo napraw) relacje z rodzeństwem i rodzicami

Nawet jeśli łączą was bardzo skomplikowane relacje, a czasem w grę wchodzi nawet nienawiść, niech pewne kwestie będą jasne. Więzi rodzinne są ważne, dotykają bezpośrednio twoich emocji, rzutują na wszystko, co ci bliskie.

5. Nie pal

A jeśli już zaczęłaś, natychmiast rzuć palenie. Jest drogie, papierosy śmierdzą, i  z całą pewnością powodują problemy ze zdrowiem.

6. Bądź hojna – naucz się dawać coś od siebie innym

Dawaj innym by poczuć, że ten gest przynosi dobro. Cokolwiek dajesz, rób to z serca, szczerze, nigdy nie na siłę. Dając, nie oczekuj nic w zamian.

7. Bądź aktywna fizycznie

Zdobądź się na to już teraz, będziesz zdrowsza kiedy skończysz 50 lat. Pilnuj dobrego samopoczucia, trzymaj wagę i ćwicz. Dbaj o siebie.

8. Naucz się cieszyć tym, co masz

Spełnienie w życiu wzmacnia nasze poczucie wartości, a niedosyt i niespełnione oczekiwania je obniża.  Jeśli jesteś zadowolona z tego, co masz, być może rzadziej skończysz jako milionerka, ale będziesz miała szczęśliwe życie :).

9. Nie czekaj zbyt długo z  życiowymi planami

Chcesz mieć dom? Dzieci? Napisać książkę? Zdać egzamin, zmienić ścieżkę swojej kariery, nauczyć się grać na jakimś instrumencie? Nurkować? Założyć własny biznes? Zacznij robić już teraz wszystko, by to osiągnąc. Nie mów sobie: „kiedyś”.

10 .Wysypiaj się

Wiem, to bardzo trudne, bo zawsze jest TYLE do zrobienia. Ale naucz się już teraz jak ważny jest szacunek dla twojego organizmu. To zaprocentuje. Pamiętaj – zrezygnuj ekranu komputera i telefonu tuż przed snem. Staraj się kłaść spać i wstawać zawsze o tej samej porze.

11. Dbaj o… zęby

Nie unikaj dentysty. W przeciwieństwie do wielu innych problemów zdrowotnych organizmu, problemy z zębami  z wiekiem mogą się tylko pogorszyć.

12. Bądź ciekawa i nie pozwól by zabrano ci twoją przestrzeń

Wyjdź do ludzi, nie bój się świata. Nie daj się zamknąć w czterech ścianach, nie daj stłamsić swoich marzeń, zapomnieć o twoich potrzebach.  Teraz jest twój czas.

13. Przestań jeść byle co

Zdrowia sobie nie kupisz. Zrezygnuj z fast foodów.

14. Czytaj co najmniej 10 książek rocznie

Wtedy twój mózg nigdy nie przestaje się rozwijać. karm go tym, co co wartościowe.

15. Naucz się medytacji

Lista korzyści jest niewyczerpana. A medytacja kosztuje cię wcale dużo czasu w ciągu dnia. Zmieni za to świat i ludzi, których kochasz (a raczej twoje spojrzenie na nich…).

16. Podrózuj

Na tyle, na ile to możliwe, bo może masz już albo za chwilę będziesz miała małe dzieci. Podróżowanie cię zmieni. Sprawi, że łatwiej ci będzie nabrać dystansu w trudnych chwilach.

17. Przestań porównywać się z innymi

Kiedy dobiegniesz 50-tki, będzie ci kompletnie obojętne jaki robisz wrażenie na otoczeniu. Bądź silna. Znajdź swoją własną drogę..

18. Załóż pamiętnik

Po to, żeby zatrzymać na dłużej  wszystkie cenne momenty, z których składa się twoje życie. Ludzka pamięć jest zawodna.

19. Dbaj o znajomych

Otaczaj się  ludźmi, którzy sprawiają, że czujesz się dobrze, którzy  są dla ciebie jakimś przykładem, których towarzystwo jest wartością. Pielęgnuj te znajomości.

20. Miej „swoje” miejsce

Zakup mieszkania nie jest oczywiście taką prostą sprawą. Zrób wszystko by mieć takie miejsce, które możesz nazwać „swoim domem”, w którym czujesz się bezpiecznie, do którego wracasz, by odpocząć każdego dnia.


Źródło: brightside.me

 


Anna Powierza i jej przygoda z Diu Vitam – wodą życia

Redakcja
Redakcja
30 października 2016
Fot. Materiały prasowe
 

Anna wraz z portalem OH!ME odkrywała wyższy poziom kobiecości podczas eventu „Kobieca strona mocy”, na stoisku promocyjnym Diu Vitam można było spotkać Anię – piękną, uśmiechniętą, szczupłą. Prawdziwa wizytówka żywej wody.

Anna, często podkreśla, jak ogromny wpływ na jej dobre samopoczucie ma właśnie woda Diu Vitam. Do początku jej przygody z Diu Vitam, można dopisać pewien mistycyzm jak sama opowiada. 7 jako szczęśliwa liczba, 7 butelek w magicznym czarnym kartonie, w końcu 7 butelek,  które przyniosło nowe życie i szczęście.  Z wyglądu i smaku to zwykła woda. Ale naprawdę skutecznie potrafi odkwasić organizm. Sama przetestowała to na „własnej skórze”. Kiedy włączyła tę wodę do swojego jadłospisu zgodnie z zaleceniami producenta, nagle okazało się, że wyniki badań stały się perfekcyjne. Zabawne jak buteleczka wody, którą pije się codziennie, może tak dużo zmienić w naszym organizmie. Efekt jest piorunujący i to się przekłada na lepsze zdrowie i samopoczucie. Mówi że kocha wodę. Kocha wodę Diu Vitam i czuje się dzięki niej wspaniale.

ANT_9980 ANT_0101 ANT_0112 ANT_0166 ANT_0280 ANT_0311 ANT_9806

www.diuvitam.com
www.facebook.com/wodaDiuVitam


Artykuł powstał we współpracy z marką Diu Vitam


Ty się nigdy nie zmienisz. A ja? Zobacz gdzie dziś jestem, ile zrozumiałam

Listy do redakcji
Listy do redakcji
29 października 2016
Fot. iStock/Klubovy

Drogi Mężczyzno mojego życia!

Wróć, nieaktualne. Może powinnam napisać: „największa pomyłko mojego życia”? Oj, nie, trąci komizmem i ani odrobinę dramatem. A między nami bywało dramatycznie. Przynajmniej tak to wygląda z mojej strony. Bo ciebie o głębszą refleksję nad naszym związkiem nie posądzam. Nie bój się, nie będę okrutna. Dla siebie, rzecz jasna. No i – umówmy się, wcale nie jesteś już ważny. A moje życie jeszcze się nie skończyło. Skąd mam wiedzieć, że nie będzie w nim innych mężczyzn? Ja nawet mam nadzieję, że będą. Ktoś powinien zatrzeć po tobie to złe wrażenie.

Dlaczego tyle czasu zajęło mi zrozumienie tej smutnej prawdy? Dlaczego tak długo broniłam się przed tym, co czułam od dawna? TY SIĘ NIE ZMIENISZ. Żadne „po ślubie będzie inny”, ani jedno „Facet musi dojrzeć”, i wcale nie „kiedy pojawią się dzieci, sam zrozumie”. Jesteś najlepszym przykładem na to, że jednak SĄ na świecie TACY mężczyźni (OK – ludzie), którzy NIGDY nie zrozumieją i NIGDY się nie zmienią.

Nie, nie mam pretensji, to jest gdzieś tam w środku Ciebie i nic na to przecież nie poradzisz. Gdybyś mógł coś na to poradzić, zmieniłbyś się, po prostu. A może ja nie byłam dla ciebie  żadną motywacją? Kochałeś? Kochałeś, bo było ci wygodnie. Kochałeś o tyle, o ile. O ile nie trzeba było zacząć żyć „naprawdę” w całej tej prozie rodzinnego, małżeńskiego życia („Kino? Teatr? Zorganizuj coś, ja nie mam czasu”), z dzieckiem („Nie zostanę z nim sam, nie ma mowy”), kredytem, sprzątaniem („Ale tu jest syf, chyba źle sobie zorganizowałaś pracę, skoro tłumaczysz w domu i nie możesz tego posprzątać”), zmywaniem („Ja dziś tej zmywarki nie rozładuję”) i praniem („Proszę moje rzeczy prać najpierw, dziecko mogą poczekać”, z planowaniem wakacji (znowu – „Zorganizuj coś, ale tam nie pojadę”) i organizowaniem zabawy trzylatkowi („przecież się bawi”), z podcieraniem pup i nosów w chorobie („nie mogę się nim zająć, boli mnie głowa”, „dziś go nie przewinę”), z zakupami…

Wina jest moja, przyznaję. Sama sobie ciebie wybrałam, sama, własną piersią dokarmiałam twój egoizm, sama dałam ci przyzwolenie na to, żeby moje szczęście zepchnąć gdzieś, na boczne tory, na później, na „kiedyś”.

Godziłam się dać ci wszystko, a w zamian dostawać jakąś mikro cząsteczkę uczucia, twoje przyzwolenie na to, by organizować ci życie, zapełniać ci samotność. Tobie zawsze musiał ktoś organizować życie i wypełniać samotność, że też nie wpadłam na to wcześniej… Ja już nie chcę tego robić.

Nie, nie zostałam teraz „walczącą feministką”. FEMINISTKA. Już sam dźwięk tego słowa działał na ciebie jak groźba kastracji. Z pogardą mówiłeś o moich koleżankach, którym ja skrycie zazdrościłam, że nie boją się być same. Że wolą dobrą książkę, wystawę i obecność kota od życia z mężczyzną, z którym nie są szczęśliwe.

Żałuję. Bardzo. Nie, nie tego, że się nie udało. Tu nic nie miało prawa „się udać”. Szczęśliwy związek nigdy nie jest dziełem przypadku, ale wypadkową uczucia, zrozumienia, akceptacji naszej odmienności i chęci. Chęci pomocy, kiedy jedno z nas już nie ma siły. Świadomości, że tu współpraca jest niezbędna. Że nie ma miejsca na twój egoizm, za to empatia nie zaszkodzi.

Żałuję, bo szkoda mi tego czasu, który mogłabym spędzić z kimś innym, dzięki komu byłabym dziś dalej, miałabym więcej. Wiem, że nie zrozumiesz, bo tu nie chodzi o pieniądze, ale o emocje. O poczucie bezpieczeństwa. O pewność, że będziesz, a nie, kolejny raz – zawiedziesz, bo znowu ktoś był ważniejszy niż żona i dziecko.

Żal mi siebie z tych wszystkich momentów, kiedy płakałam z bezsilności, kiedy niewidzialna dla ciebie, balansowałam na granicy wytrzymałości – fizycznej i psychicznej. Dlaczego? Bo dziecko było chore, a ja, pracując w domu, musiałam zdążyć oddać zlecenie na czas. Bo kiedy mały złapał ospę, a potem zapalenie opon i bardzo płakał, nie wychodziłam prawie miesiąc z domu („Ja z nim sam nie zostanę”). Co mogę powiedzieć? Głupia byłam :).

Bo kiedy chodziłeś na służbowe kolacje, ja sprzątałam zabawki, redagowałam teksty, segregowałam pranie, kąpałam naszego syna, gotowałam obiad na następny dzień, planowałam nasze wydatki, myłam podłogę w kuchni, żebyś nie powiedział znów : „jaki tu syf, nie chcę w tym żyć”. I płakałam.

Żal mi sobót i niedziel, na które (kiedy mały był jeszcze bardzo mały) czekałam jak na zbawienie. Wtedy jeszcze wierzyłam, że twoje „odpoczniesz, a ja się nim zajmę”, nie zostało wypowiedziane tylko po to, by dać mi złudzenie miłości.

Żal w końcu późnych wieczorów, kiedy ubrana w nową bieliznę, z cudownym zapachem na obu nadgarstkach próbowałam na nowo rozpalić tę iskrę, która nas kiedyś spalała w namiętności. A ty, coraz częściej mówiłeś: „Nie wygłupiaj się już, kochaliśmy się w zeszły piątek. Pobiegaj może”. Upokorzenie. Smutek. Ogromny smutek.

W końcu zaczęło boleć. W środku, ale tak, że nie potrafiłam powiedzieć ci co boli. To była moja depresja. Kiedy poszłam do lekarza, a on powiedział: „A dlaczego mąż pani nie pomaga?”, nie wiedziałam co powiedzieć. Dlatego odpowiedziałam jak zawsze: pomaga. To moja wina.

Zawsze tworzyłam tę iluzję. Chyba nie chciałam mieć poczucia porażki, przyznać, jak bardzo inny jest ten obraz na zewnątrz od naszej rzeczywistości. Sam wiesz jednak, że długo tak żyć nie można. Ja nie mogłam. Odeszłam, a ty zdziwiłeś się: „Wierzysz, że beze mnie sobie poradzisz?” No popatrz – miałam rację. Ty się nigdy nie zmienisz. A ja? Zaczynam nowy rozdział. Kto by pomyślał?

 


Zobacz także

„Wszystko dla tych pieprzonych dałnuw… obyś zdechła, szmato jedna”. Dlaczego osoby, które czynią dobro, spotykają się z ludzką nienawiścią?!

7 skutecznych sposobów, które pomogą ci pozbyć się natrętnego adoratora

6 prostych metod, jak nie przytyć podczas rzucania palenia