20 myśli, które pojawiają się w naszej głowie i rujnują nam życie, choć nie zdajemy sobie z tego sprawy

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
4 października 2018
Fot. iStock/martin-dm
 

Jesteśmy niewolnikami własnych myśli, często nie wiemy jak bardzo. Ograniczamy się sami, hamujemy tym, co myślimy. Często w naszej głowie pojawiają się wymówki, które rujnują nasze życie. Warto zdać sobie sprawę, że one są i że możemy z nimi walczyć, by osiągnąć spokój i szczęście. 

20 myśli, które pojawiają się w naszej głowie i rujnują nam życie, choć nie zdajemy sobie z tego sprawy

1. Nie jestem wystarczająco mądra, żeby starać się o te pracę.

2. Zostawił mnie, więc wszyscy to zrobią.

3. Zrobię to jutro.

4. Nie poczułam motyli w brzuchu na pierwszej randce, więc właściwie po co się z nim spotkałam.

5. Nie mam orgazmu, pewnie ze mną coś jest nie tak.

6. To zbyt trudne.

7. Nie poproszę o pomoc, bo inni uznają mnie za słabą.

8. Zawsze wszystkiego się bałam, tego nie mogę zmienić. 

9. Znowu nie schudłam, jestem beznadziejna, brak mi silnej woli.

10. Nie mogę nigdzie pojechać, dopóki nie będę mieć wystarczających oszczędności. 

11. Ona na pewno jest lepsza/ładniejsza ode mnie, jestem beznadziejna.

12. On na pewno mnie w końcu zostawi, kto by ze mną wytrzymał.

13. Nie mogę zrezygnować z pracy, której nie cierpię, przecież nie mam innej.

14. Nie mogę się zakochać, pamiętasz, co jak skrzywdził cię tamten, w którym się zakochałaś ostatnio?

15. Nie mogę prosić o podwyżkę, inni na pewno pracują lepiej niż ja.

16. Nie mam wystarczająco dużo pieniędzy, żeby „……..”.

17. Jestem zbyt zmęczona, żeby teraz to zrobić.

18. Dla mnie jest już za późno na zmiany, muszę się pogodzić z tym, co mam. 

19. Inni są lepsi ode mnie, zawsze i we wszystkim.

20. Nie mam szans na spełnienie swoich marzeń. Poddaję się, zawsze to robię. 

Mam nadzieję, że żadna z tym myśli nie pojawia się w twojej głowie, a jeśli tak – zastanów się, czy to jest faktycznie prawda o tobie? Naprawdę chcesz tak o sobie myśleć?


Wszyscy mi mówią – bądź silna, niezależna, kochaj siebie. Mam 45 i dlaczego nie mogę się przyznać, że nadal czekam na miłość?

Listy do redakcji
Listy do redakcji
4 października 2018
Fot. iStock/shapecharge

Mam 45 lat, zewsząd słyszę: „Najlepszy czas dla kobiety, korzystaj z życia”. Fakt, w moim dokonało się wiele zmian. Rozwiodłam się kilka lat temu, zmieniłam pracę, miasto, w którym mieszkałam. Dzieci już duże, właściwie mają swoje życie, a ja mogę teraz robić to, na co mam ochotę. I to jest świetne.

Nie muszę się już na nikogo oglądać, nie muszę brać pod uwagę zdania innych. 45 lat czyni mnie w oczach opinii publicznej kobietą z doświadczeniem, kobietą mądrą, którą już trochę przeżyła i coś o życiu wie. Niesamowite jest to, że dopiero w tym wieku pozwala się nam – kobietom, na własne zdanie i opinie. Już nikt mi nie powie: „Głupia jesteś”, nikt nie machnie ramionami, nikt nie spojrzy zaskoczony, gdy mówię, że coś mi się nie podoba, że z czymś się nie zgadzam. To fakt, przywilejów bycia dojrzałą kobietą jest wiele. Nagle okazuje się, że już nie musisz toczyć walki z całym światem, że świat respektuje twoje zdanie, akceptuje twoje wybory i decyzje i nie próbuje ci wmówić, że się mylisz, że przecież inni wiedzą lepiej.

Nikt ci nie mówi: „Szukaj męża”, bo przecież już jednego miałaś, a że nie wyszło, wielu teraz nie wychodzi. Klepią cię po plecach, bo starczyło ci odwagi, żeby zawalczyć o siebie, o swoje szczęście, bo nie bałaś się powiedzieć: „Czas na mnie”. I to wszystko jest świetne. Ale im dłużej w tym tkwię, im więcej słyszę, to myślę sobie, że my – kobiet, po 40 roku życia, samotne z różnych powodów, uchodzimy za jakieś heroski.

To o nas są te głosy: silne, niezależne, odważne. O, takie jesteśmy, ale mam wrażenie, że odbiera się nam prawo do bycia z kimś. Bo skoro postawiłyśmy na siebie, to nie psujmy tego facetem u boku. Serio go potrzebujesz? Ty taka mądra, wszystko przecież masz, po co ci facet? I zamykamy się, nic nie mówimy, żartujemy, że facet to jedynie do seksu, a takiego przecież zawsze można znaleźć. Ale piszę ten list, bo nie zgadzam się z tym, bo boli mnie takie szufladkowanie. Tak, jestem kobietą, mam 45 lat, pracę, mieszkanie, fajne wakacje, ale potwornie się boję, że do końca życia będę już sama. Naprawdę. I mój strach nie pochodzi z tego, że boję się, że się nie utrzymam, że nie będzie miał mi kto podać szklanki na starość.

Boję się, że już nigdy nie poczuję tego miłego smyrania w żołądku. Że już nikt podczas spaceru nie złapie mnie za rękę. Że nie będę mieć poczucia, że gdzieś tam czeka na mnie ktoś, kto tęskni, z kim będę mogła porozmawiać, pośmiać się i nie będzie to jedno z moich dzieci. Chciałabym czuć się jeszcze raz kochana, nie tylko pożądana. I nie wynika to z moich kompleksów, z tego, że nie wierzę w siebie. Na miłość boską, już tyle przeszłam, już tak się nauczyłam siebie, że facet nie jest mi potrzebny do podnoszenia mojej wartości.

Chodzę na basen, na kurs tańca, uczę się włoskiego, z przyjaciółmi jeździmy na rowerowe przejażdżki. Nie chcę faceta, żeby wypełnił moje życie, bo z tym doskonale sobie radzę i jest mi dobrze z samą sobą. Tyle tylko, że teraz tak bardzo, jak nigdy wcześniej, czuję, że jestem gotowa na dobry związek. Partnerski. Bez wydumanych oczekiwań, z otwartością na rozmowę, na mówienie o tym, co lubimy, a czego nie. Na związek, który byłyby fascynującą przygodą, poznawaniem nie tylko siebie nawzajem, ale też samych siebie przez tę relację.

Patrzę na moje koleżanki, znajome, którym się udało, które żyją w fajnych małżeństwach (nie jest ich dużo) i im zazdroszczę. Tak normalnie, zdrowo. Zazdroszczę, że gdy wieczorem siadają po całym dniu, jest ktoś, z kim mogą porozmawiać, kto w lot rozumie, o co im chodzi, kto poda kawę, zrobi drinka, znajdzie jakiś dobry film. Na kogo kolanach mogą zasnąć i nie martwić się, że wstaną w potarganych włosach. Mogą zapomnieć ogolić nogi, poskarżyć się, że głowa je boli i poprosić o pomoc przy rozliczaniu swoich PIT-ów. Nie idealizuję związków. Wiem, że właśnie takie można stworzyć, gdzie każdy ma swoją przestrzeń, robi, to co lubi, ale na koniec dnia spotyka się z kimś, kto czeka, kto się cieszy, kto przytuli i powie, że cały dzień marzył o tej chwili.

Jestem gotowa na taki związek, jestem mądrzejsza własnym doświadczeniem i tak bardzo chciałabym być z kimś, kto myśli podobnie jak ja, kto też już swoje przeżył i szuka kobiety, przy której nie będzie musiał niczego udawać, w nikogo innego się zmieniać.

I tak, boję się, że nie będzie mi to dane. Że zostanę sama, właśnie dlatego, że jestem silna i niezależna. Że tak postrzegają mnie inni, że innym kobietom daję nadzieję, że nawet w tym wieku jest szansa być szczęśliwą, nawet jeśli jest się samą. A ja chcę czasami się skulić, chcę poczuć się zaopiekowana, chcę mieć silne ramię obok, na którym zawsze będę mogła się wesprzeć. To nieprawda, że z nikim już nie potrzebuję być. Prawdą jest, że nie skupiam się na szukaniu miłości, że nie rozglądam się w panice za pierwszym wolnym facetem, którego spotkam. Wiem, z kim chciałabym być, wiem, jaki związek chcę stworzyć. Nie rzucę się na pierwszego lepszego krzycząc „Mój ci on”. Ale czekam, jestem uważna na miłość wierząc, że jeszcze raz do mnie przyjdzie i nie z pewnością nie będzie oznaką mojej słabości.


Zobacz także

365 dni miłości. Niesamowity projekt męża dla żony

Krosty, worki pod oczami i blizny? Rozpraw się z nimi bez wydawania fortuny

„Co, jeśli się pomylę i popełnię błąd?”. Dlaczego brak decyzji, może być równoznaczny z popełnieniem błędu?