13 błędów poznawczych. Jak uprzedzenia negatywnie wpływają na nasze życie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
13 grudnia 2016
13 błędów poznawczych. Jak uprzedzenia negatywnie wpływają na nasze życie
Fot. iStock/sanjeri

Ludzki mózg jest prawdziwym cudem. Produkuje ponad 50.000 myśli każdego dnia i wytwarza 100.000 reakcji chemicznych na sekundę. Mogłoby z tego wynikać, że nasze osądy są bardzo precyzyjne, wręcz nieomylne, ale mało w tym prawdy. Wszystkiemu winne są błędy poznawcze, to one popychają nas w kierunku uprzedzeń i stereotypów.

Oto 13, z najbardziej typowych błędów poznawczych, które mają negatywny wpływ na nasze życie:

1. Efekt wabika

Kiedy masz dwie „takie sobie” możliwości, ale ktoś przedstawia ci trzecią (tylko teoretyczną), żeby jedna z tych dwóch wydała ci się bardziej atrakcyjna.

2. Heurystyka afektu

To, jak się czujesz, jakie emocje ci towarzyszą, wpływa na to jak postrzegasz i interpretujesz świat. Jeśli jesteś głodny, twoją uwagę przykuwają najmocniej obrazy, dźwięki i zapachy związane z jedzeniem.

3. Błąd atrybucji podstawowych

Jest to tendencja do przypisywania jakiegoś zachowania stałej cesze osobowości danej osoby. Na przykład, małą wydajność w pracy tłumaczymy czyimś lenistwem. A przecież może być ona powodowana kłopotami zdrowotnymi, wypaleniem zawodowym, trudną sytuacją rodzinną i wieloma innymi czynnikami.

4. Efekt ideometryczny

Zachodzi wtedy, gdy jakaś myśl, wyobrażenie, obraz, który staje nam przed oczami w wyobraźni, powoduje nieświadomą reakcję ciała. Na przykład aktorzy chcąc zapłakać „na zawołanie” wyobrażają sobie śmierć bliskiej osoby.

5. Błąd potwierdzenia

Koncentrujemy się jedynie na tych informacjach, które potwierdzają nasze wstępne założenia. Podświadomie szukamy takich danych, które tylko potwierdzą to, co już „wiemy”.

6. Stronniczy konserwatyzm (błąd konserwatyzmu)

Jakże często blokuje nas przekonanie, ​​istniejące już wcześniej informacje mają pierwszeństwo nad nowymi informacjami. Wierzymy w dowody z przeszłości bardziej niż w nowe odkrycia.

7. Efekt strusia

Przestraszone strusie chowają głowy w ziemi. Efekt strusia opisuje naszą skłonność do ukrywania bieżących problemów, uciekania przed nimi. Nie możemy fizycznie zakopać głowy w ziemi, ale możemy świetnie udać, że nie widzimy problemu.

8.Reaktancja

Znacie te swoje przesadne reakcje i sprzeciw wyrażony tylko po to, żeby zamanifestować swoją wolność wyboru? Na złość mamie, odmrożę sobie uszy…

9.Efekt halo.

Zachodzi wtedy, kiedy czyjąś jedną dobrą, pozytywną cechę traktujemy jako gwarancję, że dana osoba jest dobra w każdej innej dziedzinie (dotyczy zarówno relacji zawodowych jak i osobistych).

10. Efekt rogu

Efekt ten jest dokładnym przeciwieństwem efektu halo. Jeśli twoje pierwsze wrażenie na temat jakiejś osoby jest złe, bardzo trudno będzie ci zmienić negatywną opinię.

11. Planowanie błędne/złudzenie planowania

Złudzenie planowania jest skłonnością do myślenia, że ​​możemy robić różne rzeczy szybciej niż jest to rzeczywiście możliwe robić różne rzeczy…

12. Zasada podczepienia

Im więcej osób myśli/działa w jakiś sposób, tym większe prawdopodobieństwo, że i my się do tej grupy przyłączymy. Efekt kuli śnieżnej jest tendencją do robienia tego, co robią „wszyscy”.

13. Błąd ślepej plamki

Jest to nieumiejętność rozpoznania własnych uprzedzeń. Najłatwiej dostrzec je w innych, najtrudniej w sobie.

Świadomość jest najlepszym sposobem na pokonanie tych uprzedzeń, więc zwracaj szczególną uwagę na to, jaki mają one na ciebie wpływ.


Źródło: huffingtonpost.com

 


„To ja ci teraz pokażę!”. Ciche dni… cicha przemoc

Karolina Krause
Karolina Krause
13 grudnia 2016
Fot. iStock/portishead1
Fot. iStock/portishead1

Dziś mija trzeci dzień ich wspólnej zmowy milczenia. Wspólnej, bo milczą oboje, choć na to milczenie nikt tak do końca się nie umawiał. Gdyby to zależało od niej, już dawno zakopaliby topór wojenny. Ale każde jej „hej” i „chcesz o tym porozmawiać?” spotykało się z chłodną, wymowną ciszą z jego strony. I tak obwarowali się w swoich milczących domkach, cegiełka po cegiełce, budując między sobą solidny mur, stworzony z niewypowiedzianych słów. A przy każdej próbie przebicia, wzmacniali go tylko dodatkową porcją zaprawy wzajemnej złośliwości. Czwartego dnia wszystko znowu wróci do normy. On jak gdyby nigdy nic spyta, czy wszystko u niej w porządku, a ona zagai o listę zakupów. I tak będą trwać w tej, na pozór normalnej codzienności, aż do momentu, gdy cegły schowane pod dywan zaczną fruwać w powietrzu. Niszcząc po drodze wszystko to, co udało im się do tej pory osiągnąć…

Mówi się, że milczenie jest złotem. O ile w życiu codziennym może się ono kojarzyć z refleksją, wewnętrznym wyciszeniem i kontemplacją, o tyle w odniesieniu do związku, może to przypominać co najwyżej złoty kastet. Znane nam wszystkim i przez wszystkich znienawidzone –„ciche dni” są bowiem szczególnym rodzajem psychicznej przemocy. I to wcale nie mniejszej niż tej, opartej na obrzucaniu się wzajemnymi wyzwiskami i krzyku.

Jak dzieci

Nie odzywając się do swego partnera przez wiele godzin, a czasem i wiele tygodni, staramy się go w ten sposób ukarać. Udowodnić, że to my mamy rację. Ma to na celu złamanie tej drugiej osoby i przejęcie swego rodzaju władzy w związku. Jak gdybyśmy chcieli pokazać „to Ja tutaj rządzę!”. Są to typowe zachowania ucieczkowe i świadczą jedynie o braku umiejętności konstruktywnego rozwiązywania problemów. To także przejaw niedojrzałości emocjonalnej jednego lub obojga partnerów. Bo, choć obrażanie się i nieodzywanie się do siebie, jest czymś adekwatnym, w przypadku małych dzieci, to od dojrzałego człowieka oczekiwalibyśmy już nieco innej postawy.

Cicha przemoc

Takie długotrwałe milczenie, prędzej czy później doprowadzi do pojawienia się kryzysu w związku. Nie rozmawianie ze swoim partnerem pogłębia jedynie pierwotny problem. Sprawia, że oddalamy się od siebie, stajemy się sobie obcy, mamy poczucie niezaspokojenia podstawowych emocjonalnych potrzeb. Możemy więc zastanawiać się nad tym, czy w ogóle chcemy być w takiej relacji.

Częściej jednak będziemy mieli do czynienia z sytuacją, w której jedna (i to zazwyczaj ta sama) osoba, wyciąga rękę do zgody. Dobrze jest jeśli ta druga strona ją przyjmie. Choć nie jest to wymarzony scenariusz, świadczy to o tym, że niezależnie od wszystkiego chcemy się pojednać. Gorzej, jeśli jeden z partnerów dąży do rozmowy i pogodzenia się, a drugi uparcie trwa w milczeniu. Trzeba tu postawić sprawę jasno i nazwać rzeczy po imieniu. Karanie kogoś milczeniem to jawna emocjonalna przemoc, a skierowana jest do osoby, którą najbardziej kochamy.

Takim swoim zachowaniem odcinamy partnera od wspólnej relacji. Dajemy mu do zrozumienia, że nie ma żadnego wpływu na związek. Pokazujemy mu, że nie jest potrzebny, że nic nie znaczy. A w konsekwencji głęboko ranimy jego uczucia.

Efekt śnieżnej kuli

Niekiedy robimy to zpuełnie nieświadomie. Może to wynikać z naszego charakteru lub też z wzorców utrwalonych w dzieciństwie. Nie każde milczenie musi też być oznaką próby manipulacji, czy narzędziem zbrodni. Czasami dobrze jest na chwilę zawiesić ostrzał i pozbierać myśli w ciszy. To zdrowy objaw i pomaga w rozwiązaniu konfliktu. Pewne rzeczy wręcz powinniśmy przemyśleć. Jednak o sprawach kluczowych dla waszej relacji, powinniście umieć rozmawiać. Problemy wiecznie zamiatane pod dywan, nie znikają ot tak. One narastają i pewnego dnia mogą doprowadzić do efektu kuli śnieżnej, sprowadzając lawinę złości i wzajemnych pretensji na wasz związek.

Jak więc przerwać „zmowę milczenia” i zacząć ze sobą rozmawiać?

Jeśli jesteś osobą częściej wyciągającą rękę do zgody, czyli „żądającą” kontaktu:

1. Podaruj swojemu ukochanemu przestrzeń.

2. Postaraj się zrozumieć, że jego zachowanie wynika, z poczucia zagrożenia.

3. Nie odbieraj jego milczenia, jako coś osobistego.

4. Zastanów się co z twojej strony mogło doprowadzić do konfliktu i przyjmij za to odpowiedzialność.

Jeśli jesteś partnerem „unikającym”, milczącym:

1. Postaraj się oddzielić uczucia dotyczące oczekiwań partnera od obawy przed odrzuceniem lub brakiem akceptacji z jego strony.

2. Postaraj się wytłumaczyć partnerowi swoją potrzebę „czasu na przemyślenia”

3. Spytaj jak możesz pomóc mu to ułatwić.

4. Spróbuj zbliżyć się do swego partnera, poprzez śmielsze wyrażanie uczuć.


Źródło: charaktery.euonet.pl


Dla wygody lekarza kobieta w ciąży może cierpieć. Nie będziemy „rodzić po ludzku”. Minister zdrowia wycofuje standardy opieki okołoporodowej

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
13 grudnia 2016
Fot. iStock/Camrocker
Fot. iStock/Camrocker

Pomyślałam: „O co znowu chodzi”, kiedy wyszło na jaw, że Ministerstwo Zdrowia wycofuje się z wprowadzonych prawem standardów opieki okołoporodowej. Po pierwszym oburzeniu przyszła jednak refleksja: „A może niepotrzebnie panikujemy, przecież personelowi szpitala powinno zależeć na zdrowiu pacjentki i jej nowo narodzonego dziecka”. Tak, wiem – naiwność to moje drugie imię.

I niby temat mnie nie dotyczy, bo dwójkę dzieci urodziłam w dobrych warunkach, więcej nie zamierzam, porody wspominam właściwie z uśmiechem na twarzy i mogłabym spytać: komu przeszkadza, że kobieta podczas porodu sobie pochodzi, napije się wody, że będzie chciała skorzystać z prysznica, czy że przeć zechce w najwygodniejszej dla niej pozycji? Standardy opieki okołoporodowej w kilku przypadkach nie są nawet związane z jakimikolwiek kosztami, tylko dobrą wolą personelu.

W połowie tego roku NIK po dwuletnim sprawdzaniu oddziałów położniczych przedstawił raport o wynikach kontroli na oddziałach położniczych. Okazało się, że pomimo prowadzonych od ponad 20 lat działań mających na celu wprowadzenie standardów opieki okołoporodowej, nadal występuje w szpitalach wiele zaniedbań. Brak odpowiedniej wiedzy wśród personelu, bardzo często brak intymności przy porodzie – łóżka w salach porodowych w niektórych oddziałach bywają oddzielone jedynie parawanem i ustawione są na wprost drzwi wejściowych na salę. Kobiety z noworodkami bywa, że w skrajnych przypadkach umieszczane są na salach 7-osobowych, sale dwuosobowe nie wszędzie są normą, nie mówiąc o ich wyposażeniu, które zapewni odpowiednią pielęgnację noworodka.

Nie zawsze w sposób prawidłowy jest spełniane prawo „skóra do skóry”, kiedy nowo narodzone dziecko może przebywać zaraz po porodzie jak najdłużej przy mamie. NIK poinformował również, iż zdarza się, że kobiety nie otrzymują wsparcia laktacyjnego po porodzie, a noworodki w szpitalu dokarmiane są mlekiem modyfikowanym.

A wydawałoby się, że właściwie problem porodów, podczas których kobiety traktowane są przedmiotowo, gdzie nie słucha się ich potrzeb, tylko traktuje jak kolejny punkt w statystykach są przypadkami marginalnymi. Naprawdę wiele dobrego zostało zrobione, by kobiety mogły poród przeżywać jako niezwykłe wydarzenie w swoim i w dziecka życiu. Nikt nikomu nie chciał robić na złość, wręcz przeciwnie – dążono do tego, by poród odbywał się z pełnym szacunkiem dla rodzącej kobiety, byśmy trafiając pod opiekę lekarzy i położnych wiedziały, że zrobią oni wszystko, by narodziny dziecka nie stały się dla nas traumą przykucia do łóżka i wrzasków położnych, żeby już i teraz przeć i najlepiej się zamknąć i nie krzyczeć.

Fundacja „Rodzić po ludzku” od wielu lat walczy o to, by kobiety podczas porodu traktować z szacunkiem, a także edukuje kobiety, byśmy były świadome swoich praw. Dziś Fundacja jest oburzona wprowadzonymi zmianami do ustawy, o których nikt nie raczył ich poinformować. – Braliśmy udział w pracach nad rozporządzeniem, zapraszano nas, patrzono prosto w oczy – mówi prezes Fundacji Joanna Pietrusiewicz dodając: – A mydląc nam oczy dokonano zapisu, który zwalania szpitale i lekarzy od stosowania standardów opieki okołoporodowej. Zrobiono to tylko i wyłącznie w porozumieniu z Naczelną Izbą Lekarską, co pokazuje o czyje interesy dba Ministerstwo Zdrowia, bo z pewnością nie o dobro w tym przypadku pacjentek – kobiet rodzących. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego zapis o standardach przeszkadzał ministrowi zdrowia Konstantemu Radziwiłłowi. Uważam, że wprowadzenie zmian było przede wszystkim w interesie Naczelnej Izby Lekarskiej, zwłaszcza, że w Polsce obowiązują cztery standardy opieki, z czego trzy dotyczą opieki okołoporodowej i mówią o ogólnych prawach człowieka. Nie ma w tych zapisach nic, co sprawiałoby ogromną trudność, wymagałoby ogromnych nakładów, by sprostać tym standardom. Ja osobiście chciałabym, żeby tych praw nie musieć regulować ustawą, ale jak widać z wcześniejszych doniesień inaczej się nie dało. Dzisiaj przygotowujemy petycję do pani premier czekając na stanowisko rządu i mając nadzieję, że nie ugnie się on pod naciskiem Naczelnej Izby Lekarskiej i Ministerstwa Zdrowia, że będzie mieć na względzie, że po raz kolejny chodzi o łamanie praw kobiet.

Karolina Piotrowska pomysłodawczyni akcji „Lepszy Poród”, dzięki której kilka lat temu kobiety odważyły się głośno mówić o traumatycznych przeżycia podczas porodu związanych z opiekę szpitalną, mówi, że ją samą dziwi fakt wycofania się ministerstwa zdrowia ze standardów opieki. – Może to kolejny przejaw patriarchatu, który usilnie chce kobietom wpoić dzisiejszy rząd? Ale musimy pamiętać, że prawa kobiet rodzących nie są jedynie prawami kobiet. Uruchomiłyśmy akcję „Urodziła mnie kobieta” chcąc pokazać, że opieka okołoporodowa dotyczy nas wszystkich. Były głosy, że wycofanie standardów opieki okołoporodowej to ukłon ministra w stronę lekarzy, środowiska, z którego wyszedł, ale to są tylko przypuszczenia, oczywiście brak w tej kwestii oficjalnego stanowiska. Jedno jest pewne – kobiety straciły podstawę prawną do tego, by ubiegać się o spełnienie ich podstawowych praw przy porodzie. Ponownie to, w jaki sposób zostaną potraktowane, zależeć będzie tylko i wyłącznie od „widzimisię” lekarza, którego wycofanie standardów opieki okołoporodowej chronić będzie przed ewentualnymi skargami pacjentek – tłumaczy Karolina Piotrowska dodając, że jako psycholog także dzisiaj spotyka się z kobietami, które walczą z traumą poporodową. – To nie są pojedyncze przypadki, to się nadal zdarza pomimo standardów. Kiedy zaczynałyśmy akcję społeczną „Lepszy poród”, naszą misją było przede wszystkim uświadomienie kobietom, że mają one swoje prawa także podczas porodu, że poród może być taki, jaki chcemy. A w tej chwili zostałyśmy sprowadzone do rangi pacjentek, które znowu muszą być karne, pokorne i nie mają nic do powiedzenia. Bo okazuje się nagle, że nie mamy prawa, żeby ubiegać się o to, co nasze.

Chcesz chronić prawa kobiet, chcesz by kobiety rodziły godnie „po ludzku”? Podpisz petycję TUTAJ i TUTAJ podaj dalej! Ta sprawa dotyczy nas wszystkich!


Zobacz także

Fot. iStock / Martin Dimitrov

Czy jesteś dobrym człowiekiem? Kilka nieoczywistych pytań, które zmienią to, jak się postrzegasz

Bad hair day.

Bad hair day… 5 sprawdzonych sposobów na przetrwanie. Akcja „Bądź piękna każdego dnia”. Dzień #15 [05.05.]

Najbardziej kocham swoje dzieci, gdy… śpią u dziadków

Najbardziej kocham swoje dzieci, gdy… śpią u dziadków