10 sygnałów, że to co czujesz to nie miłość, a uzależnienie

Karolina Krause
Karolina Krause
15 lutego 2017
Fot. iStock/Marco_Piunti
Fot. iStock/Marco_Piunti

Znalezienie tej właściwej osoby, która sprawi, że nasze życie stanie się jaśniejsze i zaczniemy postrzegać je w kolorowych barwach, wydaje się być marzeniem prawie każdej kobiety. Niestety niektóre z nas chcą tego tak bardzo, że zachłystują się uczuciem, które jest jedynie namiastką albo iluzją miłości. Zaślepione gorącym romansem i wzajemnym pożądaniem, wpadają w sidła uzależnienia od drugiej osoby, z którego ciężko jest im się potem wydostać.

Najczęściej zdarza się, gdy zaczynamy idealizować tę drugą osobę i nie chcemy zobaczyć jej taką, jaka naprawdę jest. Gdy bardziej zależy nam na podniesieniu poczucia własnej wartości niż stworzeniu prawdziwej, głębokiej więzi. Chodź w większości przypadków dzieje się to nieświadomie, warto zdać sobie sprawę z tego, jakie mechanizmy nami kierują. Bo tylko wtedy możemy się od nich uwolnić.

Każda uzależniona osoba podświadomie zdaje sobie sprawę z tego, że dzieje się z nią coś niedobrego. Przez długi czas stara się jednak temu zaprzeczać, przez co czasami,  nawet latami może tkwić w toksycznej i wyniszczającej relacji.

Oto 10 sygnałów, że to co czujesz to nie miłość, a uzależnienie:

Zazdrość

Każde jego wyjście z kolegami wywołuje u ciebie ataki zazdrości. Czasami zazdrość popycha cię do czynów, których w normalnych warunkach nigdy byś nie zrobiła, jak na przykład sprawdzenie jego poczty, czy telefonu.

Staliście się nierozłączni

Praktycznie każdą rzecz robicie razem, przez co żadne z was nie ma już czasu dla siebie. Zaniedbaliście też ważne relacje z przyjaciółmi lub całkowicie zerwaliście z nimi kontakt.

Boisz się, że cię zostawi

Boisz się, że jeśli zrobisz coś wbrew jego woli, w końcu odejdzie do innej. A w obecności innych kobiet starasz się „zaznaczyć swój teren”, chwytając go za rękę lub podkreślając rzeczy, które was łączą.

„Rzuć wszystko i chodź się całować”

Niezależnie od tego, co w danym momencie robisz, jeden jego telefon wystarczy, by postawić cię w gotowości i ruszyć na spotkanie ze swoim „ukochanym”.

Jego zdanie liczy się dla ciebie bardziej niż twoje własne

Dlatego tak bardzo zabiegasz o jego afirmację.

Przesłanki zewnętrzne

W mniejszym stopniu obchodzi cię to, kim tak naprawdę jest twój partner, niż to, jak odbiera go twoja rodzina i przyjaciele.

Wydaje ci się, że możesz wprowadzić poprawki

Być może twój partner w tym momencie nie jest jeszcze idealny, ale już ty to naprawić. Wydaje ci się, że możesz w jakiś sposób dopasować go do swoich oczekiwań, zmienić, czy ulepszyć.

Przejmujesz stery

W pewnym sensie kontrola jaką przejmujesz nad swoim partnerem, sprawia ci przyjemność. Zaczynasz więc podświadomie nim manipulować – smucąc się lub odpychając go, gdy nie robi tego, co chcesz.

Nie możesz bez niego żyć

A przynajmniej tak właśnie ci się wydaje. Czujesz, że nie byłabyś w stanie się pozbierać, gdyby on nagle postanowił odejść lub gdyby („nie daj Boże”) coś mu się stało.

Połowa siebie

Duża część twojej samooceny zależy od tego, czy twój partner poświęca ci wystarczającą ilość troski, czułości i uwagi.

Choć pozornie takie zachowanie może wydać się nam niegroźne, nałóg miłości to jedno z najbardziej podstępnych uzależnień. Głównie dlatego, że jest ono tak trudne do zdiagnozowania. Prawdziwa miłość nigdy jednak nie powinna wiązać się z jakąkolwiek koniecznością, czy przymusem. To urzeczywistnienie czystego dobra, energia, która ciągnie nas do góry i dodaje nam skrzydeł. Dlatego właśnie od tego uczucia nie da się uzależnić.

Jeśli więc rozpoznajesz u siebie większość z wymienionych objawów, to znak, że powinnaś zwrócić się po specjalistyczną pomoc. Pamiętaj też, że miłość jest czymś realnym i każdy z nas na nią zasługuje.

Ty też.


 

Źródło: higherperspectives.com


Dorosłe dzieci narcyzów. Co chciałabyś dzisiaj powiedzieć swojemu narcystycznemu rodzicowi?

Karolina Krause
Karolina Krause
15 lutego 2017
Fot. iStock/Kerkez
Fot. iStock/Kerkez

Drogi narcystyczny rodzicu,

gdy będę pisać te słowa, ty zapewne będziesz już daleko stąd – jak najdalej ode mnie i mojego życia. Choć tak naprawdę chyba zawsze tak było… Być może wyrzucisz ten list lub jak zwykle zwyczajnie go zignorujesz. Tak samo, jak ignorowałeś wszystko to, co przez lata starałam się ci przekazać. Zapewne zastanawiasz się też, dlaczego miałbyś go przeczytać, bo wiem, że w twoim w życiu wszystko musi być „po coś”, czemuś służyć, być do czegoś przydatne. A więc piszę ten list po to, abyś wiedział, że ci wybaczam. Wybaczam ci:

Lęk, który po tobie „odziedziczyłam”

Bo wiem już, że wszystko, co robiłeś, brało się właśnie z niego. I ten lęk towarzyszy mi dzisiaj każdego dnia, choć sama staram się radzić sobie z nim inaczej. Staram się być konsekwentna w swoim zachowaniu i nie stosować podwójnych standardów, do których nie byłam w stanie dostosować się jako dziecko. Bo, kto byłby w stanie przewidzieć, jaki dzisiaj masz dzień i co może cię uszczęśliwić?

Że skłóciłeś mnie z moim rodzeństwem…

Traktując moją siostrę jako „złote dziecko”, a mnie samą, jak kozła ofiarnego. Blizna po czasach , w których musiałyśmy walczyć o twoją uwagę, pewnie na zawsze już w nas pozostanie. Za to, że bez przerwy nas ze sobą porównywałeś. A przez to ja nie mogę przestać porównywać się z innymi.

Fikcję, w której żyłam

Kiedy kazałeś mi udawać, że wszystko jest w porządku. „Nie mów nikomu”, „Udawaj!”, „Przestań wyolbrzymiać”.

Pamiętasz? Gdy tę maskę, którą nakładałeś, by chronić się przed światem, zakładałeś także na mnie? Bo przecież we wszystkim musimy być lepsi, osiągać same sukcesy i nigdy przenigdy nie przyznawać się do porażek. W końcu co wtedy o nas pomyślą sąsiedzi? Albo dalsza rodzina?

Teraz wiem już, kto się pod nią ukrywał.

Że nie znam własnych granic

Czy w naszym domu w ogóle jakieś istniały? Chociażby te najbardziej podstawowe, jak prawo do prywatności, do szanowania cudzej własności, albo do okazywania uczuć?

Tego wszystkiego musiałam nauczyć się, gdy z niego wyszłam.

Że nie wiem, czego tak naprawdę w życiu potrzebuję

Przez lata tak skutecznie ignorowałeś moje potrzeby, że sama przestałam zwracać na nie uwagę. Zamiast tego skupiałam się na zaspokajaniu twoich niespełnionych ambicji i oczekiwań.

Dziś wiem już, że nigdy mi się to nie uda, dlatego nawet nie próbuję. Zamiast tego walczę o to, by odkryć swoje własne pragnienia.

Braki w komunikacji, które do wciąż staram się, jakoś „załatać”

Przez te pie*rzone zabawy w trójkąt. Bo przecież nie można komuś powiedzieć czegoś prosto w oczy. Wszystko, co starałeś się mi przekazać, mówiłeś do „ogółu”, albo patrząc przy tym na kogoś innego. Tak, jakbym nie zasługiwała na twoją uwagę, jakby mnie tam nie było. A byłam i nadal jestem.

Mówienie wprost o swoich uczuciach wymaga odwagi. Żałuję, że jej w sobie nie miałeś.

Że nie potrafię dziś nikomu do końca zaufać

Skąd mogę mieć pewność, że ta druga osoba nie zawiedzie mnie tak, jak ty? Że będę mogła na niej polegać? Skoro na człowieku, który w dzieciństwie był mi całym światem, nie mogłam?

Wciąż oswajam się z myślą, że bliskość nie musi wiązać się ze strachem.

Że wciąż „trafiam” na nieodpowiednich facetów

A mówiąc konkretnie narcystycznych.Nadal nie mogę uwolnić się od powtarzania schematu…

Że przez wiele lat wierzyłam, że na miłość trzeba sobie zasłużyć

Wmówiłeś mi, że nie liczy się to, jaka jestem, ale to, ile w życiu osiągnęłam, zrobiłam. To, czy możesz być ze mnie dumny, a w zasadzie nie ze mnie, tylko z moich sukcesów, które traktowałeś jako własne.

Że nie wiem, jak radzić sobie ze swoimi emocjami

Bo nie pozwalałeś mi mówić o swoich uczuciach.

I, że za to wszystko obwiniałam siebie

Dziś już tak nie uważam. I choć cały ten bagaż, to twardy orzech do zgryzienia, tylko ode mnie zależy co z nim zrobię.

Dlatego właśnie zostawiam go tutaj – za drzwiami z napisem „wybaczenie”. I nie chcę do tego wracać.


Dla każdego dziecka miłość jest silniejsza od śmierci. Jak pomóc dziecku w żałobie?

Redakcja
Redakcja
15 lutego 2017
Fot. iStock/SinanAyhan
Fot. iStock/SinanAyhan

Chcecie bajki, oto bajka… dla dzieci w żałobie

Był sobie raz mały Jaś. Nie mieszkał za siedmioma górami, ani za siedmioma lasami, tylko całkiem niedaleko. Miał mamę, tatę i szmacianego wilczka, uszytego z resztek materiałów. Było im cudownie czarodziejsko, zupełnie jak w bajce, aż któregoś dnia mama znikła. Zupełnie niezrozumiale, bo mamy przecież nie znikają, a mama Jasia tak. Potrącił ją samochód i po kilkunastu godzinach zmarła, zostawiając synka, męża, wilczka, rozrzucone buciki Jasia, bo kto miał je teraz zbierać, zimną kuchnię, bo kto miał w niej teraz gotować, straszny smutek i żal. Czary się skończyły…

Niewielka książeczka Magdy Małkowskiej„Czary mamy”, z niezwykłymi ilustracjami gdańskiej artystki Magdy Benedy, to emocjonalny gigant nie dla wszystkich dzieci. Ona nie przygotowuje do śmierci bliskiej osoby (bo to niewykonalne), ale na dziecięce serce przylepia plaster, kiedy musi ono, chcąc nie chcąc, radzić sobie ze stratą mamy.

Fundacja Hospicyjna zaczęła serię bajek terapeutycznych dla dzieci w żałobie pod znamiennym tytułem „Bajka Plasterek”. „Czary mamy” przeznaczona jest dla 4-9-latków, którym umarła mama. Szacuje się, że w naszym kraju każdego roku przybywa co najmniej 16 tysięcy dzieci, które muszą żyć bez mamy, taty albo obojga rodziców. To bynamniej nie żadna bajka. Co pół godziny ktoś poniżej 20. roku życia staje się w Polsce sierotą.

W fundacji o dzieciach w żałobie mówi się „zapomniani żałobnicy”, bo biegają na pogrzebie, śmieją się podczas stypy i bawią, kiedy dorośli płaczą. A im tak naprawdę skończył się świat i bez pomocy nas – dorosłych, ze stworzeniem nowego sobie nie poradzą. – Nie chodzi tu o jakiś wyjątkowy typ komunikacji – mówi Agnieszka Paczkowska z Hospicjum ks. Dutkiewicza SAC w Gdańsku – ale o zwykłe wspieranie na co dzień, tak jak w wypadku każdego cierpienia. Ludzi wzruszają dzieci biedne, z pustym brzuchem i zimnymi kaloryferami w domu, natomiast w ich żałobę chyba nie do końca wierzą.

Od ponad 3 lat, z inicjatywy prowadzonego przez fundację Funduszu Dzieci Osieroconych, działa portal wsparcia psychologicznego tumbopomaga.pl, adresowany do dzieci i młodzieży w żałobie oraz ich opiekunów i nauczycieli. Od poniedziałku do piątku, w godzinach 12.00-18.00, czynna jest także tumbolinia 800 111 123, czyli telefon zaufania dla osieroconych i osób towarzyszących im w przeżywaniu straty. Seria „BajkaPlasterek” to kolejny pomysł, by wesprzeć zarówno dzieci, jak i ich opiekunów, którzy ze smutkiem albo agresją, albo wycofaniem, albo byciem nadmiernie grzecznym małego żałobnika sobie nie radzą.

Tak jak tata Jasia. Obaj mieli niepisaną umowę. „Rozmawiali o tym, co słychać na zewnątrz, a nie w ich sercach. O pracy, o przedszkolu, o planowanych wakacjach, o nowej grze, którą widział u Jacka, ani słowa o mamie”. Takich umów być nie może! Z dziećmi w żałobie trzeba rozmawiać, choć nie na siłę. Natomiast trzeba słyszeć każdy płynący z ich strony sygnał i na niego reagować. „Czary mamy” może być takich sygnałów zapalnikiem. Małemu słuchaczowi lub czytelnikowi stwarza szansę, poprzez odnalezienie podobieństw w sytuacji Jasia do własnej historii, zroumieć i wyrazić swój smutek.

Mama Jasia była czarodziejką, bo umiała szyć jak nikt. Szmacianego wilczka też uszyła, z resztek materiałów, które, zanim umarła, współtworzyły ich szczęśliwy świat. Wilczkowy brzuszek z materiału na Jasiową piżamkę, grzbiet ze skrawków własnej garsonki, ogon z dawnej sukienki… Wkrótce po jej śmierci wilczek też zniknął „Najpierw mama, potem wilk. To, co się kocha, potrafi zniknąć…”. Ale zabawki, choć czasami zawieruszone, nie umierają. Cudownie odnaleziony wilczek wrócił z dowodami, że nasi bliscy zostają z nami na zawsze.

„Czary mamy” – ciepłe, wzruszające opowiadanie o miłości naprawdę silniejszej od śmierci. Z przepisem na szczęście odnalezione i… szarlotkę.

Czary-Mamy


Zobacz także

Fot. Screen z Facebook/Miroslav Hlávko

Świat jest przepełniony miłością! Tylko spójrz na te zdjęcia

Fot. iStock / skynesher

Wsłuchaj się w siebie i bądź dobra dla siebie. Tydzień trzeci, dzień #3

Fot. Materiały prasowe

Konkurs „Aktywne wakacje”