10 rzeczy, które twoje wewnętrzne dziecko chciałoby ci powiedzieć

Redakcja
Redakcja
24 kwietnia 2018
1 z 1

10 rzeczy, które twoje wewnętrzne dziecko chciałoby ci powiedzieć

Fot. iStock/gruizza

5. Nigdy nie będziesz sama

Mówi się, że dorośli to takie dzieci w większych ciałach. Wewnętrzne dziecko zawsze będzie ważną częścią każdego z nas, nawet gdy będziesz już w zaawansowanym wieku. Należy szanować tę symbiozę i pozwolić, aby ten głos pomagał podejść do życia mniej poważnie.

6. Uwolnij się od przeszłości

Wewnętrzne dziecko zachęca do tego, aby odstawić na bok to, co powodowało problemy i ruszyć bez balastu dalej. Przypomina, że przeszłości nie zmienisz, za to wpłyniesz na to, co dopiero będzie. A przyszłość może być wyjątkowo piękna.

7. Baw się

Dzieci kochają zabawę, a dorośli są na tyle usztywnieni, że nie pozwalają sobie na spontaniczne zachowania. Nadmiar obowiązków być może cię przygniata, ale wewnętrzne dziecko na przekór temu mówi, żeby odłożyć na później to od czego braku świat się nie zawali i cieszyć się tym, co już masz. Życie jest warte tego, aby czuć się w nim dobrze się.

8. Kochaj!

Dziecko kocha całym sercem i okazuje swoje emocje w najpiękniejszy, rozczulający sposób. Dzieci nie są interesowne w uczuciach, potrzebują bliskości drugiej osoby, natomiast my bardzo często zamykamy się w sobie i im jesteśmy starsi, tym trudniej nam zaufać komuś. Doświadczenie rozpadu związku, zdrada i brak zaufania względem innych ludzi powoduje izolację. Wewnętrzne dziecko chciałoby ci powiedzieć, że tylko bezinteresowna miłość do ci prawdziwą wolność.

9. Jesteś piękna

Dzieci, dopóki nie ulegają uprzedzeniom i schematom narzuconym przez dorosłych, przyjmują wszystko jako dobre i piękne. Nie doszukują się brzydoty i ułomności w innych osobach, zwracają uwagę na emocje. Idąc tropem twojego wewnętrznego dziecka powiedz sobie, że jesteś piękna. Odstaw na bok etykiety, negatywne myśli, bo nie jest to tobie potrzebne.

10. Zostaw złe emocje

Zaakceptuj siebie bez względu na wszystko, bo twoje dziecko chciałoby,  abyś kochała życie tak, jak kochałaś je, gdy byłaś mała. Zostaw złe emocje, bo wewnętrzne dziecko zawsze jest nosicielem w miłości i dobrych emocji. Gdy tylko będziesz tego chciała,  w najgorszych dniach pomoże odnaleźć utraconą równowagę.

źródło: www.powerofpositivity.compozaschematy.pl

PoprzedniNastępny

Ta stara, japońska technika relaksacji pozwoli ci pozbyć się stresu w 5 minut

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
24 kwietnia 2018
Fot. Screen z YouTube/
BRIGHT SIDE
l
Fot. Screen z YouTube/ BRIGHT SIDE l
 

Jeśli nie radzicie sobie ze stresem, warto sięgnąć po techniki relaksacyjne inspirowane tradycyjną medecyną Wschodu, która postrzega człowieka jako  jako całość, uznając, że wszytskie jego organy nie mogą funkcjonować samodzielnie w oderwaniu od reszty organizmu. Aby ukoić skołatane nerwy wypróbujcie naturalną metodę uciskania palców, bo to w nich znajdują się ośrodki odpowiedzialne za nasze emocje.

Każdy palec twojej dłoni odpowiada za inną emocję

Kciuk: jest odpowiedzialny za poziom zdenerwowania i za twoje zmartwienia

Palec wskazujący: jest odpowiedzialny za twój poziom lęku

Palec środkowy: pomaga kontrolować złość i gniew

Palec serdeczny: jest odpowiedzialny za uczucie smutku i przygnębienia

Mały palec: jest odpowiedzialny za stany lękowe

Żeby zniwelować poziom stresu i uspokoić nerwy, trzeba przytrzymać każdy z palców dłonią drugiej ręki i uciskać.

Jak przyciskać?

Chwyć palec drugą ręką, owiń wokół niego wszystkie palce. Trzymaj tak jedną do dwóch minut. Jeśli wykonujesz to ćwiczenie dobrze, odczujesz pulsowanie. Aby uspokoić umysł, należy lekko przycisnąć środkową część dłoni kciukiem przeciwnej ręki i przytrzymać przez co najmniej jedną minutę.

Stosuj tę technikę każdego dnia, aby zachować spokój i przywrócić równowagę w swoim życiu.


Na podstawie: brightside.com

 


„W życiu bym na to nie wpadła!”. 5 niebezpieczeństw, czyhających na twoje dziecko w domu

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
24 kwietnia 2018
Fot. iStock / Nadezhda1906
Fot. iStock / Nadezhda1906

Wiele już napisano na temat rodziców, tego, na jakie „typy” się dzielimy – czasem trzeba uderzyć się w pierś i trochę pośmiać z samych siebie. Gdybyśmy mieli stworzyć podział uniwersalny, pomagający odnaleźć się w zwykłej codzienności, wiele można by sprowadzić do tego, jak radzimy sobie z lękiem i czy w ogóle go odczuwamy. Bo jacy byśmy nie byli, najczęściej dzielimy się:
– na tych, którzy panicznie boją się o bezpieczeństwo swoich dzieci (i z lęku o dzieci i swoje wypełnienie roli rodzica, widzą zagrożenie dosłownie wszędzie),
– tych, którzy kompletnie oddalają od siebie jakąkolwiek możliwość domowej katastrofy (i dla własnego komfortu psychicznego lekceważą zagrożenia),
– i tych, którzy mają to szczęście, odnaleźć się dokładnie po środku obu opcji i w dodatku nie zwariować.

Do tego ostatniego typu chyba większość z nas dąży. Bo nie na wszystko w życiu mamy wpływ, ale dobrze by było, dodatkowo nie kusić losu i przeżyć swoje rodzicielstwo w miarę lekko i szczęśliwie.

Są takie rzeczy, w które trudno uwierzyć i wyobrazić sobie, do momentu, gdy widzimy je na własne oczy. Dlatego warto wyposażyć się w wiedzę, rozsądek (również po to, by nie ulegać panice i histerii) i odrobinę luzu. Bo nawet przykre doświadczeniu coś ważnego w życiu nam przynoszą. A by było naprawdę dobrze, czasem wystarczy po prostu nie wskakiwać dobrowolnie w paszczę głodnego lwa.

Historia ataku zabójczego jogurtu. Lekcja pierwsza: nikt nie myśli o rzeczach wcześniej nieodkrytych

Opowiem wam historię, która przydarzyła mi się, gdy mój syn miał ponad dwa lata. Kojarzycie zapewne jogurty z dodatkami w oddzielnej przegródce, takimi które dosypuje się samodzielnie. Mój syn w ramach słodkości dostał taki z czekoladowymi kulkami (baaardzo je wtedy lubił).  Ogromną przyjemność sprawiało mu nabieranie jogurtu na łyżkę, układanie jak wisienki na torcie na górze jednej kulki i konsumpcja (oczywiście, gdy nikt „niby” nie widział pożerał trochę kulek bez jogurtu 😉 ) – jednym słowem nic zdrożnego. Ja siedziałam obok niego i pracowałam przy komputerze. Nagle rozległ się wrzask. Łzy, krzyki i histeria. Kompletnie nie wiedziałam, co się zdarzyło, do momentu, gdy przez łzy nie zaczął mówić, że boli go nos, a z nosa polała się krew.

Oczywiście oglądanie z latarką i próba wydobycia informacji. On dłubał, krew się lała, a ja zaczynałam wpadać w panikę. Co się wydarzyło? Pan Diabeł Wcielony, w ramach eksperymentu wepchnął sobie jedną kulkę do nosa. Cały epizod trwał tylko kilka minut i skończyło się na strachu. Ponieważ kulka była prima sort, cała z czekolady, po chwili zaczęła się rozpuszczać i udało się ją wyjąć z nosa zwykłym aspiratorem do kataru.

Czego nauczył mnie „zabójczy” jogurt? Że choćbym się dwoiła i troiła, a uwierzcie, mój syn jest typem dziecka, przy którym zawsze mam oczy dookoła głowy, pewnych rzeczy nie przewidzę. Tego, że choć przez 2 lata swojego życia nawet nie próbował niczego wsadzić sobie do nosa, dziś nie będzie tym dniem, kiedy spróbuje. I tego, że mogę mieć zabezpieczony cały dom jak Alcatraz, a niebezpieczny okaże się… JOGURT!

Konkluzja była prosta, zamiast następnym razem słysząc dziwne czy straszne historie dumać, jak to możliwe i kto jest winien – można zrobić tylko dwie rzeczy. Pierwsza: przyjąć, że zdarzyć się może wszystko i zawsze. Druga: zabezpieczyć się na wypadek konsekwencji (np. ubezpieczeniem czy pakietem medycznym).

Lekcja druga: korzystaj z cudzego doświadczenia

Bardzo często okazuje się, że to co najbardziej niebezpieczne, jest rzeczą zwykłą, niepozorną, z której nie zrezygnujesz. Że najbardziej „niebezpieczną” osobą, jest ktoś z nas. Najważniejsze to nauczyć się dostosowywać swój sposób myślenia do temperamentu dziecka, przewidywać zgodnie z intuicją, a nie kolejnym sztywno zdefiniowanym podręcznikiem.

Nie będziemy dziś ostrzegać was przed gniazdkiem elektrycznym czy butelką wybielacza – to, przynajmniej w teorii, wszyscy wiemy, znamy, ukrywamy przed łatwym dostępem . Bo przecież nikt nie trzyma w kuchni na blacie spawarki czy piły tarczowej, prawda? A gdy dochodzi do domowych wypadków, otwieramy ze zdumienia oczy i sami siebie pytamy: jak to w ogóle możliwe?! Czerpmy z doświadczeń innych rodziców i przenigdy nie oceniajmy: „ja bym do tego nie dopuścił/a”.

5 niebezpieczeństw, czyhających na twoje dziecko w domu

1. Twoje dziecko

Tak już w życiu jest, że często to my sami bywamy dla siebie niebezpieczni. Wypadki, które się zdarzają zazwyczaj nie mają nic wspólnego z niebezpiecznym sprzętem, a są wynikiem ludzkich błędów. Twoje dziecko też będzie je popełniać. Wejdzie zbyt wysoko, pojedzie za szybko, źle oceni swoje możliwości. Nic  w tym dziwnego, właśnie na tych błędach się uczymy. Jedyne, co możemy zrobić, to nauczyć dziecko racjonalnie myśleć i te błędy minimalizować.

2. Ty

Zaskoczony? Jak przecież możemy być niebezpieczni dla naszych dzieci, tych które kochamy ponad wszystko i chronimy?

Jesteśmy niebezpieczni za każdym razem, gdy:
– prowadzimy zbyt zmęczeni samochód,
– myślimy: „tylko ten jeden raz, co się może przydarzyć?”,
– zakładamy, że w naszej obecności nic złego się nie wydarzy,
– nie myślimy o własnym bezpieczeństwie.

Pamiętaj o rzeczach prozaicznych. Masz starsze dziecko, które zostaje samo w domu? A czy ma telefon albo wie, co robić, gdybyś nie wrócił? Wiesz przecież, że wychodzisz tylko do kiosku, z psem, po mleko, na 10 minut. Głowę dasz, że twoje 7. czy 10-latek nie zrobi nic niebezpiecznego, ale nie w tym problem. A co, jeśli wybuchnie pożar lub zdarzy się coś do bóli zwykłego: zasłabniesz na ulicy i zabierze cię karetka? Nie chodzi o to, byś nie wychodził. Zwyczajnie zastanów się, czy nauczyłeś swoje dziecko wszystkiego, co potrzebne.

3. Zmęczenie i pośpiech

To przez nie popełniamy błędy, o których nawet nie wiemy. Nie zauważamy, że czegoś nie zdążyliśmy zrobić/sprawdzić/zamknąć. To właśnie wtedy, gdy jesteśmy zmęczeni i gonimy jak szaleni, umykają nam drobiazgi. Ten jeden jedyny raz, kiedy kiedy nie zamknęliśmy bramki itd., przykłady można by mnożyć. Co zrobić? Pamiętaj o sobie. Twój odpoczynek to też bezpieczeństwo twojego dziecka.

4. Pewność

„Ale nigdy nie robił takich rzeczy!”. Nikt nie myśli o rzeczach wcześniej nieodkrytych. Ufaj, ale nie miej pewności. To, że coś się jeszcze nigdy nie przydarzyło, nie znaczy, że nie stanie się dzisiaj. Pamiętaj by zabezpieczyć się przed przykrymi, dalekosiężnymi konsekwencjami. Nie możesz założyć, że nigdy w życiu nie złamiesz nogi, prawda? Ale możesz zadbać o zabezpieczenie finansowe, gdybyś musiał jednak zakupić lekki gips czy ortezę…

5. Zwykłe przedmioty czy jedzenie

Po prostu pomyśl o tym wszystkim, co nie jest oczywiste. Wszystkie potencjalnie niebezpieczne przedmioty już dawno pochowałeś wysoko. Nie ma w twoim domu, w zasięgu dzieci przedmiotów ostrych, łatwopalnych czy trujących… Ale czy pomyślałeś o tym, że twoje dziecko urosło i doskonale potrafi rozwiązywać „problemy”? Że kilkulatek bez trudu zbuduje sobie konstrukcję zastępującą drabinę, że „dziabnie się” biegając ze zwykłą kredką, czy nie owinie sobie wokół szyi zwykłej taśmy klejącej?

Nie popadajmy w skrajności, tego możemy sobie wszyscy życzyć. A żeby spać spokojnie, dobrze jest zastanowić się, czy z ręką na sercu mogę powiedzieć, że wiem, co zrobić, gdyby przydarzyło się coś złego? Czy umiem udzielić pierwszej pomocy, czy jesteśmy ubezpieczeni od następstw nieszczęśliwych wypadków?


Artykuł powstał przy współpracy z Nationale Nederlanden


Zobacz także

Fot. iStock/Sadler2121

Ratunku, mam nalot azjatyckich biedronek! Ty też?

Słownik Zofii. Wydawnictwo Gaduła.

fot. materiały prasowe / Movember Polska

Faceci zapuszczają wąsy dla jaj!