10 rzeczy, które powinnaś „mieć” w swoim związku. Zasługujesz na nie wszystkie!

Redakcja
Redakcja
16 października 2017
Kochaj życie, kochaj siebie i doceń zanim zgubisz. 9 rzeczy, które dodają miłości blasku
Fot. iStock / bedya
 

Cudownie jest mieć partnera, który wspiera przez cały czas, darzy szczerym uczuciem i nie obawia się tego okazywać. Pozwoli na śmiech, otrze łzy i po prostu będzie tam, gdzie ty. Marzymy nie tyle o wyśnionym księciu z bajki, ile o „zwykłym” facecie, który będzie traktował nas tak pięknie, jak na to zasługujemy.

Sama miłość związku nie scementuje, a wielu facetów zapomina, jak ważne jest partnerstwo i na co może oraz powinna liczyć kobieta, która rozkwita w związku. Nie chodzi tylko o pamięć, czekoladki i kwiatki na urodziny czy Dzień Kobiet, ale o postawę i codzienne gesty, które może i nie są od razu zauważalne, ale są potrzebne do szczęścia obojga, jak powietrze. Chcemy (i zasługujemy na to!) być szczęśliwe, zrozumiane, akceptowane ze swoimi małymi słabościami.

10 rzeczy, na które zasługujesz w związku 

1. Poczucie bezpieczeństwa

Powinnaś czuć się pewnie przy partnerze, zarówno we własnych czterech ścianach, jak i podczas wspólnych imprez. Facet nigdy nie powinien pozwolić, by ktoś zaczepiał kobietę lub po prostu zostawić ją gdzieś samą, nie martwiąc się o nic. Poczucie bezpieczeństwa to również pewność, że partner zawsze będzie obok, wesprze, kiedy będzie potrzeba i doda wiary, że wszystko będzie dobrze.

2. Radość i śmiech

I to nie tylko na początku związku, gdy czujesz motyle w brzuchu. Radość z bycia razem, mile spędzony czas, gromadzenie cudownych wspomnień i ekscytujące plany. To także uśmiechy posyłane ukradkiem, zaśmiewanie się z najgłupszych dowcipów, to samo znaczące spojrzenie, gdy nikt poza wami nie wie, o co chodzi.

3. Zrozumienie

Bez zbędnych słów, bez setnego tłumaczenia, dlaczego tak, a nie inaczej. Mężczyzna nie musi być wróżką, aby odgadywać, o co ci chodzi, ale gdy nie robisz tajemnicy ze swoich myśli czy i uczuć, łatwiej będzie o zrozumienie. A wyrozumiały facet, szczególnie gdy masz gorsze dni, to prawdziwy skarb. Przyniesie czekoladę, milcząco wysłucha i odpuści sobie nic niewnoszące do twojej sytuacji morały.

4. Szacunek

Bez szacunku nie ma związku, dojrzałości i bliskości. Nie można być szczęśliwym, gdy druga osoba poniewiera, pogardza czy po prostu traktuje z góry. Brak szacunku to jeden z tzw. „czterech jeźdźców Apokalipsy„, którzy niszczą każdy związek.

5. Zaufanie

Po prostu ty coś mówisz lub robisz, a on nie doszukuje się drugiego dna i podtekstów. Wierzycie sobie nawzajem, bez chorej kontroli, czytania maili, podsłuchiwania rozmów i zwykłego szpiegowania. Oczywiście w przypadku nadużycia zaufania, nie można oczekiwać, że będzie jak dawniej, ale można pracować nad odbudową zaufania.

6. Intymność

Nie tylko oparta na seksie i namiętnych nocach. Partner powinien wiedzieć, jaki dotyk lubisz, trzymanie za ręce, przytulenie podczas wspólnych nocy. Czasu przy świecach i atmosfery, intymności opartej na bliskości, wzajemnym zaufaniu i zrozumieniu potrzeb.

7. Wolność

Minął już czas, gdy rodzice mieli kontrolę nad tym, co robiłaś jako nastolatka. Twój partner zdecydowanie twoim ojcem nie jest i nie powinien kontrolować każdego twojego kroku. Możesz mieć własne pasję, przyjaciółki i czas tylko dla siebie. Mądry facet wie, że czasem delikatne oddalenie i możliwość złapania oddechu od codzienności, pozwala za sobą zatęsknić.

8. Uczciwość

O ile nie uzgodniliście funkcjonowania w tzw. otwartym związku, facet powinien być wobec ciebie uczciwy. Bez flirtowania, umawiania się za twoimi plecami z innymi dziewczynami, a już na pewno bez skakania na boki. Uczciwość obojga partnerów rodzi zaufanie i wzmacnia poczucie bezpieczeństwa.

9. Bycie sobą

A nie kobietą idealną, wykreowaną na wzór tych, które spoglądają z ekranów telewizorów czy okładek czasopism. Jeśli mężczyzna akceptuje cię bez zastrzeżeń, nie próbuje zmieniać pod siebie, to jest to, czego z pewnością ci potrzeba i na co bez wątpienia zasługujesz. Bez nacisku, bez zachęcania, byś zrezygnowała z tego, co lubisz, jaka jesteś i czego pragniesz.

10. Zaopiekowanie

Troska na co dzień, a nie jedynie w momentach, gdy naprawdę coś dzieje się niedobrego. Podanie rano herbaty czy kawy, przyniesienie koca, gdy wieczorem relaksujesz się przy książce. Drobne gesty podkreślają, jak ważna jesteś dla partnera i że twoje dobre samopoczucie, poczucie bezpieczeństwa i szczęścia, są dla niego ważniejsze, niż jego wygoda i własny interes. Taki facet to skarb.


 

źródło: ministerstworelacji.pl


Okazuje się, że można żyć bez kawy. Naprawdę. Akcja #30dnibezkawy

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
16 października 2017
Fot. iStock/martin-dm
 

To już mój 19-ty dzień bez kawy. Kurczę i okazuje się, że można sobie bez niej poradzić. W mojej rodzinie wszyscy przyzwyczaili się do tego, że piję kawę zbożową i nikogo nie dziwi rano zestaw: Inka i duża szklanka wody z cytryną. Poza tym zauważyłam, że mój mąż nie pije rano kawy – herbata, śniadanie, kawa zdecydowanie później. 

I tak, jak początki były trudne, zwłaszcza brak tego porannego aromatu, który – miało się wrażenie – budził nasz mózg, tak teraz zupełnie o porannej kawie nie myślę. Ba nie myślę w ogóle o kawie, a gdy mi chłodno i nieprzyjemnie, cieszę się, że mogę zrobić sobie kolejną Inkę bez jakiś kosztów dla mojego zdrowia.

I wiecie, chyba to jest ważne – to poczucie, że robię coś dla siebie. Wczoraj impreza imieninowa u cioci Jadwigi (tak, tak – wczoraj było Jadwigi). Stół uginał się od ciasta i słodkości, a ja jedyne o czym myślałam to, żeby napić się… herbaty. Serio. Ciocia „zbożówki” nie ma, a ja przecież ze sobą wozić nie będę. I wcale nie musiałam sięgać po kawę, walczyć ze sobą, żeby jej nie pić. Jakby mój organizm zapomniał o jej istnieniu. Co jest w tym dobrego? Ten brak „przymusu”. Na początku tego nie rozumiałam, że jak to, człowiek jest rano nerwowy, jeśli nie wypije kawy? Przecież to nieprawda. A jednak coś w tym jest. Jak wiele rzeczy potrafimy odłożyć, bo „dopóki nie wypiję kawy, nie funkcjonuję”. To przekonanie jest mocno zakodowane w naszej głowie, tymczasem warto przełamać ten schemat, odwrócić trochę utarty plan poranka, bo czemu nie „zaszaleć” na tym zupełnie zwyczajnym poziomie i zamiast kawy nie wpić „zbożówki”, wody czy dobrej herbaty.

Zostało 11 dni detoksu. Na początku myślałam: „Kurczę, przesadziłam z tymi 30 dniami, można było dwa tygodnie”, tymczasem teraz, kiedy jest już z górki, zastanawiam się bardziej, czy wrócę do nawyku picia kawy, czy jednak będę pić ją sporadycznie i od święta. A jak jest u was?

Akcja #30dnibezkawy

Zadanie konkursowe: Przyjmij wyzwanie #30dnibezkawy i pod kolejnymi artykułami dotyczącymi akcji, w komentarzach bądź ze mną, pewnie będę miała niejedno pytanie dotyczące tego, jak się czujecie i czym zastępujecie kawę. Ja chcę na 30 dni wyeliminować kawę, by dać swojemu organizmowi oddech od jej nadmiaru. Co mnie do tego skłoniło? Informacja o tym, jak wiele pozytywnych właściwości ma kawa zbożowa. Czy dam radę? Nie wiem, ale przecież spróbować zawsze mogę. A ty? Dlaczego chcesz dać sobie wytchnienie od kawy naturalnej? Napisz, jak będzie nas więcej, to może damy radę!

Nagrody: Dla najbardziej aktywnych i wspierających uczestniczek akcji Inka ufundowała zestawy kawy zbożowej.

Nagrody:

Nagroda I stopnia

1 x zestaw Inka w skład, którego wchodzą:

1 x Porcelanowy imbryk Eva Solo w czerwonym „sweterku”

1 x kubek Inka

1 x puszka Inka Klasyczna

1 x Inka Magne

1 x Inka Błonnik

1 x Inka Wapń

1 x Inka z orkiszem

1 x Inka Bio z figami

1 x Inka karmelowa

Nagroda II stopnia

2 x zestaw Inka w skład, którego wchodzą:

1 x kubek Inka

1 x poduszka Hayka wypełniona łuską gryki

1 x puszka Inka Klasyczna

1 x Inka Magne

1 x Inka Błonnik

1 x Inka Wapń

1 x Inka z orkiszem

1 x Inka Bio z figami

1 x Inka karmelowa

Nagroda III stopnia

7 x zestaw Inka w skład, którego wchodzą:

1 x kubek Inka

1 x puszka Inka Klasyczna

1 x Inka Magne

1 x Inka Błonnik

1 x Inka Wapń

1 x Inka z orkiszem

1 x Inka Bio z figami

1 x Inka karmelowa

 9720017-01-Inka-Wapn-100 9483923-10-Inka-Magne-100 9483998-03-Inka-Blonnik-100g
9720051-00-Inka-Bio-Orkiszowa-100g9960957-10-Inka-puszka-2014inka kubek wizualizacja lg9720052-00-Inka-Bio-Figowa-100g9483967-04-Inka-karmelowa-200g
czajnik+kubek-lgbig_STRAW_buckwheat_50x30

Akcja trwa od 28.09.2017 do 27.10.2017 roku.

Regulamin akcji dostępny jest tutaj.

 

 


Dobrze jest być potrzebnym, dobrze jest czuć się kochanym. Przecież każdy ma jakiś swój osobisty Mount Everest

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
15 października 2017
Fot. iStock/STEFANOLUNARDI

Mariola

Młoda duchem, metryką dojrzała. Sześćdziesiąt wiosen na karku. Drobna brunetka, zaledwie 150cm wzrostu, waga piórkowa. Z zawodu księgowa, z zamiłowania artystka umiejąca szyć, malować, rysować, rzeźbić, wycinać. Zwykłe kotlety robiła z finezją. Ubierała się inaczej niż wszystkie dziewczyny w biurze. Schludnie, elegancko, ale zawsze z odrobiną fantazji. Życie było raczej dla niej łaskawe.

Mimo biedy skończyła studia. W latach siedemdziesiątych nie było to takie proste. Rodzice chodzili dumni, że choć jedna latorośl z pięciu skończy studia. Tak też się stało. Mimo zapędów artystycznych skończyła ekonomię i dzielnie pracowała w biurze, choć ambicje były inne. Realizowała je w domu, bo gdy powiła najpierw jedną, potem drugą i trzecią córkę, pracy było dużo. Wiadomo,  trzeba było stroje na przedstawienia szyć, na bale, pomagać w plastyce i zpt. Robić babeczki, szyć lalkom ubranka. A w sklepach przecież nic nie było. Toteż wełna, włóczka, materiały miały swoje miejsce w skrzyni w kuchni i czekały aż Mariola z nich coś wyczaruje. Obrusy, zasłony, narzuty, szale, chusty. Była szczęśliwa. Kochający mąż, zdrowe i śliczne dziewczynki.

Czas mijał. Artystycznie pragnęła więcej. Skorzystała więc i szybciej przeszła na emeryturę. Teraz miała czas na pasję, którą kryła w zaciszu domowym. Pragnęła otworzyć jakiś klubik dla dzieci, świetlicę lub coś podobnego. Widziała w jakim pośpiechu żyją młodzi rodzice, jej córki wieczne gdzieś pędziły. Ta najmłodsza nawet dzieci mieć nie chciała, bo czasu mało. Z pomocą przyszedł mąż. Zawsze sprawiał, że Mariolka żyła jak w bańce mydlanej. Nie martwiła się o rachunki. Ona z pensji kupowała jedzenie i wyżywała się artystycznie. Mąż teraz tyle zarabia, że ona emeryturę ma dla siebie, na swoje pędzelki, jak to Marek mawiał pieszczotliwie. Kupił jej więc lokal, wyposażył. Mogła szaleć. Córki pomogły w reklamie. Założyły stronę internetową i fejsbuka. Wieść szybko się rozeszła, bo w okolicy znali talent Marioli.
Dzieci z osiedla przychodzi dużo. Zamiast siedzieć przed komputerem kleją, malują, szyją, wycinają, a nawet robią na drutach. Zawsze mają jakiś temat, a pod koniec projektu zapraszają rodziców i najbliższych na swój własny wernisaż. Jest pyszna kawa, herbata z dodatkami i domowe ciasto, zrobione lepiej niż w cukierni. Dzieciaki nazywają ją ciocią Mariolką. Nie wygląda na ich babcię, choć mogłaby nią być.  Czuje się potrzebna, rozwija się jak nigdy dotąd. W końcu ta praca ma sens. Ma duszę.  Praca w księgowości natomiast była mdła. Nijaka wręcz. Mariola usychała. W Artklubie jest ta iskra, która płonie i daje światło innym. Ta woda, która daje życie. Zarobione pieniądze Mariola inwestuje w swoje „dziecko”. Rozwija się i ma wpływ na innych. Jest szczęściarą, może nawet nie do końca świadomą luksusu, jaki daje jej Marek. Ma zajęcie, które kocha. Rodzinę, dającą wsparcie i właśnie Marka, który spełnił jej marzenia. Docenił wychowanie trzech wspaniałych panien i wykonywanie pracy, która nudziła ją śmiertelnie. Miłości chyba piękniej nie da się wyrazić.

Helena

Kobieta 60 plus. Zadbana, nie chuda, nie gruba. Wygląda jak równolatki. Wiadomo, tłuszczyk się gromadzi tu i ówdzie. Krótkie włosy. Zero makijażu. Nigdy się nie malowała. Do twarzy używa kremu nivea, jest mu wierna od ponad 30 lat. Tak jak mężowi, którego mniej więcej tyle lat temu straciła w wypadku samochodowym. To był cios, została sama z pięcioletnim Piotrusiem. Wszystko nagle było na jej głowie. Nie miała auta, komórki, laptopa jak dzisiejsze kobiety. Dobrze, że synek lubił przedszkole. Spędzał tam przecież całe dnie. A ona wiecznie pędziła do pracy, z pracy. W latach osiemdziesiątych nie było tak łatwo zrobić zakupy. Nawet po stanie wojennym. Tu też musiała walczyć.
Młoda wdówka w pracy miała wzięcie. Pracowała w kadrach w fabryce. Sami mężczyźni prawie. Przychodzili, prawili komplementy, kupowali goździki i rajstopy na Dzień Kobiet. Próbowali się umówić. Helena jednak była w żałobie. Długo. Poza tym uważała, że skoro przyrzekała aż po grób to postanowiła aż po grób być wierną i poświęcić się synkowi. Był grzeczny, w szkole piątki i czwórki, żadnych uwag. Jej mały mężczyzna. Czuła satysfakcję. Czasem tylko wieczorem smutek, że sama pije herbatę, że na imieniny Halinki nie pójdzie, bo nie ma z kim Piotrusia zostawić ani przede wszystkim z kim iść. Lata mijały. Piotruś stał się Piotrem. Skończył ogólniak. Poszedł na studia. Śmiał się, że mama w końcu może na randkę pójdzie. Może i by poszła, ale już chętnych brak. Potem ganiła się za takie myśli. Po grób to po grób.
Piotr się ożenił, założył rodzinę. Helena pomagała w wychowaniu małej Ani. Była na każde zawołanie. Syn i synowa szanowali ją, zrobili jej remont, chodzili do lekarza, robili zakupy, by nie dźwigała.
Helena nie ma na co narzekać. Dorabia na emeryturze, ma kochające dzieci i śliczną wnuczkę. Jednak czuje żal i gorycz. Ile ją ominęło przez te lata. Nie była w kinie od kilkudziesięciu lat, nie licząc bajek obejrzanych z synem. W restauracji, nie licząc imprez rodzinnych. Z luksusów tylko fryzjerka. Od zawsze trwała. Nie była u kosmetyczki, o spa nie wspominając. Na wakacjach też nie, nie licząc ostatnich dwóch wyjazdów z synem i jego rodziną. Ani na sylwestra, balu, aerobiku dla seniorów. Chodzi do biblioteki, kościoła, sklepów, przychodni. Na rynek i cmentarz. Koleżanki powoli już odchodzą. Coraz więcej ma grobów do odwiedzenia. Niby wszystko jest w porządku, ale gdzieś głęboko czuje pustkę, której nie wypełniła. Ma ludzi dokoła, a czuje się samotna. Dziś wie, że zatwardziałe obstawanie przy swoim nie miało sensu. Wojtek przecież by się nie obraził gdy kogoś poznała. Była bardzo młoda, potrzebowała męskiego wsparcia. Teraz to wie. Żałuje, że więcej nie myślała o sobie, że tak naprawdę o sobie zapomniała. Postanawia zawalczyć o te ostatnie lata. Prosi dzieci, by mieć dzień wolnego, by móc robić to, co chce. By spróbować czegoś nowego i innego. Nie figle jej w głowie, ale teatr, opera, kino. Może kiedyś wycieczka.

W ręce wpada jej ulotka uniwersytetu 3-go wieku. Może zatem jakiś kurs, wykłady. Ania zadaje czasem trudne pytania i ona, babcia, nie zna odpowiedzi. Ach i może jeszcze telefon komórkowy z internetem. Piotr nauczy, pokaże jak mieć kontakt ze światem. Helena się otwiera. Późno, powoli. Chłonie całą sobą, póki może. Całe życie chodziła po dolinach i równinach, teraz czuje się jakby była przed wyprawą w Tatry, a może i w Alpy. A w sumie to w Himalaje. Boi się, ale jest cholernie ciekawa i zła, że do tej pory była takim tchórzem. Teraz wejdzie tam, wlezie, nawet na czworaka. Da radę. Musi. Każdy przecież ma jakiś swój osobisty Mount Everest.

 

                                                                                                                                                        Autorka: Poli-Ann


Zobacz także

Prosty trening dla pośladków i nóg

Miał być księciem z bajki, mógł być kimkolwiek. Oszust matrymonialny da ci złudzenie miłości, które kosztuje drogo

Millenialsi zapominają o pigułce

Dlaczego Millenialsi zapominają o pigułce? Zapominamy, bo…