10 rzeczy, które chciałabym, żeby ktoś mi powiedział, kiedy byłam nastolatką. Szkoda, że nikt nie zebrał się na taką odwagę

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
25 sierpnia 2018
Fot. iStock/wundervisuals
 

Niby człowiek musi się uczyć na własnych błędach, niby sam zdobywać doświadczenie, potykać się, żeby umieć wstać, rozczarować się, żeby zachwycić. Ale czasami myślę sobie, o ile moje życie byłoby prostsze, gdybym kilka rzeczy wiedziała więcej, gdyby ktoś mnie o nich uprzedził, gdyby powiedział: „Słuchaj mała, dam ci kilka wskazówek”. A ja być może choć kilka z nich bym zapamiętała.


A dzisiaj? Dzisiaj sobie myślę, dlaczego, do cholery, pozbawiono mnie tej wiedzy. Dobra, może bym machnęła ręką i olała, ale może… coś by do tego mojego łba się przedostało?

#1

Dlaczego nikt mnie nie uprzedził, że pewnego dnia pojawi się miejsce o nazwie Internet, gdzie pojawiają się piękne kobiety, szczęśliwi ludzie, którym będę zazdrościć cudownego życia, nienagannego wyglądu. A później, kiedy moja frustracja sięgnie zenitu, kiedy wykopię sobie dół, w którym będę się ukrywać ze swoją przeciętnością, okaże się, że to wszystko fikcja, iluzja. Że niektórzy ludzie kreują swoją rzeczywistość przy pomocy photoshopa i wszelakich innych ulepszaczy oderwanych od tego, co prawdziwe.

#2

Wszyscy mówili: „O taka jesteś śliczna”, a tamta była gruba, niezdarna. Jak dużo czasu zajęło mi zaakceptowanie swojego ciała takim, jakim jest. Akceptacja tego, że mam tyłek i cycki i że nigdy nie wejdę w rozmiar 36, a przynajmniej moja dupa na pewno się w niego nie zmieści. Dlaczego nikt nie mówił: „Mała, najważniejsze to dbać o siebie, o swoją sprawność, zdrowie, i być zadowoloną z tego, jak wyglądasz”. Po ch*j katowanie się dietami, ćwiczenia do upadłego, ukrywanie słodyczy pod łóżkiem, bo i tak nie mogłam się opanować i jadłam z wyrzutami sumienia. Przecież wystarczy zadbać o swoje ciało tak, że będzie to na sprawiać przyjemność i odwdzięczy się kobiecym i seksownym wyglądem, wcale nie w rozmiarze 36, a nawet 38.

#3

Dlaczego nikt nie powiedział, że istnieje feminizm. Że kobiety przed laty wywalczyły dla nas o prawa, które dziś wydają się nam normalką? I dziwimy się, że nagle ktoś chce nam je odebrać i nie rozumiemy, jak to cholernie ważne w naszym życiu.

#4

Szkoda, że nikt mi nie mówił: „Żyj, tak jak chcesz, bylebyś nie krzywdziła innych”. Ale nie, trzeba było się ustatkować, znaleźć męża, wziąć mieszkanie na kredyt, urodzić dzieci, bo to świadczyło o twoim statucie i wartości. Nie, nie żałuję, ale gdybym to wiedziała 20 lat temu, gdyby ktoś we mnie zaszczepił odwagę podążania za tym, czego ja chcę na danym etapie życia, to pewnie szybciej znalazłabym się w tym miejscu, w którym jestem dzisiaj. A tak – sama mozolnie musiałam do tego dojść i zrozumieć, i jeszcze sobie na to pozwolić.

#5

Masz prawo się wkurzać, krzyczeć, złościć, mówić głośno, gdy coś ci się nie podoba i stawiać swoje własne granice tam, gdzie faktycznie ich miejsce. Ale przecież dziewczynki muszą być grzeczne, muszą się uśmiechać, być miłe i taktowne. Mam to w dupie – ale dopiero teraz. Długo trwało nim dotarło do mnie, że złość jest naturalną emocją i gdy coś mnie wku*wia mam prawo powiedzieć o tym głośno! Matko, o ile życie byłoby łatwiejsze, gdybym wiedziała to wcześniej.

#6

Najpierw dowiedz się kim jesteś, zrozum ile jesteś warta, bądź pewna siebie, nie oczekuj pochwał, komplementów, bo to nie one świadczą o tobie. Opinia innych to ich opinia, a nie twoja na twój własny temat. Ja pie*dole, cały czas w nas pokutuje przekonanie, że dopóki inni nas nie docenią, nie mamy czym się chwalić, z czego być dumne. 40 lat potrzebowałam, żeby móc stanąć przed lustrem i powiedzieć z całym przekonaniem: „Zajebista z ciebie baba” z pełną świadomością moich braków, ale też tego, co we mnie dobre i wyjątkowe.

#7

Ludzie ranią. Rozczarowują. I uwaga – to nie zawsze jest twoja wina. Najczęściej w ogóle jej nie ma! To nie dlatego, że ty byłaś niewystarczająco dobra, ale dlatego, że on okazał się dupkiem, a ona zwykłą suką. Tak czasami się dzieje. Ludzie przychodzą i odchodzą. I na to powinniśmy być gotowi. Taka kolej losu. Należy od każdej spotkanej osoby wziąć to, co dla ciebie najlepsze, nawet jeśli jest to bardzo bolesna lekcja.

#8

Bądź szczera ze sobą. Przyznaj, że czegoś nie potrafisz, czegoś nie umiesz. Ja pie*dole jak długo starałam się ulepszyć wersję siebie pracując nad tym, w czym nigdy nie byłabym dobra. Po kiego diabła. Dlaczego nikt nigdy mi nie powiedział: „Rozwijaj to, co w tobie najlepsze, na tym się skup”. Nie ślęcz nad książkami kulinarnymi, skoro nienawidzisz gotować. Rób to, co lubisz i tu udowadniaj sobie swoją wartość.

#9

Miłość jest ślepa i głupia. Zawsze. Zakłada nam różowe okulary, które na długie lata idealizują nasz związek i tego, w kim się zakochałyśmy. Ale w końcu one spadają. W końcu jak obuchem w łeb dostajesz informację: „Miłość nie wystarczy”. Całe to gadanie o księciu na białym koniu już dawno powinno być wsadzone między bajki. Dwie połówki pomarańczy to jakiś bełkot producentów cytrusów. Jest dwoje ludzi, z krwi i kości, z całym bagażem swojej osobowości. I albo zaweźmiecie się i będziecie chcieli ze sobą żyć szczęśliwie. Albo miłość przyniesie wam jedynie rozczarowanie.

#10

Życie masz jedno. Drugiej szansy nie będzie. A nam każe się żyć, jakbyśmy w drugim wcieleniu mogli robić, to co chcemy, o czym marzymy. Co za brednie. Dajemy się zamykać w jakieś pieprzone schematy. Żyć, bo tak wypada, bo trzeba poruszać się z tłumem, nie można iść pod prąd. I kiedy dociera do nas z całą mocą, że to nieprawda, czasami brak nam odwagi, by to zmienić. „Bądź odważna” – to powinnam usłyszeć jako nastolatka. I jeszcze „Nie wstydź się tego, kim jesteś”.

Dlaczego nikt mi nie powiedział: „Kiedyś nadejdzie dla ciebie cudowny dzień. To dzień, kiedy spotkasz siebie, nauczysz się siebie lubić. Zaakceptujesz to, kim jesteś. Przestaniesz się szarpać. Tak się stanie. Obiecuję”. Bo tak się stało. Tylko ja przez te lata byłabym spokojniejsza.


Tych kilka rzeczy chciałabym wiedzieć o facetach, nim zaczęłam się z nimi spotykać. Może straciłabym mniej czasu na kiepskie związki

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
28 sierpnia 2018
Fot. iStock/Anchiy
 

Że też człowiek może być dopiero mądry po szkodzie. Jakby nie mógł być wyposażony w listę pewnych mądrości i prawd. Rodzić się z takimi przekazywanymi w genach, zamiast zapisywać w głowie te wszystkie negatywne przekonania: „Musisz więcej, stać cię na więcej”, „Tylko szczupłe są ładne”, „Znajdź sobie męża, bo zostaniesz starą panną”. I człowiek bierze sobie takie coś do serca i szukać zaczyna jak szalony. Jak poje*any bym nawet powiedziała, ale nie wiem, czy wypada. A co tam. Lata taka kobieta – jak ja – z wywieszonym jęzorem. Rozgląda się na prawo i lewo, raz jest rusałką, raz seksownym kociakiem. Raz je jajka na miękko, innym razem jajecznicę. Wszystko po to, by zdobyć tego cholernego męża. By być dla faceta tak atrakcyjną, żeby w końcu zaobrączkować się dał.

Ja pie*dole. Jak dzisiaj patrzę na to z perspektywy czasu, to się włos na głowie jeży, jakiego człowiek z siebie idiotę robił, w jakie związki się pakował. A wystarczyłoby tych kilka rzeczy wyszeptać mi jeszcze, gdy w łonie byłam i ilu pomyłek bym sama sobie zaoszczędziła. Innym zresztą też.

#1

Moją największą bolączką była zawsze niepewność co do mojego ciała, do tego, jak wyglądałam. Zmarnowałem masę czasu, bo byłam tak niepewna siebie, że nie oglądałam się za facetami, którzy naprawdę mi się podobali. O matko – bo co by oni o mnie pomyśleli, pewnie by nawet uwagi nie zwrócili. Wiecie, co jest najlepsze, że teraz jak na siebie patrzę, myślę: „Jesteś zajebista”. I nawet boczki temu nie zaprzeczają.

#2

Dlaczego nikt mi nie powiedział, że facet bardzo szybko zdradzi kim naprawdę jest, co myśli o związku, jakie ma plany na przyszłość. Trzeba tylko się otrząsnąć, walnąć z dwa razy siebie po pysku, żeby wyjść z tego zaślepiającego pożądania i zobaczyć to wszystko. Jeśli źle traktuje ludzi (choćby kelnera w restauracji), ciebie też będzie źle traktował. Jeśli okłamuje matkę, ciotkę czy pracodawcę, ciebie też okłamie. Jeśli jest gigantycznym, pieprzonym dupkiem, który nie ma żądnych aspiracji w życiu, ty go na pewno nie zmienisz. Lepiej uciekaj.

#3

Kobiety mają moc, mają siłę, mają prawo mówić, co czują i co myślą. Dlaczego my, do jasnej ciasnej, nie wyssałyśmy tej wiedzy z mlekiem matki. Za to uważamy, że musimy być miłe, usłużne, że nie warto wychylać się ze swoimi opiniami, żeby faceta do siebie nie zrazić. A w dupę z tym. Jeśli on mnie nie akceptuje takiej jaką jestem, niech spada.

#4

Szkoda, że nikt mi nie powiedział, że fajnie jest być samemu, że zanim się wplączesz, uwikłasz, obiecasz, że w zdrowiu i w chorobie, wyszalej się. Korzystaj z życia, nie skupiaj się na tym, żeby kogoś znaleźć, tylko myśl o sobie i rób to, na co masz ochotę. Czasami naprawdę żałuję, że tego nie wiedziałam wcześniej.

#5

Bardzo późno zrozumiałam, jak ważne są relacje z innymi kobietami, ich przyjaźnie. W całym tym zamieszaniu odnosiłam wrażenie, ze traktujemy się jak rywalki w pogoni za tę jedną jedyną para spodni, która nas uszczęśliwi. Co za beznadzieja. Dzisiaj mówię mojemu mężowi, gdy wiszę na telefonie albo znowu wychodzę: „Przecież wiesz, że przyjaciółki są najważniejsze”.

#6

Warto, żeby każda, ale to każda kobieta wiedziała, że facet, który nie chce ci powiedzieć, jak się nazwa, gdzie mieszka, skąd pochodzi, gdzie pracuje, nie jest tajemniczy. To pieprzony manipulant z zaburzeniami osobowości. Wyjdź, trzaśnij drzwiami i nie wracaj.

#7

I jeszcze byłoby super, gdyby ktoś powiedział, że „żyli długo i szczęśliwie” to dopiero początek bajki z różnym zakończeniem. Bycie w związku, utrzymanie go, to cholernie ciężka praca. Nie możesz mu na dzień dobry stawiać wysokich oczekiwań, bo zawsze będziesz rozczarowana.

#8

Zadawaj trudne pytania. Na miłość boską nie trać dziewczyno czasu, żeby po ośmiu miesiącach dowiedzieć się, że przez najbliższe dziesięć lat nie ma zamiaru myśleć o ślubie, dzieciach, wspólnym mieszkaniu z jakąkolwiek kobietą. Oszczędź sobie podchody i wal prosto z mostu.

#9

I żeby ktoś jeszcze mi powiedział: „Najpierw pomyśl, z kim chcesz być”. Ma być dowcipny, elokwentny, elegancki, typ pozytywnego wariata, ze sprecyzowanymi planami na przyszłość? Po pierwsze nie bierz byle kogo, nie trać czasu na facetów, którzy tak naprawdę cię nie interesują. Nie obniżaj swoich standardów.

#10

Nie marnuj czasu, próbując kogoś zmienić. Po prostu sobie dziewczyno odpuść, aby nie przegapić faceta, które szukasz.

#11

Jeśli czegoś chcesz, poproś o to. Brzmi jak jakaś magiczna sztuczka? Ile ja czasu zmarnowałam w związkach, zastanawiając się, czemu ten mój facet jest taki nieogarnięty, tako mało domyślny. A potem ktoś powiedział: faceci nie potrafią czytać w myślach. Od tamtej pory przestałam czekać, aż on zrobi coś, na co mam ochotę. Mówię, co chcę na urodziny, co chcę robić w święta, co lubię w łóżku. I tak, życie stało się o wiele prostsze.


Upał, upałem. Ale na miłość boską, czemu muszę znosić zapachy spod owłosionej pachy facetów, którzy zapominają założyć koszulki?

Baba na wku_wie
Baba na wku_wie
9 sierpnia 2018
Fot. iStock/SaulHerrera

Dobra, wszystko rozumiem. Że upał, że skwar, że nie idzie czym oddychać, a ciuchy lepią się do ciała. Ale na miłość boską – serio, w upale musimy oglądać nagie torsy facetów? Nie, żebym miała coś przeciwko męskim torsom, do niejednego bym się nawet przytuliła. Ale te wiszące brzuchy, te cycki większe od moich naprawdę muszę oglądać każdego dnia i to wcale nie na plaży, ale zdecydowanie poza nią?

Jadę wczoraj rowerem. Chciałam się zatrzymać przy straganie z warzywami, pomidorki i takie tam. Patrzę, a tam w kolejce dwóch dyskutujących panów, a jakże – w samych spodenkach, bo przecież gorąco, więc wytłumaczalnie się rozebrali. Ja pie*dole nie byłam w stanie stanąć obok nich, zwłaszcza, że zdecydowanie miałam wątpliwości co do ich higieny. Jasne, ludzie w takich temperaturach się pocą, ale to nie znaczy, że muszę znosić zapachy spod owłosionej pachy dwóch jegomości, którzy nawet żadnego skrępowania nie czuli.

Zdegustowana odwiedziłam znajomą – ma salon kosmetyczny, z dużym oknem na ulicę – co się okazało dość istotne. Po drodze minęłam jeszcze jegomościa na rowerze – a jakże, bez koszulki. Nie, nie był to zagubiony kolarz Tour De Pologne. Ani nawet trenujący do triatlonu pasjonat roweru. Wręcz przeciwnie – dość otyły jegomość, który sapał i się drapał po brzuchu, który najwidoczniej był jego dumą, bo wyhodować takie coś, to naprawdę wymaga sporo wysiłku.

Dobra, nie żebym się czepiała. Każdy wygląda tak, jak chce wyglądać, ale dlaczego ja muszę tego doświadczać organoleptycznie. Naprawdę tak ciężko na chwilę założyć na siebie koszulkę i może ciut lepiej niż gacie wyglądające spodenki, które by pół dupy nie odsłaniały, gdy pan się schyla, bo kluczyk od auta mu wypadł?

Z ulgą pomyślałam, że nie muszę się w te wakacje poruszać komunikacją miejską, bo tam, to już się muszą odbywać sceny dantejskiej. Współczuję i błagam, jeśli naszłaby was taka chęć, oszczędźcie mi tych opowieści.

Ale zaczęłam o kosmetyczce. Siadam i mówię: „Czy ci faceci wstydu nie mają?”. Się zaczęło: „Stara, ty tu powinnaś usiąść i widzieć tych wszystkich co pod hurtownie napoi podjeżdżają”. Okazało się, że większość z nich to miłośnicy raczej napojów chmielowych, bo wygląd raczej nie wskazywał na wypijanie trzech litrów wody dziennie i dźwigania kilkunastu każdego dnia wieczorem dla dobrej formy. Idą, a wszystko im się trzęsie. Skąd wiem – tak, właśnie – bo są bez koszulek. Bingo. Idzie taki, i z każdym jego krokiem podziwiać można jak przelewa się na nim nadmiar tłuszczu, dość spory. Moja wyobraźnia włączyła nawet tryb spowolniony, widziałam, jak każdy fragment jego ciała podnosi się i opada, aż dziwne, że go od ziemi nie odrywa, jak to wszystko do góry idzie, gdy robi kolejny krok. BAM. BAM. BAM. I skrzyneczka piwka do samochodu. Jeszcze uścisk ręki z kolegą – także rozebranym, w końcu 37 stopni zobowiązuje. I cyk do auta.

„To jeszcze nic” – wyrywa mnie z zamyślenia i podziwiania wątpliwej męskiej urody otyłości znajoma. Faceci notorycznie wchodzą do barów, restauracji w pobliżu plaż bez koszulek. To nic, że ktoś je obiad z rodziną, że inni świętują 70-te urodziny babci, że już na drzwiach powieszono kartki: „Uszanuj innych, nie wchodź bez koszulki”. Jego to nie dotyczy. On szanuje swoje ciało, którego owijać w żadną koszulkę w tym upale nie ma najmniejszego zamiaru. Wchodzi w samych kąpielowych slipach i żąda piwa tubalnym głosem, bo to pewnie nie pierwsze, które zdążył tego dnia już wypić.

Panowie, ja już ku*wa nawet nie pytam, czy wy wstydu nie macie, czy lustra w domu brakuje, czy wasza pycha i duma ze swoich kształtów resztki szarych komórek wam odebrała? Nawet jak macie dwie koszulki na krzyż, to przecież jedną się pierze, a druga może i nawet na was wyschnąć w tym upale. Czy naprawdę musimy znosić to, jak wyglądacie? Podziwiać te wasze bebzony, jakbyście w jakimś konkursie na największy brali udział? Czy naprawdę musimy się o was ocierać, z zaskoczonym obrzydzeniem odsuwać się, gdy waszym brzuchem potrącicie nas w kolejce po pomidory? Czy musimy widzieć, jak pot spływa wam po plecach do gaci? Jakie macie owłosienie na waszych klatach i plecach? Czy to jakiś pierwotny instynkt każe wam paradować w samych gaciach? To jakiś wakacyjny taniec godowy, który ma uwieść te najbardziej naiwne? LITOŚCI! Palcie te fajki na golasa na waszych balkonach, wygrzewajcie tłuszcz na podwórkach i plażach, ale oszczędźcie nam waszego widoku w miejscach publicznych. Czy nikt wam nigdy nie powiedział: TO NIE WYPADA?!? Chyba nie, bo jak w końcu spytałam jednego pana, który stanął za mną w kolejce po lody, gdzie zgubił swoją koszulkę, to minę miał, jakbym co najmniej szpilkę mu wbiła w jego rozdmuchane brzuszne ego. Żywię nadzieję, że ta grupa przerośniętych samców, jest choć w nikłym stopniu reformowalna, więc zwracam uwagę i mówię, że ubrać, by się wypadało. A co. W końcu racja jest po mojej stronie.