10 oznak, że spędzasz zdecydowanie za dużo czasu w domu

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
9 września 2016
10 oznak, że spędzasz zdecydowanie za dużo czasu w domu
fot. iStock/ UberImages
 

Ukochane łóżko, kocyk i ulubiony serial, ach no i obowiązkowo kieliszek ulubionego wina! Czy nie tak wygląda marzenie każdej pracującej kobiety pod koniec dnia? Własny kąt to przede wszystkim miejsce odpoczynku i oaza spokoju. I nie ma w tym nic dziwnego! W końcu każdy ma ochotę czasem schować się przed światem. Istnieje jednak pewien punkt krytyczny, po przekroczeniu którego powinnaś zadać sobie jedno pytanie. Czy aby na pewno nie spędzasz w domu zbyt wiele czasu? Oczywiście sprawa wygląda zupełnie inaczej, gdy cierpisz na depresję czy inne zaburzenia psychiczne. Wtedy do wyjścia z domu potrzeba tony motywacji i specjalistycznej pomocy. Jednak kiedy bycie „ludzkim burritem” to wynik lenistwa, trzeba coś z tym zrobić!

Jeżeli nie jesteś przekonana, czy cierpisz na chroniczny „domostwosiedzizm”, spójrz na dziesięć oznak, że pora ruszyć się z fotel i otworzyć na świat!

1. Twój codzienny outfit ogranicza się do dresu

Dresy są super! Ostatnio nawet coraz częściej pojawiają się na wybiegach największych pokazów mody. Dobrze skrojone spodnie dresowe można nosić nawet do pracy, na uczelnię. Wystarczy je zestawić z ładnymi (niesportowymi) butami i gotowe! Jednak kiedy każdą minutę poza pracą spędzasz w dresowych ciuchach… to znak, że osiągnęłaś poziom mistrzowski w byciu pustelnikiem. Pora wrzucić wszystkie sportowe ciuchy do prania, ładnie się ubrać i wyjść z domu!

2. Kapcie są bardziej wysłużone niż twoje ulubione buty

A może to właśnie kapcie stały się ulubioną parą obuwia? Pora dać szansę tym cudownym balerinom, które kupiłaś na wyprzedaży za pół ceny! W końcu nie po to wydałaś na nie tyle pieniędzy, żeby teraz kisiły się w szafie! Daj im szansę, a przede wszystkim daj szansę sobie na bycie obuwniczą trendseterką w swoim mieście.

3. Nie masz pojęcia, że obok powstała nowa restauracja

Wspólny wypad do ulubionej knajpy ze znajomymi? Po co, skoro można zamówić jedzenie z dostawą do domu! Skąd my to znamy! Technologia wcale nie pomaga nam w zmuszeniu się do wyjścia poza próg własnych czterech ścian. Nic jednak nie zastąpi restauracyjnej atmosfery, która przy dobrych wiatrach może cię przenieść w najdalszy zakątek świata. Przy okazji spotkasz się ze znajomymi i przypomnisz światu, że istniejesz – połączenie idealne.

4. Seriale? Widziałaś już wszystkie!

Każda z nas ma swoje ulubione seriale czy programy, które po prostu uwielbia. Nie ma w tym nic złego. Czasem po prostu trzeba oderwać się od rzeczywistości i zobaczyć jeden czy dwa odcinki zakręconej historii więźniarek czy wielkiego świata polityki. Naprawdę, to zupełnie normalne! Jednak kiedy spędzasz za dużo czasu oglądając wszelkie telewizyjne czy internetowe produkcje, w pewnym momencie wybór zdecydowanie się zawęża. Wtedy masz dwa wyjścia – zapisać się do klubu książki w pobliskiej bibliotece albo po prostu iść pobiegać.

fot. iStock/Eva Katalin Kondoros

fot. iStock/Eva Katalin Kondoros

5. Rozmawiasz z ludźmi online, ciągle

Ah ta technologia! Internet jest naszym największym sprzymierzeńcem i najgorszym wrogiem. Rozleniwia nas do granic możliwości! Niech pierwsza rzuci kamień ta, która choć raz nie wolała zostać w domu i porozmawiać z przyjaciółkami na grupowej konwersacji, zamiast wyskoczyć na pogaduchy do kawiarni. Możesz wiedzieć co dzieje się w życiu twoich przyjaciół, bo przecież Facebook powie ci wszystko. Jednak nie ma nic gorszego od fizycznej izolacji. Człowiek jest istotą społeczną i naprawdę potrzebuje kontaktu z drugą osobą.

6. Od jakiegoś czasu nie dostajesz zaproszeń na imprezy

Twoi przyjaciele to bardzo inteligentni ludzie, w końcu tylko takimi się otaczasz! Albo raczej otaczałaś. Bo kiedy ciągle odmawiałaś przychodzenia na imprezy czy przyjęcia, w końcu twoi przyjaciele przestali się nawet trudzić zapraszaniem cię. Bo po co, skoro odpowiedź jest oczywista? Pora zaskoczyć wszystkich i zorganizować wypad na miasto. Miny wszystkich mogą być warte wyjścia z domu.

7. Twoje hobby realizujesz w domu

Szydełkowanie, e-sport, szachy? Jasne, niektóre pasje czy zainteresowania nie wymagają wychodzenia z domu. Czasem jednak trzeba wyjść ze strefy swojego bezpieczeństwa i zrobić coś z innymi ludźmi. Nawet jeżeli uwielbiasz czytać książki albo piszesz bloga w przytulnej kawiarence może być jeszcze przyjemniej niż na kanapie. Do tego ludzie, którzy pojawią się w okół ciebie będą świetną inspiracją. A jeśli trzeba ci więcej wrażeń – pora znaleźć organizację w pobliżu, która potrzebuje wolontariuszy!

8. Spotkania z przyjaciółmi odbywają się tylko w twoim domu

To nic złego, kiedy uwielbiasz przygotowywać przyjęcia, gotować, piec i wysyłać piękne zaproszenia do wszystkich swoich gości. Problem w tym, że z czasem to jedyna forma spotykania się z przyjaciółmi. Oni już do tego przywykli, tak jak do odrzucania ich zaproszeń, a tobie jest tak po prostu wygodnie. Czyż nie? Domowe przyjęcia to cudowna zabawa, pod warunkiem, że nie dzieją się ciągle. Bo to wciąż zachowanie pustelnika – jesteś w swoim środowisku, a ludzie tylko cię odwiedzają.

9. Zakupy online to twoja codzienność

Niezależnie czy chodzi o nowe ciuchy, kosmetyki czy zakupy spożywcze. Zgoda, sklepy internetowe są o wiele tańsze, a dostawa prosto pod drzwi jest kusząca. Z czasem przymusowe wyjścia do sklepu czy galerii handlowej zamieniamy na godziny poszukiwań w internetowej przestrzeni. Efekt? Siedzimy na kanapie z laptopem, ulubioną herbatą i kotem, który gada do nas więcej niż ludzie w ciągu dnia. Dlatego pora umyć włosy, nałożyć ulubioną pomadkę na usta i ruszyć na tradycyjne zakupy!

10. Boisz się wyjścia z domu

Kiedy spędzasz za dużo czasu w domu, myślisz, że jesteś samowystarczalna. Bo w końcu świetnie radzisz sobie z domowymi rozrywkami. Twój mózg podpowiada ci, że straciłaś zdolności bycia w towarzystwie i na pewno tego nie potrzebujesz. Błąd! Potrzebujesz tego bardziej niż ci się wydaje! Strach przed wyjściem do świata to także niepokojący objaw społecznego zaburzenia lękowego. Dlatego żeby zapobiegać, a nie leczyć, wychodź z domu jak najczęściej! Nawet po bułki czy na spacer z psem.


źródło:Bustle.com


Chcesz wiedzieć, jak będziesz wyglądać za 30 lat? Spójrz na swoją mamę!

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
9 września 2016
jak będziesz wyglądać za 30 lat
Screen YouTube / SlideShow ForFun
 

Ponoć jeśli chcesz zobaczyć, jak twój partner będzie wyglądał za kilkadziesiąt lat, powinnaś spojrzeć na jego rodziców. Niby się przed tym wzbraniamy, bo przecież starość to odległa perspektywa! Poza tym, większość z nas nie lubi myśleć o swoim podobieństwie do rodziców. Tymczasem portal DailyMail.com postanowił zestawić ze sobą portrety pięciu matek i córek. Wniosek? Nie ma sensu uciekać przed genami!

Wyglądać jak mama? Oby!

Sara i Clemmie Pearson to jeden z pięciu duetów, które wzięły udział w sesji.Obie pracują w agencji reklamowej, której właścicielką jest Sara. Sara – mama, zawsze powtarza, że jej córka jest o wiele piękniejsza od niej. „Patrząc na Clemmie nigdy nie pomyślałam, że zazdroszczę jej wyglądu. To moja ukochana córka, jestem dumna i szczęśliwa patrząc na to, jak wygląda!” Młodsza z rodu Pearson śmieje się, że mama nie docenia swojej urody. „Kiedy ktoś mówi mi, że wyglądam tak jak ona, mama automatycznie mówi, że mam pecha. A ja uważam, że to prawdziwe szczęście! Chciałabym wyglądać tak jak ona za 32 lata. W końcu skończyła 62 lata, a jej skóra wciąż wygląda pięknie i promieniście!”

 

 SlideShow ForFun

Screen YouTube/SlideShow ForFun

Screen YouTube/ SlideShow ForFun

Screen YouTube/ SlideShow ForFun

Starzenie się wcale nie jest proste

Nawet pomimo dobrego nastawienia i radości, jaką ciągle czerpie się z życia, proces starzenia się może przychodzić z trudem. Szczególnie kobietom. Powód? Jossie O’Rourke, czterdziestoośmioletnia mama dwudziestoczteroletniej Jodie Clark, wskazuje go bez zawahania. „Kiedyś byłam naprawdę piękną, atrakcyjną kobietą. To właśnie dla tych z nas, które martwią się o swój wygląd, starzenie jest ciężkie do zaakceptowania.” Jossie co pół roku wybiera się na botoks, zmieniła także nawyki makijażowe. „Moja córka zawsze jest dla mnie przypomnieniem, że muszę się trzymać w ryzach.” Dla Jodie starzenie się to jeszcze odległa perspektywa. „Mama ciągle wygląda pięknie! Wiem, że nie lubi tego, co dzieje się z jej organizmem. Ja na razie nie przejmuje się przyszłością, lubię to co widzę, a widzę w lustrze atrakcyjną kobietę.”

 

 

 SlideShow ForFun

Screen YouTube/SlideShow ForFun

Screen YouTube/ SlideShow ForFun

Screen YouTube/ SlideShow ForFun

Z wiekiem zmienia się perspektywa

„Nie maluje się od ponad czterdziestu lat! To ogromna zmiana, w porównaniu do tego, co robiłam w wieku dwudziestu lat.” Esther Savage, 73-letnia gospodyni domowa, nie ma wątpliwości – z wiekiem po prostu zmieniają się priorytety. „Kiedy pojawiły się moje cudowne dzieci, przestałam się malować, po prostu nie miałam na to czasu. Teraz wiem, że zdrowie jest ważniejsze od wyglądu.” Jej córka, czterdziestotrzyletnia Wendy Brake trzy lata temu została matką, ale swoje nastawienie do starzenia się ma dokładnie takie samo jak jej mama. „Naprawdę uważam, że są w życiu inne rzeczy, którymi trzeba się martwić. Tak jak mama, nie noszę makijażu, a moja pielęgnacyjna rutyna jest bajecznie prosta – myję twarz w zimnej wodzie. To wszystko! Szkoda czasu na martwienie się o takie rzeczy.”

Screen YouTube/ SlideShow ForFun

Screen YouTube/ SlideShow ForFun

Screen YouTube/ SlideShow ForFun

Screen YouTube/ SlideShow ForFun

Starzenie się to nie wszystko

Wszystkie matki i córki, które brały udział w eksperymencie są zgodne w jednym punkcie – są rzeczy ważniejsze od starzenia się. Niezależnie od tego, czy chodzi o rodzinę, zdrowie czy rozwijanie pasji – trzeba inwestować w siebie. I pogodzić się z upływem czasu. A wtedy być może na drodze stanie nam zupełnie nowa szansa na rozwój, tak jak 83-letniej Frances Dunscombe, która została… modelką!

Screen YouTube/ SlideShow ForFun

Screen YouTube/ SlideShow ForFun

Screen YouTube/ SlideShow ForFun

Screen YouTube/ SlideShow ForFun

Screen YouTube / SlideShow ForFun

Screen YouTube / SlideShow ForFun

 Screen YouTube / SlideShow ForFun

Screen YouTube / SlideShow ForFun

źródło: DailyMail.co.uk


500 plus: realistki nie idiotki. Matki nie są leniwe ani głupie

Joanna Ćwiek
Joanna Ćwiek
9 września 2016
500 plus: realistki nie idiotki. Matki nie są leniwe ani głupie
Fot. iStock / AleksandarNakic

230 tys. matek rzuci pracę z powodu dopłaty w ramach „500 plus” – krzyczą serwisy internetowe (w tym nasz). I gazety. I telewizja. Rozdali ponad 4 mld zł z pieniędzy podatników i proszę, już nie opłaca się jednej z drugą pracować. Leserstwo, patologia, popijanie taniego wina i oglądanie brazylijskiej telenoweli. Podobno już nawet nie strzygą się same, tylko chodzą do fryzjera.

Słucham tego i szlag mnie trafia. Bo przecież te kobiety nie dlatego zrezygnowały z pracy, bo dostały 500 zł czy więcej. Tylko dlatego, że tak bardzo źle zarabiały. I mając dochody na poziomie 1350 zł na troje dzieci, człowiekowi jest naprawdę wszystko jedno, kto wesprze go jałmużną. I tak na życie nie wystarczy.

Po kolei. Dane za drugi kwartał pokazują, że obecnie pracuje  ponad 7 mln kobiet. 230 tys.  to zaledwie kilka procent.

Stawiam dolary przeciwko orzechom, że trzy czwarte dałoby się namówić do pozostania w firmie. Za lepszą kasę.

Od lat dane OECD pokazują, że Polacy harują jak woły. Przeciętnie spędzamy w pracy 1918 godzin. Dłużej od nas w Unii Europejskiej pracują tylko Grecy – 2037 godzin. Średnia dla krajów OECD wynosi 1770 godzin rocznie.

Chcecie mi wmówić, że tyle pracują wyłącznie mężczyźni? Albo że średnią zawyżają przedsiębiorcy?

Fakt, nasz rodzimy GUS wylicza, że panowie spędzają tygodniowo  w pracy godzinę więcej niż panie, a właściciele firm pracują w tygodniu o 10 godzin więcej. Ale w grupie pracowników jest też sporo kobiet. Pracowitych, a nie wyciągających ręce po zasiłek. Zasuwających jak mrówki na stanowiskach średniego i niższego szczebla. Za grosze. Za minimalną. Za płacę o 16,3 proc. (Eurostat) niższą niż mężczyźni.

Jeśli przepisy o najniższej krajowej nie pozwalają płacić im mniej, dostają umowę cywilnoprawną zwaną dumnie kontraktem. Po cichu śmieciówką. Ona nie daje im ani ochrony wynagrodzenia, ani urlopu, ani nic.

Kogoś dziwi, że rezygnują z takiej pracy?

Kobietki nie są idiotkami. Są realistkami. I choć przez lata udawały, że nie widzą, jak są robione w balona, to nie znaczy, że o tym NIE WIEDZIAŁY. Tylko nie mogły nic z tym zrobić. Stały pod ścianą, bo trzeba dziecku kupić jedzenie, kapcie do szkoły i buty na zimę.

500 plus dało im teraz to zaplecze i siłę, żeby mogły pokazać rolującym je pracodawcom środkowy palec.

Nam nieodparte wrażenie, że najgłośniej w sprawie porzucania pracy przez kobiety krzyczą przedsiębiorcy. Wcale im się nie dziwię. Mam w domu 12 okien. Gdybym miała kogoś, kto niemal za darmo by mi to ogarnął, to korzystałabym z tego chętnie. I narzekałabym, gdyby z tej roboty zrezygnował.

Prowadzenie biznesu wymaga planowania. Zdaję sobie sprawę z tego, że firma ma podpisane kontrakty i odejście połowy załogi oznacza, że będzie problem z jego wykonaniem. Cóż, współczujemy. Ale jak się ma firmę, to trzeba ponieść ryzyko biznesowe. Właśnie za tę odpowiedzialność przedsiębiorcy zarabiają cztery – pięć razy więcej niż ich pracownicy.

Tak wiem, wiem…koszty pracy zjadają zyski. Są tak drastycznie wysokie, że niemal się na biznesie nie zarabia. Ba, praktycznie cały czas się dokłada. Znam takich przedsiębiorców, którzy od dziesięciu lat tłumaczą, jak dokładają do biznesu. Wiecie co? Chciałabym mieć taką studnię bez dna, z której mogłabym ciągle dosypywać do nierentownego biznesu.

Na marginesie…ze statystyk Międzynarodowej Organizacji Pracy wynika, że godzina pracy w Polsce kosztuje 8.3 dolara. Dla porównania w Szwajcarii 58 dolarów. Wyższe koszty pracy pracy są także na Węgrzech, w Estonii, Czechach i na Słowacji. Hmmm, ciekawe skąd  ten płacz, że tak w Polsce drogo… I dlaczego tak chętnie przenosi się biznes do Polski?

Biznes musi się opłacać. Jak się nie opłaca, to się go zamyka. Koniec kropka.

Z punktu widzenia biznesu 500 plus pojawiło się w najgorszym z możliwych momentów. Gospodarka po kilku latach kryzysu ruszyła, bezrobocie spada na łeb na szyję, potrzeba coraz więcej ludzi do pracy bo zamówień przybywa. I pojawił się strach, że nie będzie komu tego wykonać. „Nie ma chętnych do pracy” – płaczą przedsiębiorcy. „Gospodarka na tym straci” – grzmią ekonomiści. Wszyscy tylko zapominają dodać, że nie ma chętnych pracowników za te pieniądze, które oferują. Czy ktoś może mi rozsądnie wytłumaczyć, dlaczego w czasach, gdy firmie przybywa zleceń a zyski firm rosną, tak trudno podnieść pensję z najniższej krajowej do chociażby 2 tys. na rękę. Tak, by się opłacało przyjść do pracy?  500 zł podwyżki jest tak zabójcze dla firm?

Może problem w tym, że Polska potrafi konkurować wyłącznie tanią siłą roboczą. Dać łopatę, wycisnąć pracownika jak cytrynę, rzucić ochłapy na koniec miesiąca. Ale tak się dalej nie da, bo ludzi jest coraz mniej. By firma była konkurencyjna, trzeba zainwestować w nowe technologie, lepszą organizację, atmosferę w firmie, by się chciało wypruwać flaki dla rozwoju, a nie tylko odliczać godziny do końca szychty.

Mam propozycje: zatrudnijcie na wyższych stanowiskach te absolwentki uniwersytetów, tych niepotrzebnych nikomu humanistycznych kierunków, które dziś z lubością stawiacie przy taśmie produkcyjnej. Myśleć i kalkulować to one potrafią. Zobaczycie, czy się da inaczej.

Nie zgadzam się także z tym, że 500 plus odsunie kobiety z rynku pracy i wrzuci je w czarną dziurę. Nie podoba mi się także ubolewanie, jak to za dziesięć lat zostaną z niczym.

Po pierwsze, jeśli jest to lekarka, informatyczka czy księgowa, to na pewno kilka lat poza rynkiem może być okresem zbyt długim, by dało się nadrobić zaległości. Tyle, że  one raczej nie rezygnują z pracy dla pięciu stów.

Ale czy naprawdę pani pracująca w pieczarkarni, pakująca cukierki w sreberka czy perfumy w kartoniki posiada taką tajemną wiedzę, że straci ona na aktualności? I za 10 lat nie znajdzie pracy? Pewnie, że nie znajdzie, bo będzie już „za stara”. Ale gdyby przez te dziesięć lat zasuwała przy pieczarkach, to też by ją wywalili, bo „za stara.” Albo kręgosłup by jej wysiadł.

Znam też nauczycielkę, która po 20 latach przerwy zawodowej związanej z wychowaniem dzieci wróciła na rynek. Udziela korepetycji z fizyki. Cóż, zasady dynamiki Newtona, prawo Archimedesa czy Ohma jakoś się nie zestarzały.

Dlatego uważam, że obecna rezygnacja z pracy kobiet może paradoksalnie poprawić ich sytuację na rynku. W czasach, gdy brakuje pracowników postawieni pod ścianą przedsiębiorcy są zmuszeni sięgać po tzw. niewykorzystane zasoby pracy. To właśnie kobiety, niepełnosprawni, osoby po pięćdziesiątym roku życia czy byli więźniowie.  I w końcu przedsiębiorcy będą zmuszeni zaproponować kobietom takie warunki pracy, by im się opłacało wrócić. Niezależnie od tego, czy będzie 500 plus czy nie.

Słowem, czasem warto pokazać komuś faka.

P.S.1: Autorka prze kilka lat prowadziła swoją firmę.

P.S.2: Autorce nie przysługuje 500 plus.


Zobacz także

fot. iStock/ svetikd

15 małych rzeczy, które robi kochający facet, a których często nie dostrzegamy

Maślankowiec wiśniowy

Maślankowiec wiśniowy. Czyli przepis na proste i szybkie ciasto z wiśniami

Fot. Kaboompics /

Jak przetrwać rodzinne spotkania? Może odpuść sobie asertywną komunikację i przyznaj rozmówcy rację, dla świętego spokoju