10 kobiecych kompleksów, których się wstydzimy… a mężczyźni ich nie zauważają

Redakcja
Redakcja
27 grudnia 2017
1 z 1

10 kobiecych kompleksów, których faceci nie zauważają

6. Niedoskonała cera

Pieprzyki, przebarwienia i krostki co prawda nie są najfajniejszymi ozdobami, ale są naturalne. Prędzej czy później facet i tak zobaczy cię bez makijażu, więc nie musisz chować się za maskującym make-upem w dzień i w nocy. Można iść o zakład, że facet nie zostawi cię, bo wyskoczył ci pryszcz na nosie.

7. Wzrost

Nie masz na to żadnego wpływu, więc odpuść sobie ciśnienie w tym temacie. Nagle nie urośniesz 30 cm, ale masz do dyspozycji koturny i szpilki, jeśli lubisz takowe. Nie wypominaj swojego wzrostu, bo każda opcja ma zalety — bardzo wysokie dziewczyny postrzegane są jako seksowne, a niskie wzbudzają chęć zaopiekowania się nią. Każda opcja ma coś dobrego, nie przejmuj się tym, czego nie zmienisz.

8. Naturalny wygląd

To zrozumiałe, że chcesz się prezentować jak najlepiej, ale obawa przed pokazaniem się facetowi w dresie i niedbale upiętymi włosami, jest bez sensu. Nie chodzi o to, byś stała się niechlujna, ale nie możesz cały czas udawać, że zawsze wyglądasz jak milion dolarów, np. z psem na spacerze. Pokaż mu, że jesteś zwykłą śmiertelniczką, dziewczyną z sąsiedztwa, która i bez makijażu ma niewątpliwy urok. Raczej nie ucieknie przelękniony 😉

9. Piersi

Nieprawdą jest, że mężczyźni to muszą mieć co potarmosić i na czym oprzeć kufel piwa. Jeden woli małe, mieszczące się w dłoni, a inny duże piersi. Nie ma reguły. Jeśli twój facet słówka nie pisnął, że jemu podoba się coś innego, też nie zaczynaj tego tematu. Poza tym masz do dyspozycji nowoczesną bieliznę, która pomaga korygować niedoskonałości i czuć się lepiej sama ze sobą. Dla siebie, a nie faceta.

10. Pupa

Jeśli nie możesz polubić swoich kształtów i chcesz mieć większą pupę, idź na siłownię,bo ćwiczenia pozwolą ją ujędrnić. Jeśli masz dużą pupę, możesz mieć większy kłopot, by ją „odchudzić”. Ale spójrz na Kim Kardashian i jej siostry, one na niecodzienną wielkość i kształt pup nie narzekają, a nawet zrobiły z tego dochodowy biznes. Nie musisz być tak przerysowana jak one, ale warto byś tak, jak one, uczyniła atut z tego, co dostałaś od Matki Natury. Twój facet kocha cię całą.

źródło: www.bolde.com

PoprzedniNastępny

Większość z nas źle myje włosy. Wiesz, jak robić to dobrze?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
27 grudnia 2017
Fot. iStock/Jasmina007
 

Jak to robisz? Stajesz pod prysznicem, bierzesz szampon, na rękę wylewasz sporą jego ilość, wcierasz trochę we włosy aż się spieni, a następnie spłukujesz zastanawiając się nad tym, jak ci minął dzień, albo co musisz zrobić w najbliższym czasie.

Tak myje włosy zdecydowana większość z nas, okazuje się, że nie jest to wcale najlepszy sposób, nawet jeśli po myciu nakładasz balsam na włosy, odżywkę do głębokiego ich odżywienia. To nadal wszystko sprowadza się do nieprawidłowego mycia włosów.

Jak więc podczas mycia nie zrobić krzywdy naszym włosom? Jest kilka prostych zasad.

Po pierwsze mniej znaczy więcej

Używaj zdecydowanie mniej szamponu i myj włosy dwukrotnie. To naprawdę nie przypadek, że na opakowaniach szamponów piszą, że lepiej umyć włosy dwukrotnie i wcale nie chodzi o szybkie zużycie i kupno nowej butelki.

Nie zostawiaj szamponu na włosach

Należy go za każdym razem dokładnie spłukać, bardzo dokładnie. Mniejsza ilość szamponu sprawia, że łatwiej nam to zrobić.

Nie używaj paznokci

Nie musisz drapać skóry swojej głowy, ani masować jej zbyt mocno, nie jest taka brudna, jakby ci się wydawało.

Susz delikatnie

Nie wycieraj włosów ręcznikiem, nie owijaj ich w wielki ręcznikowy turban. Zamiast tego delikatnie poklepuj włosy ręcznikiem, a następnie pozwól im naturalnie wyschnąć. Bądź delikatna.

 

To tylko kilka prostych rad, one jednak mogą być zbawienne dla twoich włosów. Czemu się do nich nie dostosować?


 

źródło: indy100.com  


Nie bądźcie tacy święci, nie oceniajcie innych. Spałam z szefem, nie widzę problemu

Listy do redakcji
Listy do redakcji
27 grudnia 2017
Fot. iStock / Jasmina007

Owszem, to mi się zdarzyło. Byliśmy na służbowej kolacji, było miło, rozluźniłam się. Zaproponował, że odwiezie mnie do domu, ja poprosiłam, żeby wszedł. Zgodził się, czułam, że nie ma ochoty się ze mną rozstawać. Pierwszy raz rozmawialiśmy o czymś innym niż praca. Zobaczyłam go z innej strony jako faceta, nie kolegę z pracy. No i stało się, przespałam się z moim szefem. A to, że potem postanowił mi to „wynagrodzić”, traktuję jedynie jako dodatkową korzyść.

Od razu wiedział, jak to się skończy. Myślę, że podobałam mu się od dawna. Najpierw delikatny pocałunek, potem większa bliskość i seks. Całkiem dobry seks, muszę przyznać. Na moment zapomniałam, że on jest moim szefem, był po prostu świetnym kochankiem. Po wszystkim był nieco zawstydzony, czym mnie ujął. Udawałam, że też się wstydzę, że nie wiem jak „to” się stało, bo to zawsze świetnie działa na facetów. Myślą wtedy, że są tak atrakcyjni, że nie mogłaś się im oprzeć. To taki „ukryty” komplement. Trafia prosto w męskie ego. Tak się stało i tym razem.

Przyznaję, następnego dnia było dziwnie. Ta granica intymności – jeśli ją już przekroczysz – zmienia wszystko w relacji z drugim człowiekiem. Siedzisz na spotkaniu, wokół inni ludzie, a ty myślisz o tym, że poprzedniego wieczora kochałaś się z nim w twoim łóżku. I zastanawiasz się, czy on myśli tak samo, kiedy zerka na ciebie nieco speszony, ale z tą iskrą w oku.

To może wszystko skomplikować, ale może też wiele ułatwić. W moim przypadku ułatwiło. Mój szef poczuł się winny, uznał, że postąpiliśmy nieetycznie. W korporacyjnym kodeksie tak bliskie relacje są po prostu zakazane. A poza tym, miał wyrzuty sumienia wobec swojej partnerki. Myślę, że przeraził się, że mogę wykorzystać fakt, że spaliśmy ze sobą i spróbować go szantażować. Więc postanowił mnie ubiec. Pod koniec tygodnia przydzielił mi ważny projekt, którego pewnie nie dostałabym, gdybym się z nim nie przespała. Projekt, którego doprowadzenie do końca wiązało się z gratyfikacją finansową.

Z nim to był jeden, jedyny raz. Ale dzięki temu jednemu razowi zrozumiałam, że mam w garści poważny argument: ciało.

Pracuję w bardzo dużej firmie, często chodzę na spotkania od których wiele zależy (w tym, przede wszystkim, moja prowizja). Flirt z naszymi partnerami czy klientami traktuje właściwie jako część mojej pracy. Wiedza wiedzą, ale umówmy się, to dobry wygląd kruszy lody i sprawia, że udaje mi się finalizować umowy. W 90 przypadkach na 100 po drugiej stronie stołu siedzi mężczyzna. Więc staram się wyglądać naprawdę dobrze. Oczywiście, nigdy nie jestem wyzywająca, pilnuje obowiązującego dress code’u. Ale to co i jak mówię, jak patrzę, jakie wtrącam uwagi, to tajemnica całego sukcesu.

Jasne, że nie chodzę z nimi do łóżka. Flirt kończy się w momencie, gdy osiągam swój cel. A co właściwie robię? Powiedzmy, że daję obietnicę, sugeruję, że mi się podobają, wykazuje zainteresowanie czymś więcej niż relacje służbowe, ale w delikatny sposób. Staram się być jak najbardziej profesjonalna i onieśmielona jednocześnie. To taka psychologiczna gra. Mam to szczęście, że świetnie „wyczuwam” mężczyzn. Wiem, co się komu podoba. Można powiedzieć, że obserwuję określone typy facetów tym biznesowym świecie i wiem, jak z każdym z nich postępować.

Ci po trzydziestce, z narzeczoną na plecach i planami na przyszłość są najbardziej otwarci na bliższy kontakt. Lubią jasne komunikaty, lubią czuć, że się podobają, że jesteś nimi zainteresowana.

Ci po czterdziestce, ze zdjęciami dzieci i żony w portfelu są bardziej nieśmiali i zaskoczeni, upewniają się, że dobrze zrozumieli sygnały, które wysyłam. Dla nich jestem nieco bardziej ciepła, przyjacielska. Tego potrzebują.

A mężczyźni po 50-tce zazwyczaj mają silnie ugruntowaną pozycję zawodową, nastoletnie lub dorosłe dzieci i fajne, mądre żony. Wobec młodszych kobiet są opiekuńczy. Przed nimi najlepiej grać zagubioną, która zobaczyła w nich swojego mentora. Ot i cała filozofia. Dość prosta, właściwie.

Nie uważam, że robię coś złego, absolutnie. To, jakie nawiązuje relacje z mężczyznami znacznie ułatwia mi moją pracę, sprawia, że szybciej osiągam sukcesy, ale nie byłabym tu, gdzie teraz jestem, gdyby nie moja wiedza i zdolności. Nie jest moją winą, że mężczyźni bywają bardzo naiwni.

Myślę, że w naszym kraju jest wiele hipokryzji i obłudy. Tak, spałam z szefem, nie widzę problemu. Może jeszcze kiedyś mi się to przydarzy. Nie bądźcie tacy święci, nie oceniajcie innych. Niech każdy postępuje zgodnie ze swoim sumieniem.


Zobacz także

„Czego potrzebuje człowiek, żeby był szczęśliwy?”. Obejrzyjcie ten filmik

Masz wrażenie, że nic nie robisz tak, jak należy? Że nie masz żadnych talentów? Taki Głupi Funio, co ciągle wszystko psuje…

8 powodów, przez które mężczyźni tracą zainteresowanie partnerkami