10 codziennych mantr, które zmienią twoje życie na lepsze. Ostatecznie, stajesz się tym, co wielokrotnie powtarzasz

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
13 grudnia 2016
10 codziennych mantr, które zmienią twoje życie na lepsze. Ostatecznie, stajesz się tym, co wielokrotnie powtarzasz
Fot. iStock/VisualCommunications

Życie zmienia się każdego dnia, my też możemy tego dokonać. Jednak często uciekamy przed zmianami, które mogłyby w istotny sposób wpłynąć na naszą sytuację, bo coś nas blokuje, trzyma w miejscu. Co to takiego? Lęk, obawy, niepewność co do tego, jak się sprawy potoczą i wewnętrzne przekonanie, że teraz jeszcze trudniej będzie nam kierować naszym życiem. (Zmiana to przecież podróż w nieznane.)

Gdzieś w połowie drogi do celu, między decyzją a konkretnymi działaniami, czujemy się zdezorientowani i zagubieni. Przypominamy sobie wszystko, co się do tej pory wydarzyło, żeby zrozumieć jakie jest ono właściwie jest, to nasze życie. Ale przypominanie sobie własnych historii często przynosi nam więcej szkody niż pożytku. Pomóc może nam mantra.

Czym jest mantra? Powtarzaną sylabą, słowem lub zdaniem, wybraną przez nas po to, by jej znaczenie zmieniło nas gdzieś głębiej, w podświadomości. Mantra powinna pomóc nam zmienić nasze negatywne przekonania na lepsze.

Jak recytować mantry

Nie należy być głośnym, bo nasza uwaga nie powinna się rozpraszać, ale kierować się do naszego wnętrza. Warunkiem udanej medytacji jest skupienie. Przed samym rozpoczęciem recytacji można wziąć kilka głębszych wdechów i oczyścić umysł z trosk. Nie zwracaj uwagi na to, jak wymawiasz poszczególne słowa, ważne jest to, co za nimi stoi, a nie jak brzmią. Po zakończeniu medytacji zasłuchaj się na chwilę w ciszy.

10 codziennych mantr, które zmienią twoje życie na lepsze

1.Pozwalam sobie być „początkującym”. Nikt nie odnosi sukcesu od razu. Działam najlepiej jak potrafię, wiem coraz więcej, uczę się. Gdy wiem coraz więcej, działam coraz lepiej.

2.Przestaję uciekać. Oddycham. Pozwalam sobie być tam, gdzie jestem. To jest właśnie to miejsce, w którym powinienem teraz być. Każdy krok w moim życiu i każde doświadczenie jest konieczne i ma sens.

3. Potrafię wykorzystać moje poczucie rozczarowania i frustrację, aby się lepiej zmotywować, a nie rozdrapywać stare rany. Jestem świadomy. Jestem w stanie kontrolować sposób, w jaki odbieram życiowe zawirowania. Mam kontrolę nad swoimi reakcjami.

4. To kim jestem, nie wynika z okoliczności, w których żyję. Jestem tym, czym zdecyduję, że chcę być. Nie pozwalam negatywnym uczuciom, frustracji i lękom, decydować o mojej przyszłości.

5. Nie porównuję się do innych. Każdy z nas podróżuje w swoim własnym czasie. Koncentruję się na tym, co jest tu i teraz, staram się wykorzystać ten czas jak najlepiej.

6. Uczę się czym jest piękno wysiłku, cierpliwości i wytrwałości. Jestem silny, jestem wytrwały. Trzymam się moich pozytywnych, codziennych rytuałów.

7. Cierpliwość jest autentycznym wyrazem zaufania, akceptacji, spokoju i wiary we własne możliwości. Jest oznaką mojej siły. Praktykuję cierpliwość.

8. Moja walka jest częścią mojej historii. To, że nie udało mi się osiągnąć tego, co chciałem, oznacza tylko tyle, że zostałem skierowany ku czemuś, czego potrzebuję. To następny krok naprzód.

9. Życie stawia przede mną wyzwania i przeszkody. Lepiej jest czuć się zmęczonym życiową nauką niż być zmęczonym życiową stagnacją.

10. Żadna życiowa historia nie jest tylko jednym rozdziałem. Jeden rozdział nie opowie całej historii mojego życia. Moje błędy nie określają mnie.

Jeśli chcesz dokonać istotnej zmiany w swoim życiu – znaleźć nową pracę, otworzyć firmę, rozwinąć nową relację, założyć rodzinę, odbyć jakąkolwiek, inną, osobistą podróż, która wymaga czasu, cierpliwości i zaangażowania – musisz zadać sobie pytanie: „Skoro jestem gotów poświęcić trochę czasu każdego dnia na medytację i spędzić go zupełnie inaczej niż większość ludzi, to może mogę też zacząć żyć inaczej, niż większość ludzi i doprowadzić do istotnych zmian w moim życiu?” .

Pomyśl o tym. Ostatecznie stajemy się tym, co wielokrotnie powtarzamy. Sama świadomość i wiedza nie oznaczają, że się rozwijasz. Rozwijasz się wtedy, kiedy twoja świadomość i wiedza zmieniają twoje życie. Każdego dnia.


Źródło: marcandandangel.com, milabo.pl

 


Sprawdź, jak rozkwita twój związek. Dwanaście ważnych pytań dla kochających

Karolina Krause
Karolina Krause
13 grudnia 2016
Skala rozkwitu związku
Fot. iStokc/mediaphotos

Zimą także można rozkwitać! A to, co kwitnie najbardziej o tej porze roku, to wasza wzajemna relacja! Naukowcy z Miami, specjalizujący się w Psychologii Pozytywnej, stworzyli niedawno nową skalę, dzięki której można ocenić poziom zdrowia związku. Ma ona pomóc w znalezieniu i naprawie tych aspektów związku, które wciąż nieco kuleją w waszej relacji. Spróbujcie wspólnie odpowiedzieć, na tych kilka pytań i zobaczcie, do jakich wniosków mogą was doprowadzić.

Ustosunkuj się do poniższych 12. stwierdzeń, przypisując im liczbę w skali od 1 do 5, gdzie 5 oznacza „całkowicie się zgadzam” lub „zawsze”, a 1 „nie zgadzam się” lub „nigdy”:

1. Odnoszę więcej sukcesów w moich ważnych życiowych celach, dzięki pomocy ze strony mojego partnera.

2. Szukamy takich aktywności, które pomagają nam rozwijać się jako para.

3. Mój partner pomógł mi rozwinąć się w taki sposób, w jaki sama nigdy bym nie potrafiła.

4. Czuję, że warto jest się podzielić moimi najbardziej osobistymi przemyśleniami z moim partnerem.

5. Przy podejmowaniu ważnych decyzji, myślę o tym, co byłoby lepsze dla naszego związku.

Skala rozkwitu związku

Fot. iStock/wildpixel

Fot. iStock/wildpixel

6. Naturalnie i z łatwością przychodzi mi robić rzeczy, które umacniają nasz związek.

7. Dzięki rozmowie z moim partnerem potrafię zobaczyć rzeczy w inny sposób.

8. Widzę sens w świętowaniu sukcesów mojego partnera.

9. Szczerze pracuję nad poprawieniem naszej wzajemnej relacji.

10. Mój partner okazuje zainteresowanie sprawami, które są dla mnie ważne.

11. Robimy rzeczy, które mają głębokie znaczenie dla nas, jako pary.

12. Potrafię znaleźć czas na rozmowę ze swoim partnerem, kiedy on tego potrzebuje.

Skala Rozkwitu Związku

Wyniki uzyskane w teście dzielone są na 4 kategorie – 4 gałęzie rozkwitu waszego związku:

Dążenie do tych samych celów – pozycje: 1, 6, 10

Rozwój osobisty – pozycje: 2, 3, 7

Znaczenie relacji– pozycje: 5, 9, 11

Dawanie – pozycje: 4, 8, 12

Sumując punkty przypisane każdej z wymienionej pozycji, uzyskacie wynik świadczący o etapie, na którym znajduje się wasza relacja w danej kategorii. Na te same pytania powinien także odpowiedzieć twój partner. Dzięki temu przekonacie się, na ile wasze odpowiedzi są ze sobą zgodne. Może się bowiem okazać, że jedna strona daje z siebie więcej w tej relacji, niż druga, co już powinno doprowadzić was do pewnych wniosków.

Czy ty i twój partner uzyskaliście wysoki wynik na w skali dążenia do tych samych celów, ale za to niski na skali rozwoju osobistego? Może to oznaczać, że poświęcacie zbyt dużo energii na własny związek, a zbyt mało na to by realizować w życiu własne marzenia. Niski wynik na skali znaczenia, to prawdopodobnie efekt, tych wszystkich momentów, kiedy wydawało ci się, że wasza relacja jest nieco zbyt „płytka”.

Warto wówczas zastanowić się nad tym, czy moglibyście od czasu do czasu porozmawiać, o tym czego oczekujecie od waszego związku i w którym kierunku chcielibyście iść.


Źródło: psychologytoday.com

 


„Dotarło do mnie, że z własnej głupoty za chwilę zostanę sam. A przecież tak bardzo ją kocham”. Miłości nie da się wysłać do korekty

Anika Zadylak
Anika Zadylak
12 grudnia 2016
"Dotarło do mnie, że z własnej głupoty za chwilę zostanę sam. A przecież tak bardzo ją kocham". Miłości nie da się wysłać do korekty
Fot. iStock / AleksandarNakic

Mówią, że nie ma większego motywatora do zmian, niż miłość właśnie. To rosnące w nas uczucie i poczucie tego, jak bardzo nam zależy pcha nas do staranniejszego makijażu, czasem do poznania, nieczytanej dotąd literatury lub zmiany fryzury. Bardziej się staramy, poznajemy i próbujemy przekonać się do zainteresowań partnera. I nie ma w tym niczego złego do momentu, aż zaczynamy wywierać nacisk i to na cechy, które jednak powinny zostać nietknięte. Możemy o nich porozmawiać, zapytać, ale jeśli nie chcemy, żeby nasz związek się rozpadł, musimy pamiętać, że jest kilka złotych zasad, które należy bezwzględnie szanować. Bo usilna korekta, może przynieść przykre konsekwencje. 

To, kim jesteś

– Z Markiem byliśmy szczęśliwi od zawsze, a zaczęło się psuć przez jego hobby – Ania uśmiecha się na wspomnienie, zażegnanego konfliktu. Pracowaliśmy sporo, nie mieliśmy jeszcze wtedy dzieci i wiedziałam, że Marek z grupą kolegów jeździ na te ryby. Dla mnie to było zupełnie bez sensu, bo co jest fajnego w marznięciu świtem nad rzeką, łapanie a potem wyrzucanie z powrotem tych ryb. Najpierw delikatnie, wręcz trochę prześmiewczo dogryzałam, że moglibyśmy lepiej iść w tym czasie do kina lub potańczyć. Zawsze w odpowiedzi słyszałam, co zresztą było prawdą, że wychodzimy razem, że dużo czasu spędzamy wspólnie. I, że on potrzebuje czasem takiej odskoczni, nawet po to, żeby zatęsknić. Nie mogłam tego zrozumieć do tego stopnia, że raz uparłam się i pojechałam z nimi. Czułam się potem jak kretynka, bo oni serio byli tym zafascynowali, dyskutowali o tych połowach, a ja się tam, zwyczajnie nudziłam. Zamiast dajmy na to, spotkać się z przyjaciółką, czy zrobić sobie domowe spa. Na szczęście Marek okazał się z nas rozsądniejszy i po kolejnej awanturze zapytał, czy chcę wszystko zniszczyć tylko dlatego, że jak większość ludzi ma hobby. I wtedy do mnie dotarło, że faktycznie tracimy siebie, gdy o sobie zapominamy, o swoich ulubionych czynnościach, tym co nam daje przyjemność. Dla mnie są to wypady na zakupy, dla niego ryby. Rozdzielamy się na chwilę, bo potem fajnie jest do siebie wracać.

To, jak żyjesz

Rodzina. Nie wybieramy jej, tylko się w niej pojawiamy. Samym nam czasem nie pasuje, więc co dopiero naszym partnerom. Ale skoro już polubiłyśmy jego, ba! nawet pokochałyśmy, to chyba da się też całą resztę. A jeśli nie, czy to oznacza rozejście? – Ewki bracia i kuzynki, matka i wujkowie, oni wszyscy są ze sobą bardzo zżyci. Dzwonią do siebie po kilka razy dziennie, z najmniejszą pierdołą. Drażniło mnie to tak, że dochodziło do awantur – Mirek jest już szczęśliwym mężem, ale wspomina, że początki były straszne. – U mnie w domu też się wszyscy kochają i szanują, lubią Ewkę, cieszą naszym wspólnym życiem. Tylko są trochę bardziej powściągliwi, dzwonimy do siebie rzadko, nie często też się spotykamy. Nie jest to dla nas wyznacznikiem bliskości. Dlatego tak ciężko, było mi zrozumieć te relacje i powiązania rodzinne żony. Nawet był taki czas, że usiłowałem ją od tego odciąć, jakbym był głupio zazdrosny. I to do końca, nie wiadomo o co. Ewka płakała bo słusznie nie rozumiała, co widzę w tym złego, że ona nie zawalając pracy czy innych obowiązków, nie odstawiając mnie na bok, po prostu rozmawia z bratem czy ciotką. Chciałem na siłę w niej to zmieniać, a przecież taką właśnie ją pokochałem. Ciepłą i „domową”. Dopiero gdy zapytała mnie, jak bym się czuł gdyby zaczęła ode mnie wymagać odwrotnego, czyli częstszego kontaktu z moimi rodzicami czy rodzeństwem. Czy byłoby to dla mnie komfortowe. Że ona zawsze szanowała nasze chłodniejsze relacje i myślała, że może liczyć na to samo z mojej strony. Wtedy zrozumiałem, że związek to kompromisy, ale nie naciski i wymuszenia.

To, w co wierzysz

– Od zawsze wiedziałem, że Aśka jest ateistką, że cała jej rodzina jest niewierząca. Ona natomiast była świadoma, że w moim domu się wierzy i chodzi do kościoła. Sama wyszła z propozycją, że jeśli bardzo mi zależy, weźmiemy ślub kościelny, bo kocha mnie takiego jakim jestem, bez względu na przekonania – Bartek i Aśka są ze sobą już 10 lat, choć pierwsze trzy, o mało nie doprowadziły ich do rozwodu. To głównie z mojej winy, teraz to wiem. Godziłem się na życie z nią, bo od razu zakładałem, że…pomału to w niej zmienię, tę niewiarę. Nawet byłem jakby tego pewien, że z czasem żona sama przejdzie „na moją stronę”. Teraz widzę jak bardzo egoistyczne to było, i nie w porządku z mojej strony. A przecież gdyby Asia zaczęła na mnie coś wymuszać, oburzyłbym się i czuł wręcz oszukany i skrzywdzony. A nie miałem podstaw, żeby narzekać, bo nawet rodzice Aśki ze względu na mnie i moje przekonania celebrowali święta, zgodzili się na chrzest naszej córeczki. Wstydziłem się, krępowałem przed wierzącymi znajomymi, jakby to oni byli najważniejsi w moim życiu. Aż kiedyś kolega z firmy pogratulował mi tak wyrozumiałej kobiety i teściów, zazdrościł relacji i szacunku mimo wszystko. I wtedy zrobiło mi się, zwyczajnie głupio. Odpuściłem, bo dotarło do mnie, że z własnej głupoty za chwilę zostanę sam. A przecież tak bardzo ją kocham.

To, czego pragniesz

Dzieci. Wszyscy je kochamy i będąc w związku, prędzej czy później planujemy je posiadać. Ale często zdarza nam się nie słuchać swoich partnerów, tylko swoich potrzeb. I zaczynamy naciskać a nawet wymuszać szantażem. – Zawsze było pewne, że dzieci oboje chcemy mieć. I zawsze też Rafał podkreślał, że nie prędzej jak za trzy, cztery lata. Ja niby przytakiwałam, ale swoje myślałam – Basia twierdzi, że zwyczajnie jej wstyd za to, jaka była dla swojego faceta. Prowadzałam go na siłę po sklepach z ubrankami dla dzieci, podsyłałam do pracy maile ze zdjęciami, dopiero co urodzonych maluszków. Potem każdą rozmowę, sprowadzałam do kolejnej koleżanki w ciąży, do głośnego „zamartwiania się” o biegnący czas. Rafał zawsze się wtedy uśmiechał i przytakiwał, że na nas też w końcu przyjdzie ten moment. Aż nie wytrzymał i powiedział mi wprost, że odechciewa mu się być tatą, kiedy widzi moją, roszczeniową postawę. Wściekłam się i zagroziłam odejściem. I wtedy spakował rzeczy i wyjechał do matki. Szalałam z rozpaczy, ale też docierało do mnie, że miłość to zrozumienie i uszanowanie wcześniejszych ustaleń. Przeprosiłam, nie musiałam prosić żeby wracał, bo on wcale nie chciał odejść. Chciał tylko, żeby jak dotychczas razem planować przyszłość. Żebyśmy te najważniejsze decyzje podejmowali bez nacisków i z poczuciem pewności. Dziś jesteśmy szczęśliwymi rodzicami, a ja wszystkich przestrzegam, przed zmianą partnera, według własnego widzimisię. To nie prowadzi do niczego dobrego, nigdy.

Epilog

Spotykamy kogoś, zakochujemy się, zaczynamy poznawać i odkrywać. I wpadamy w panikę, gdy okazuję się, że nas śmieszą „Przyjaciele” a jego, niezrozumiały dla nas „Monty Python”. I zamiast przejść ponad tym, nie komentować i nie rozbierać na czynniki pierwsze, zaczynamy kombinować. Jak to w nim zmienić, jak sprawić żeby np. zamiast podnosić głos, wypisywał swoje frustracje na kartce papieru. Niby nie specjalnie, a jednak usiłujemy przemycić swoje racje i sprawić, żeby się dostosował. A przecież każdy, do czegokolwiek zmuszany człowiek zaczyna uciekać, oddalać się. I zaczynamy tracić coś najważniejszego w życiu, bo nie umiemy siebie zaakceptować i być po ludzku wyrozumiałym. A wystarczy siebie słuchać i nauczyć się naszych inności. Po co? Po to, żeby kochać mądrze i po prostu być szczęśliwym.


Zobacz także

Fot. Pixabay/ Unsplash /

Zadzwoń lub napisz do kogoś z kim dawno nie rozmawiałaś. Tydzień drugi, dzień #3

nigdy się nie poddawaj

Padłaś? Powstań, popraw koronę i nigdy się nie poddawaj!

lego-932781_1920

Luke. I am your Partner. O współpracy słów kilka :-)