Praca, dom, dzieci. Praca, dom, dzieci. Co zrobić, żeby nie zwariować?

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
2 lutego 2018
Fot. iStock / vadimguzhva
 

Dziś rano zobaczyłam MMS-a, którego o 1:00 w nocy przysłała mi moja przyjaciółka. Na zdjęciu widnieje strój pirata, który uszyła dla swojego dziecka na bal przebierańców w przedszkolu. Dopisała: „Ledwo patrzę na oczy, ale ładnie wyszło, co?”. Myślę sobie: „Zwariowała”. A potem dociera do mnie, że dwa dni wcześniej też skończyłam prasować po północy. Jakim cudem, przy tak napiętym grafiku, udało nam się w zeszły piątek wyjść razem na miasto?Kobiety są niezmordowane. Widzę to u siebie, widzę to u koleżanek. Problem w tym, że nam się tylko wydaje, że mamy nieskończone pokłady energii. Napędza nas miłość do dziecka, partnera oraz ambicje – bycia super matką, żoną czy pracownicą. Łatwo wpaść w błędne koło i doprowadzić swój organizm do ruiny.

Nie mówię, nie czas najwyższy przerzucić te wszystkie obowiązki na kogoś innego lub po prostu olać. My, kobiety, musimy nauczyć się odpoczywać (nie wmawiaj mi teraz, że prasowanie odpręża cię tak, jak ploty przy winie czy pobyt w SPA). Od tego zasuwania w pracy i w domu, od tego ogarniania wszystkiego naprawdę można oszaleć. Chyba, że regularnie robisz coś dla siebie. Nie wiesz, co mogłoby to być?

Wyjdź z koleżankami

To naprawdę pomaga oderwać się od codziennych trosk i zmartwień. Nawet, jeżeli miałybyście przez cały wieczór jęczeć i narzekać, i tak pojawią powód do śmiechu. Przede wszystkim zobaczysz, że one zmagają się z podobnymi problemami. No i te plotki, ploteczki…

Wybierz dzień, w którym sobie odpuszczasz

Nie chodzi o to, że nie idziesz na wagary i nie interesuje cię, jak dzieci dotrą do szkoły. Olej wszystko to, co nie sprawi, że się zawali. Odpuść siłownię, dietę, mycie podłogi, segregowanie prania. A najlepiej zrób sobie „ten dzień” w trakcie weekendu.

Znajdź chwilę dla siebie każdego dnia

To naprawdę nie musi być nic spektakularnego, jak wyjście do teatru czy 4-godzinny maraton filmowy. Znajdź chociaż pół godziny, żeby robić to, co lubisz. Chcesz poczytać książkę, wziąć gorącą kąpiel, pogadać z przyjaciółką, posłuchać muzyki, poleżeć i gapić się w sufit? Super!

Pozwól sobie na szczery śmiech

Drobnostka, tak? A kiedy ostatni raz śmiałaś się tak, że bolał cię brzuch? Zwykły, szczery śmiech robi z naszym mózgiem niesamowite rzeczy. Może dzisiaj, zamiast oglądać wiadomości, włączysz zabawny serial? Po prostu „żyj, śmiej się, kochaj”!

Kochaj i doceniaj siebie

Jesteś zła, że znowu czegoś nie dopilnowałaś? A może uważasz, że mogłaś zrobić coś szybciej/lepiej/dokładniej? Jesteś tylko człowiekiem. Odpuść sobie. Zobacz, jak wiele ogarniasz każdego dnia. Szanuj, kochaj i doceniaj siebie, a będzie ci łatwiej w starciu codzienną prozą życia.

Znajdź wsparcie

Może to być partner, przyjaciółka czy terapeuta. Znajdź kogoś, kto pomoże ci stanąć na nogi, gdy masz już dość. Kogoś, kto rozsądnie doradzi ci, co odpuścić, a czego dopilnować. My, kobiety, każdego dnia podnosimy sobie poprzeczkę coraz wyżej. Ktoś nam musi czasem wyhamować…

Na podstawie: Your Tango


Chociaż serce pęka, musisz pozwolić dziecku zmierzyć się z tymi trudnymi przeżyciami

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
2 lutego 2018
Fot. iStock/Imgorthand
 

Czasem mam wrażenie, że naszym matkom było łatwiej. Jakoś tak inaczej się kiedyś dziecki chowało. Biegały po podwórku, wchodziły na drzewa, zdzierały kolana na asfalcie, popijały kogiel-mogiel i jadły wyroby czekoladopodobne. My, współcześni rodzice, próbujemy uchronić nasze dzieci przed wszelkim złem. I nie mam tu na myśli pedofila czy innego zboczeńca, czającego się za rogiem. My chcemy, żeby naszym dzieciom żyło się lekko. Żeby nie doświadczały smutku, zazdrości, wstydu czy bezradności. Po co?

Chcemy, żeby na twarzach naszych dzieci zawsze gościł uśmiech. Niby dobrze, a jednak nie do końca. Przykre czy trudne doświadczenia są częścią codziennego życia. Trzymanie dziecka pod kloszem spowoduje wyłącznie to, że nie będzie potrafiło ono poradzić sobie w dorosłym życiu. Zdaniem Julie Lythcott-Haims, autorki bestsellera „Jak wychować dorosłego?”, wyodrębnić można aż 20 lekcji przykrych lekcji, których każde dziecko powinno doświadczyć.

1. Brak zaproszenia na przyjęcie urodzinowe koleżanki

Wiem, brzmi strasznie i nie życzę żadnemu rodzicowi, by musiał tłumaczyć to swojemu dziecku. Jednak takie sytuacje pokazują, że nie każdego trzeba lubić. Nie każdego trzeba chcieć gościć w swoim domu. I wcale nie dlatego, że ktoś jest głupi czy gorszy, ale po prostu dlatego, że „nie zaiskrzyło”.

2. Śmierć ukochanego zwierzaka

Odejście bliskiej osoby jest dla dziecka czymś niezrozumiałym. Tak samo, jak odejście zwierzaka, który był członkiem rodziny. To żałoba, którą dziecko ma prawo i powinno przeżyć, by zrozumieć, jak cenne jest życie i relacje z innymi – miłość, bliskość, przyjaźń, dobra zabawa, wsparcie radość, tęsknota, strach przed śmiercią.

3. Zniszczenie czegoś cennego

Rodzice wkurzają się każdego dnia o wiele rzeczy, ale dopiero zniszczenie czegoś cennego (a pewnie wiele razy upominali, żeby uważać) wyzwala w nich prawdziwe demony. Dziecko powinno doświadczyć smutku i gniewu, wywołanego zniszczeniem czegoś cennego.

4. Długa nauka, zakończona złym stopniem

Jeżeli ocena faktycznie jest uzasadniona, taka sytuacja uczy umiejętnego zdobywania wiedzy i zapamiętywania, a także… rozumowania, bo czym innym jest wkuwanie na pamięć, a czym innym prawdziwe uczenie się.

5. Zepsuty samochód z dala od domu

Strach, samotność, uczucie, że jestem zdany tylko na siebie. To uczy pokory i samodzielności. Niby żadna tragedia, a jednak jest cenną lekcją.

6. Roślina, która usycha mimo opieki

Bo czasem nasza troska i opieka jest nieadekwatna do potrzeb.

7. Brak wolnych miejsc

Na koncert, na obóz, na zajęcia sportowe… Dziecko powinno wiedzieć, że czasem liczy się szybkość podejmowania decyzji.

8. Bycie aresztowanym

Być może w Stanach jest to nagminne, ale w naszym kraju niekoniecznie… i gdy już się zdarzy, kończy się przykrymi konsekwencjami dla całej rodziny. Dlatego może lepiej napisać w tym miejscu: ” Reprymenda od policjanta”? Bo trzeba znać prawa i obowiązki obywatela, a przede wszystkim – normy społeczne i moralne.

9. Przegapienie filmu, bo komuś się pomagało

Nasze drobne przyjemności i rytuały można czasem przerzucić na dalszy plan, gdy co innego jest ważne.

10. Stłuczka samochodowa

Cóż, to zawsze jest nieprzyjemna sytuacja, niezależnie od tego, kto zawinił. Wzięcie odpowiedzialności za swój błąd lub bronienie swoich racji jest dobrą lekcją.

11. Bycie oskarżonym o coś, czego się nie zrobiło

To uczucie niesprawiedliwości i bezsilności… Straszne, prawda? A jak często zdarza się w dorosłym życiu? Umiejętność bronienia się bywa często kluczowa.

12. Odwołanie wydarzenia z czyjegoś powodu

Dziecko powinno rozumieć, że czasem ktoś zawini. Czy umie się z tym pogodzić? A może okazuje wściekłość? W codziennym życiu takie sytuacje zdarzają się nagminnie. Trzeba umieć zrozumieć, że inni ludzie też nawalają, bo… są tylko ludźmi.

13. Zwolnienie z pracy

Boli. Cholernie boli. Ale uczy nas wielu rzeczy – daje świadomość własnej niekompetencji, bądź protekcji.

14. Niedostanie się do reprezentacji szkoły

Bycie częścią elity to powód do domu. A co, jeśli twoje dziecko się nie dostanie? Jeśli nie było zbyt dobre? Nie postarało się? Albo zabrakło znajomości? Niestety, tak skonstruowany jest ten świat.

15. Bycie ostatnim

Bo niektóre konkurencje/dziedziny są nam po prostu obce i nie ma w tym nic złego.

16. Bycie uderzonym przez inne dziecko

To niewątpliwie trudna sytuacja, wymagająca ogromnej dojrzałości. Choć nie jest akceptowalna, uczy funkcjonowania w grupie, wywierania wpływu, zdobywania uznania. To od nas, rodziców, zależy, jak po tym zdarzeniu zachowa się nasze dziecko.

17. Odrzucenie wcześniejszych nauk

Gdy nagle dociera, że nie zawsze warto przytakiwać, dziękować, przepraszać. Że czasem trzeba walczyć do upadłego.

18. Żał, że nie można cofnąć swoich słów

Stracona przyjaźń, płacz matki, łzy w oczach ojca. Dziecko musi wiedzieć, że niektóre słowa ranią.

19. Brak zaproszenia na wspólne wyjście

Podobnie jak w przypadku urodzin, dziecko musi wiedzieć, że nie da się być lubianym przez wszystkich, ale jednocześnie mieć świadomość, że nie liczy się ilość przyjaciół, ale jakość przyjaźni.

20. Bycie wybranym jako ostatni do drużyny

Bo gdy coś nam ewidentnie nie wychodzi, inni to po prostu widzą…

A Ty, na co już pozwoliłaś swojemu dziecku?

Źródło: Parents


Odbijanie cudzych mężów zawsze kończy się źle. Czyli opowieść o tym, jak karma do mnie wróciła

Listy do redakcji
Listy do redakcji
2 lutego 2018
Fot. iStock/martin-dm

Doskonale pamiętam dzień, w którym powiedział jej, że odchodzi. Pozew był już złożony, a miejsce na jego ubrania w mojej szafie zrobione. Siedziałam na kanapie w salonie i czekałam aż przyjdzie. Nigdy nie byłam tak podekscytowana. Od teraz wszystko miało się zmienić. Koniec życia w ukryciu, koniec tajemnic i niepewnych planów na przyszłość. Nie zastanawiałam się, jak ona przyjmie tę wiadomość. Nie miałam skrupułów, bo już się nauczyłam, że życie jest jedno i trzeba walczyć o swoje szczęście. 

Nigdy nie wyobrażałam sobie, że mogłabym odbić innej kobiecie męża. Latami szukałam swojej drugiej połówki i liczyłam, że w końcu trafię na księcia z bajki. Jeden, drugi, piąty związek bez perspektyw… Zbliżałam się do 30-tki i powoli docierało do mnie, że zaraz przekroczę magiczny próg. Potem będzie mi jeszcze trudniej znaleźć sensownego faceta, z którym ułożę sobie życie. Większość moich koleżanek była już po ślubie. Miały lub zaraz miały mieć dzieci. Każda szczęśliwa, zakochana, spełniona. Bywałam w ich domach, widziałam ich partnerów i relacje między nimi. Szybko zrozumiałam, że fajni faceci są po prostu zajęci. Szybko wpadają w szpony kobiet. I wtedy pomyślałam sobie, że może warto poszukać miłości wśród takich mężczyzn? Przecież, jeśli kocha, to i tak nie odejdzie od żony. Ba! Nawet nie rzuci na mnie okiem.

Marka poznałam jakiś miesiąc później. Był przedstawicielem firmy, która współpracowała z moją. Zawsze miło zagadał, był szarmancki, przystojny i taki… ułożony. Podobał mi się, ale początkowo (ze względu na tę obrączkę) traktowałam go z dystansem. Pomyślałam sobie: „Dlaczego mielibyśmy nie poznać się bliżej?”. Najpierw były kawki, gdy przyjeżdżał do firmy. Z czasem siedział coraz dłużej. Rozmawialiśmy, poznawaliśmy się. Zaczęłam inaczej się ubierać do pracy, podkreślałam swoje kształty. Co tu dużo mówić – zaczęłam go uwodzić. Na początku liczyłam na seks. Pierwszy raz  odbył się dość szybko. Odwiózł mnie po pracy do domu, choć było mu nie po drodze. Wszedł na górę. Zaczęliśmy się całować za drzwiami.

Był zmieszany, mało mówił i szybko wyszedł. Ale był to naprawdę dobry, gorący seks, więc byłam pewna, że wróci. Nie pojawił się u mnie w pracy, ale przyjechał dwa dni później, wieczorem. Chciał porozmawiać. Mówił, że to był błąd, że ma żonę, dwoje dzieci, że przeprasza… Rozmowa zakończyła się w łóżku.

To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Zakochaliśmy się w sobie po kilku miesiącach. Wtedy, gdy znaliśmy już swoje przyzwyczajenia, marzenia, plany, obawy. Zawsze mi się wydawało, że żonaci faceci dużo mówią kochankom o swojej rodzinie. U nas tego nie było. Ja nie pytałam, co mówił żonie, gdy znikał z domu na noc lub kilka dni. On sam z siebie też nie zaczynał tematu. Oboje wiedzieliśmy natomiast, że pewnych rzeczy nie wypada nam robić – na przykład wychodzić razem w miejsca publiczne. Nie dzwoniłam do niego, gdy był w domu, nie pisałam gorących SMS-ów. Nie byłam typową, szurniętą kochanką. Ale coraz gorzej znosiłam nasze rozstania.

Powoli docierało do mnie, że to nie jest sposób na życie. Że chciałabym stworzyć z nim rodzinę, urodzić dziecko. Zaczęłam o tym głośno mówić niecały rok od naszego pierwszego seksu. Zachowywał się standardowo. Mówił, że bardzo by chciał żyć ze mną, ale boi się, że żona odbierze mu dzieci lub że nie poradzi sobie bez niego finansowo. Że kredyty itd… Wtedy postanowiłam zaryzykować. Odstawiłam tabletki antykoncepcyjne i nic mu o tym nie powiedziałam.

Zaszłam w ciążę bardzo szybko. Byłam młodą, zdrową kobietą, więc łatwo poszło. Do tej pory myśli, że po prostu mieliśmy pecha i znaleźliśmy się w tym niewielkim odsetku par, które spłodziły dziecko mimo zabezpieczenia. Osiągnęłam swój cel, bo moja ciąża skłoniła go do odejścia od żony. Cieszył się na myśl o dziecku ze mną, widziałam to. Odżył. Chciał zacząć wszystko od nowa, więc zaczęliśmy.

Ich rozwód był pełen napięć. Nie wtrącałam się, nie było mi to do niczego potrzebne. Miałam tę kobietę w nosie. Czasem przejmowałam się jego dziećmi, bo nie chciały mieć z ojcem kontaktu. Batalia sądowa trwała bardzo długo i ostatecznie wszystko skończyło się, gdy Maja miała już rok. Nigdy, w żadnej sytuacji nie winił mnie za rozpad małżeństwa. Nigdy nie powiedział, że żałuje. Byliśmy szczęśliwi, planowaliśmy ślub, ale dopiero wtedy, gdy córka będzie starsza, bo zamarzyło mi się, żeby niosła obrączki.

Czy byłam krytykowana? Oczywiście. Nawet moi rodzice nie mogli pogodzić się z tym, że związałam się z żonatym facetem. Koleżanki z pracy straszyły, że karma wróci. Nawet nie chcę myśleć, jak mówiła o mnie była żona Marka. Ale tłumaczyłam sobie, że nie ja pierwsza i nie ostatnia. Że tak się po prostu zdarza.

Nie sądziłam wtedy, że moje słowa będą prorocze.

Nie byłam ostatnią kobietą w życiu Marka. O jego romansie dowiedziałam tuż po trzecich urodzinach naszej córki. Miał nową pracę, był handlowcem i dużo jeździł po Polsce. Nie dziwiło mnie więc, że często nie było go w domu. Ona nie miała takiej klasy jak ja. Nie chciała żyć w cieniu. Któregoś dnia po prostu napisała do mnie na Facebooku, kim jest i co nocami robi z moim mężem w łóżku.

Od tamtej pory minęło już pięć lat. Pewnie dlatego piszę o tym z takim spokojem. Dziś, gdy emocje już dawno opadły, potrafię zrozumieć, co tak naprawdę się stało i dlaczego nasze losy tak się potoczyły.

Oczywiście, że byłam wściekła, zazdrosna i załamana. Przecież on zdecydował się porzucić dla mnie rodzinę, to chyba wystarczający znak, że kochał mnie szczerze?

Nie. To był znak, że ten człowiek nie ma żadnych zasad. Nie wie, czym są wartości moralne. Wtedy wydawało mi się, że to miłość.

Dziś wiem, że nie da się zbudować szczęścia na cudzym nieszczęściu. I wiem też, że jeśli facet raz dał się „odbić”, to drugi raz też wchodzi w grę. Być może wtedy byłam lepsza od jego żony, ale szybko znalazła się inna, która była lepsza ode mnie.

Karma wraca. Do mnie wróciła pięć lat temu. Teraz nadeszła pora, żeby karma wróciła do niego. Zasłużył na to po tym, co mi zrobił.


Zobacz także

Grzechy główne babć i dziadków – część II. Wasze historie!

Mateusz Grzesiak: „Przeciętność nienawidzi wyjątkowości – ludzie, którzy nie osiągnęli sukcesu, nienawidzą tych, którzy go mają”

Twoje „normalne” dla nich jest magiczne – zobaczcie ten wzruszający film pokazujący „zwykły” dzień widziany oczami matki i dziecka