Po co nam weekend, czyli dziś i jutro nie pracujemy

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
27 lutego 2016
iStock/nickfree
 

Nadszedł weekend, czyli dwa wolne, beztroskie dni. Żadnego wstawania o nieludzkich godzinach (chyba, że masz małe dzieci:)), zero pośpiechu żeby zdążyć do szkoły, do pracy, na ważne spotkanie. Robisz plany, obiecujesz sobie: spacer, kawę z przyjaciółmi, warcaby z córką. No i oczywiście czas spędzony z twoją drugą połową. Będziecie umacniać rozluźnione nieco przez liczne obowiązki więzi, rozmawiać o tym jak minął tydzień i że wypadałoby coś zrobić z tym, że zaczynacie się od siebie oddalać. Z nadzieją mówisz mu/jej o tym, jak to będzie wspaniale, patrzysz i widzisz niepewność. Wiesz już –  tym razem też nic z tego. On czy ona musi „popracować’. Tylko odrobinkę (będzie siedzieć przez dwa dni z laptopem na kolanach), no a tak w ogóle to przecież będzie tuż obok (ciałem, nie duchem) i pomoże ci w opiece nad dzieckiem („nie teraz, za chwilę, teraz robię COŚ WAŻNEGO). Czy cię to dziwi? Skąd. Przecież tak jest co tydzień.

Kochani BARDZO zapracowani Mężowie! Drogie szalenie przejęte swoimi obowiązkami Żony! Po co wam weekend? Jeśli naprawdę nie pamiętacie, to ja chętnie przypomnę, bo najwyraźniej zatraciliście poczucie tego, co jest w życiu najważniejsze. Ten tekst dedykujemy wszystkim partnerom i partnerkom, którzy wolne dni traktują jako miłą możliwość zaszycia się w domowym zaciszu i dokończenia biurowych raporcików. Pora na zmiany!

Twoja połówka cię potrzebuje

Po pierwsze, musisz zadbać o partnera. To on jest najważniejszym napędem dla twojej zawodowej kariery. Związek z właściwą osobą, stabilne, szczęśliwie życie uczuciowe umożliwia ci odnoszenie sukcesów w pracy i motywuje bardziej niż system nagród finansowych (udowodnione naukowo). Nawet chwilowe kłopoty w związku (a co dopiero rozwód!) wpłyną negatywnie na to jak wykonujesz swoje zawodowe obowiązki.

Kto inny codziennie wieczorem wysłuchuje cierpliwie z jakimi „baranami” musisz pracować? Chcesz być „dobry” w pracy, dbaj o żonę, to moja rada. Weekend to jedyny czas, kiedy możecie być naprawdę dla siebie.

Pracę można zawsze stracić, zmienić, zamienić na lepszą

I ona cię nie kocha, nie zaopiekuje się tobą w chorobie. Ona wręcz nie znosi, kiedy chorujesz… Wiesz, jak bywa: jednego dnia na samym szczycie, następnego na bruku. Tu nikt nie kieruje się emocjami ani sentymentami, niewielu da ci prawdziwe wsparcie, nierzadko trudno nawet o szczere, uczciwe relacje z innymi. To nie jest twoje życie. Twoje życie toczy się tam, gdzie są ci, którym na tobie zależy.

Twój mózg potrzebuje odpoczynku

Efekty, wyniki. Chcesz ciągle osiągać więcej i lepiej. Tego od ciebie wymagają. Ale nie dajesz sobie szansy na odpoczynek, na „reset”, na dostarczenie twojemu umysłowi jakiś innych, rozwijających i relaksujących treści. Długo tak nie pociągniesz. Słyszałeś o higienie pracy? Nie, nie chodzi tylko o mycie rąk.

Kto żyje tylko pracą staje się zgorzkniały i nudny

A co z odrobiną radości? Rozrywki? Idź na rower, na koncert, do kina, do teatru. Kanapa przed telewizorem to jakaś smutna ostateczność. Zrób w końcu coś inaczej, pokaż, że nie zapomniałeś o radości z małych rzeczy tylko dlatego, że dla twojego szefa liczą się wielkie cyfry i spektakularne wyniki.

Przyjaciele są ważni

To także dzięki nim twoje życie jest szczęśliwe. Zaproś ich gdzieś, wyjdźcie razem i starajcie się nie rozmawiać (jedynie) o pracy. Wirtualny kontakt to nie wszystko. Weekend jest wspaniałą okazją by zobaczyć się „na żywo”, pośmiać się wspólnie, pokomentować rzeczywistość, ponadrabiać informacyjne zaległości. P.S Twoja żona naprawdę ucieszy się z propozycji wyjścia „do ludzi”.

Zadbaj o swoje zdrowie

Brak odpoczynku sprawia, że twój poziom stresu jest wysoki cały czas. Wiesz przecież jak to działa na twoje serce i inne ważne organy. Chces zbyć zdrowy, nie pracuj w weekendy. Wykorzystaj ten czas na odpoczynek od służbowych obowiązków.

Dystans daje nową perspektywę

Oderwij się od problemu, który nie daje ci spokoju, a znajdziesz właściwe rozwiązanie. W piaskownicy, na rowerze, podczas spaceru, objawi ci się samo, właśnie dlatego, że zrobiłeś sobie przerwę od myślenia o nim.

Twoje dzieci cię potrzebują

Choć to ostatni punkt tekstu, jest jednym z najważniejszych. Narzekasz na swoje kontakty z córką? Wyłącz komputer, porozmawiaj z nią. Denerwujesz się, że trzyletni syn biegnie z każdym problemem do mamy, a nie do ciebie? Przypomnij sobie ile razy go do niej odesłałeś, mówiąc: „ Idz do mamusi, tatuś jest zajęty”. W tygodniu każdy jest zajęty swoimi obowiązkami. Weekend to czas by dać dzieciom siebie, wysłuchać ich uważnie, zachwycić się i zmartwić jednocześnie tym, jak szybko rosną.

Warto zacząć od nowa, zmienić coś dla siebie i dla najbliższych. Nie obiecujcie dzieciom, że pójdziecie z nimi na rower. Żonom, że obejrzycie ten film, co czeka nagrany już drugi miesiąc. Po prostu przewartościujcie swoje życie, a potrzeba bycia dla innych, uważnej obecności stanie się czymś naturalnym. To tylko dwa dni w tygodniu. Wykorzystajcie je dobrze.


„Ja o krzywdzie i wybaczaniu wiem dużo. Molestował mnie ojciec, dziś jestem blisko niego”

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
27 lutego 2016
Fot. iStock/kieferpix
 

„Jak ja mam żyć?”, jęczy przyjaciółka. Jęczy, bo pół roku temu rzucił ją narzeczony. Miesiąc przed ślubem. Nie wiem, co mam jej powiedzieć – powiedziałam już tyle. Że będzie dobrze (to powiedziałam ciepło), że na draniu świat się kończy (ciepło wciąż), że wezmę ją do Włoch (ciepło). Że ma się wziąć w garść ( mocno). A ona nie i nie. 

Najpierw spędzała wieczory na oglądaniu wspólnych zdjęć, śledzeniu jego i nowej dziewczyny na Facebooku. Teraz z kolei snuje plany o zemście. „Dziewczyno, weź się w garść. Dlaczego nie możesz mu po prostu wybaczyć i mieć tego gdzieś? Dla siebie, bo przecież nie dla niego. Jego to już guzik obchodzi”.

Spojrzała na mnie jak na wariata. „Ciebie nikt nie porzucił” – rzuciła. Haahahaha– zaśmiałam się. Nie, mnie tylko molestował ojciec.

Dziesięć lat temu nie mówiłabym ci o tym wcale

Dziewczyna, która czuła na sobie ręce ojca– nienawidzi siebie. Nienawidzi swojego ciała. Gdy dorasta staje się maniaczką seksu, który traktuje przedmiotowo albo jest zamrożoną księżniczką. Nie czuje.

Pięć lat temu opowiedziałabym ci tę historię ze szczegółami

Wbiłabyś ręce w ten fotel, popłakałabyś się, a ja, ja bym wciąż nie czuła. Chociaż już chodziłam na terapię, byłam wśród kobiet, które przeżywały podobne rzeczy i wiedziałam, że kobiet molestowanych nie jest tak mało: ojcowie, ojczymowie, koledzy mamy, wychowawcy na kolonii.

Trzy lata temu mówiłabym ci, że go nienawidzę

Że jest złem wcielonym, diabłem, który zniszczył mi życie, nauczył się bać i nienawidzić. Opowiedziałabym, jak mówił: Kochanieeee, kąpiel. Jak chowałam się w szafie. Albo pod kołdrą. Ale zawsze mnie znajdował. Szczegóły wciąż by cię szokowały, ale ja bym już płakała razem z tobą. Wzajemnie byśmy się wspierały w tym jaką jestem ofiarą. Jaka biedna.

Dziś ci mówię: przeszłości nie zmienisz

Możesz być tą ofiarą, nurzać się w tym, jak ktoś ci złamał życie: matka, ojciec, babcia, pierwsza miłość, druga miłość, narzeczony, mąż. Ale po kiego to robić? Ja chcę żyć. Cieszyć się kawą, ciastkiem i wakacjami. Jeśli kogoś nienawidzisz, budzisz się z tym i zasypiasz. Złość chadza za tobą, budzi cię w nocy bólem w mostku, zamienia się w lęki, strach, odbiera nadzieję. „Ach, on jest taki zły, ona taka podła”. Człowiek skrzywdzony nie lubi ludzi, boi się ich, widzi w nich same złe rzeczy. Przeżyłam tak ponad dwadzieścia lat. A potem pomyślałam, że już jestem tak zmęczona, że tak mam dość.

Moja droga była długa. Ale wiem, że można wybaczyć wszystko. Były narzeczony to jednak pikuś, choć rozumiem, że człowiek pogrążony w żalu tego nie wie. Ale czemuż to nie można tego byłego narzeczonego puścić, pojechać z przyjaciółką do Włoch, która chce jeszcze za to zapłacić? Nie szkoda życia?

W piątkowy wieczór nie ma w szpitalu za dużo ludzi. Wiesz, chciałabym powiedzieć, że obserwuję ból i cierpienie. To byłoby takie filmowe zakończenie tej historii. Ale nie. Szpital jest elegancki i mało smutny. Salowa z dużą pupą żartuje do ojca: „Co pan tak mało nasikał, no wie pan, to ja zaraz zrobię taki myk i poleci”. „Chłopaki gotowi do obchodu?” – pyta mężczyzn w sali obok. Na oko koło 60– tki. Lekarz i lekarka tacy uważni. Leśna Góra wersja rzeczywista normalnie.

Jest 22.00 i koło każdego łóżka krząta się (siedzi, przysypia) przynajmniej jedna zdrowa osoba. I choć to oddział onkologiczny jest tu inaczej. „To piątek wieczór, lekarze na urlopach, nie ma operacji”, tłumaczy miła salowa. Jedną ręką pisze coś w telefonie. Na miliard procent jakiś facet, bo tak się uśmiecha, tak cieszy. Już wiem, dlaczego jest taka miła, tylko zakochanie może tak nieść drugą osobę, tylko miłość. „No tak” mruczę. Wracam do sali 9. Kiwam się na krześle, przy łóżku ojca, przysypiam, bo nie przywykłam do takiej ciszy, takiej powolności.

„Przepraszam” słyszę

„Przepraszam” – powtarza on. Starszy pan, lat siedemdziesiąt, niegroźny już zupełnie. „Przepraszam, że byłem tak beznadziejnym ojcem”. Słucham?– myślę. Słucham?– pytam. „Przepraszam” – znów słyszę. Czyli nie, nie przesłyszałam się. Poprawiam mu kołdrę. Co mam zresztą odpowiedzieć. Przed chwilą przewracał oczami, że źle posmarowałam chleb. Zawsze przewracał, ale kiedyś przyprawiało mnie o drżenie, potem robiłam o to afery, a teraz po prostu uśmiechnęłam się. Posmaruję ten chleb jak on chce. Tak jest prościej

Pomyślałam też, że przebaczenie jest najprostszą rzeczą na świecie. Bo z każdego zranienia wychodzi milion dobrych rzeczy. I to jest siła człowieka. Ja ból wykorzystuję w pracy, dzięki niemu jestem empatyczna, i bardzo silna. Kiedyś moja przyjaciółka powiedziała mi, że chciałaby, żeby jej mama umarła. Że czasem jej się to śni. Mi też się śniła latami śmierć ojca.

Teraz widzę, jak do torebek obok łóżka spływa jego krew i siki. Słyszę jak puszcza bąki, czuję jego zapach. Zapach starego, zmęczonego człowieka. Mogłabym wyjść, w ogóle nie przychodzić, zostawić go. Ale po co? Czy będę szczęśliwsza, jeśli będę niosła w sobie tę krzywdę?

Gówno prawda

Wolę mu pomóc, a potem wyjść ze szpitala, odetchnąć świeżym powietrzem, wsiąść w samochód, pojechać do domu i przytulić się do męża. I poczuć, że jest mi lekko. Że już budzę się bez ciężaru, piję kawę bez ciężaru, do pracy chodzę bez niego i uprawiam seks. Moje ciało jest już tylko moje i moje życie jest już tylko moje.

Kochana moja przyjaciółko, którą rzucił narzeczony: wyjedź ze mną do Włoch. Proszę. Odpuść. Niech twoje życie będzie tylko twoje. I emocje. Nie mówcie nigdy: „Bo ty nie rozumiesz”.

Ja o krzywdzie i wybaczeniu wiem dużo. Nie mówię, że to jest proste. Ale jeśli zrobisz choć jeden mały krok– obudzisz się z ulgą. Niezależnie od tego, kto i jak cię zranił.

P.S. Bohaterką tej historii jest Aneta, terapeutka. Mężatka, mama dwóch córek. Poznałyśmy się w szpitalu, w którym leży jej ojciec.


Nie mieć już mamy… Tęsknota, której nie da się ukoić. Bo nie ma jej, gdy wybierasz suknię ślubną. Bo są dzieci, które nigdy nie powiedzą do niej babciu

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
26 lutego 2016
Fot. Flickr / eva101 / CC BY

Mówiła: „Na co masz ochotę, laleczko?”. Ciepłe wspomnienie. Na kanapie wtulona w bezpieczne ciało, ten zapach, który koi wszystkie smutki. Wszystko przy niej wydawało się łatwiejsze. A ona miała być na zawsze.

„Córeczko tak bardzo boli, laleczko, tak boli” – to ostatnie co do niej powiedziała, kiedy na noszach wyciągano ją z karetki. Później słyszała tylko trzask elektrowstrząsów i słowa: „Proszę nie zamykać oczu, proszę z nami zostać!”.

Rozpacz

Krzyczała. Choć tego dzisiaj nie pamięta. Krzyczała tak głośno, że w szpitalnych oknach zebrały się tłumy gapiów. Później ktoś jej powiedział: „Nigdy takiego krzyku nie słyszałam, to było przerażające”. Płakała cztery dni w mamy łóżku. Nie zdążyła schować pościeli. Mokra poduszka, kołdra. Kiedy ona wstawała na chwilę, płakał jej brat.

Westchnienie

Dziś jej syn, choć nigdy nie poznał babci, budzi się czasami w nocy i płacze. Mówi: „Mamo, tak tęsknię za babcią”.

Pustka

„Nie wiem, co czułam”.  Dostała zastrzyk uspokajający. I drugi. Tabletki. Trzeba było załatwić wszystkie formalności. Gdy ktoś spytał w co ubrać mamę, wiedziała: spódnica w kwiaty, błękitny żakiet, i bluzka – ta kremowa na grubych ramiączkach. Chciała sama jej zrobić makijaż. Nie pozwolili. „Jesteś jak maszyna, choć to wszystko jest takie ciężkie, tak bardzo trudne…”

Westchnienie

Mamy rzeczy była w stanie uporządkować rok po śmierci. Do dziś w tamtym mieszkaniu nie można znaleźć jej bluzki, sukienki. „Wszystko spaliłam. Nie mogłam rozdać. Nie wyobrażam sobie nawet teraz spotkać na ulicy kogoś, kto byłby ubrany w jej ciuchy”.

Żal

Nie chciała nikogo obwiniać o tę śmierć. „Po mamy pierwszym zawale był we mnie strach, bałam się, że coś może się jej stać. Jakbym czuła”. Błąd lekarzy podobno, którzy za szybko wypisali ją do domu. „Nie mogłam rozmawiać z moim bratem, z jego żoną, która była wtedy w ciąży, czekali na swoje pierwsze dziecko. Długo we mnie tkwiło przekonanie: życie za życie – jedno się rodzi, drugie musi odejść. Ich syna też długo nie mogłam zaakceptować”. Nie umie tego wytłumaczyć. Może zawsze szuka się winnych? Może sensu takiej śmierci. Przecież jej mama niedawno skończyła 50 lat. Czekała na wnuki, kochała dzieci.

Westchnienie

Zawsze uśmiechnięta. Nawet w domu, gdy nie wychodziła, robiła makijaż i miała ułożone włosy. „Jak leżała w trumnie rozcierałam jej cienie na powiekach, bo sama by się nigdy tak nie wymalowała”.

Odpowiedzialność

Miała 25 lat. Ktoś by powiedział: „Po co matka w tym wieku?”, mogłaby mieć już swoją rodzinę, dziecko. Ale to była wyjątkowa więź. Mama ją zawsze uczyła, że najważniejsza jest rozmowa i zaufanie. I że każdy problem da się rozwiązać. I zostawiła ją samą. A ona nagle zdała sobie sprawę, ile rzeczy mama robiła, jak wiele z siebie dawała. „Na co dzień tego nie widzisz, tych rachunków, dokumentów, gdzie kupuje płyn do okien… i o ten ostatni przepis na szarlotkę zapomniałaś zapytać”. Każda z tych rzeczy wbija się w serce. To jak posypywanie rany solą. Wydaje ci się, że już łapiesz równowagę i nagle stoisz w sklepie i nie wiesz, który ser był najlepszy do jej sałatki.

Westchnienie

„Raz tylko mamie powiedziałam coś przykrego. Siedziałyśmy w osobnych pokojach i płakałyśmy. Kiedy słucham koleżanek, które narzekają na swoje matki… nie rozumiem. Moja była najlepsza na świecie, nie ma takiej drugiej…”

Załamanie

Pół roku depresji. Psychotropy. Brat woził ją do psychiatry, bo nie była w stanie sama jeździć samochodem. Wszyscy powtarzali: „Dasz radę, bądź silna, kto jak nie ty”. A ona nie wiedziała, jak żyć bez mamy. Zupełnie. „Dzisiaj myślę, że gdybym była młodsza, nie uniosłabym tego w ogóle”. Nie ma obok ciebie najważniejszej osoby. Nie ma tej, która bratu pokroi kanapki w kosteczkę, a tobie powie rano: „Laleczko ubierz się cieplej, bo zimno dzisiaj strasznie”.

Westchnienie

Nie chodzi na cmentarz z nią rozmawiać, czy popłakać. „To dla mnie zimna płyta. Idę – zaniosę kwiaty, posprzątam, ale to nie jest miejsce, gdzie się z mamą spotykam”.

Czas

To nie jest tak, że czas leczy rany. Mija 11 lat. Nie uporała się z tą stratą, ze śmiercią. Im dłużej, tym bardziej jej brakuje. „Jak mój syn miał trzy dni gorączkę, a ja nie wiedziałam, co robić, dzwoniłam do cioci. Gdy musiałam iść do pracy, szukałam niani”. Z tym sobie nie radzisz, z codziennymi rzeczami, z sosem, który jej zawsze wychodził, a tobie nigdy nie chce się udać. Jedyne, co możesz zrobić, to przyjąć, że jej nie ma. Ale to marna ulga. Gdzieś w powietrzu wiszą niewypowiedziane słowa, które powinny paść. To podziękowanie za to, jaka była. Za to ciasto, które ci ugotowała, gdy miałaś gorszy dzień. Za sukienkę, którą kupiła w tajemnicy przed tatą. Za to, że zwyczajnie była. Bo dzisiaj to jest najważniejsze. Żeby była.

Westchnienie

Przychodzi w snach. Ostatnio ich psa z dzieciństwa wypuściła z domu. „Żeby udało mi się wychować  moje dzieci tak, jak ona nas wychowała”.

„Tak bardzo chciałabym się do niej choć czasami przytulić. Wypłakać. Wyżalić. Ta tęsknota nie mija. Możesz nauczyć się z nią żyć, akceptować. Ale ona zawsze będzie.” To, co zostaje, to właśnie tęsknota, której nie da się ukoić. Bo nie ma jej, gdy wybierasz suknię ślubną. Bo są dzieci, które nigdy nie powiedzą do niej babciu.  Bo nie upiecze tortu na urodziny wnuka, nie weźmie wnuczki na spacer. Nie ma jej w tych ważnych chwilach i tych mniej ważnych. A ty pamiętasz, bo przecież nie można zapomnieć.


Zobacz także

Mówiłeś, że nie pozwolisz mi odejść. Ale ja tobie pozwoliłam

Trening izometryczny

Wypróbuj trening izometryczny, czyli ćwiczenia bez ćwiczeń. Akcja #ŁapENDORFINY, wyzwanie #24

20 ciekawostek, których nie wiedziałaś o swoim ciele