Być jak Robert Lewandowski, a nawet Roberta Lewandowska

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
10 czerwca 2016
Robert Lewandowski,
Fot. Wikimedia / Богдан Заяц/ CC BY SA
 

No nie da się udawać, że nie widzi się rozpoczynających się Mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Ja osobiście za piłką tą nożną nie przepadam. Owszem mam swoich ulubionych (czytaj: najprzystojniejszych) piłkarzy, nawet od młodszego syna na Dzień Mamy dostałam kartę piłkarską ze zdjęciem Sergio Ramosa. Wiem, co to spalony i odróżniam rożny od karnego, ale żeby szał – no niekoniecznie

Za to my raczej sportową rodziną jesteśmy, więc właściwie telewizor, jeśli włączony, krąży zawsze po sportowych kanałach. Wczoraj jednym okiem widzę, jak mój syn ogląda wywiad z Robertem Lewandowskim. Pyta mnie: „Podoba ci się, mama?” (wiadomo :) ). „Nie jest w moim typie, ale myślę, że są kobiety, którym podoba się na pewno” – odpowiadam zgodnie z prawdą. „Chyba sobie włosy obetnę, tak jak Lewy” – rzuca mój ośmiolatek, który częściej niż o karierze piłkarskiej mówi jednak o siatkarskiej i z piłką do siatkówki właściwie śpi, ale jednak ten Lewandowski… Kto nie chciałby nim być.

Dzisiaj usłyszałam, jak ktoś wyraża publicznie opinię, że w tegorocznym EURO dojdziemy do finału. Dlaczego? Bo mamy najlepszą reprezentację od wielu lat – brzmiała odpowiedź. No nie wiem, nie znam się, mam tylko poczucie, że ta najlepszość opiera się przede wszystkim na Lewandowskim. On jest uosobienie sukcesu, jest tym wszystkim, o czym my sami marzymy. I wcale nie chodzi mi już o piłkę nożną, ale w ogóle o nasze życie. Najlepszy polski piłkarz, któremu tak daleko do polskości, że aż strach, że sam może zauważyć, że do naszego społeczeństwa kompletnie nie pasuje.

To dla mnie fenomen. Dlaczego zachwyca nas ktoś, kto jest kompletnym zaprzeczeniem zwrotu „być Polakiem”, jest dla nas ideałem i wzorem, chcielibyśmy, by nasze dzieci poszły w jego ślady, tylko dlatego, że mu się w życiu udało. Ale proszę Państwa, proszę nie zapominać, że Lewandowski nigdy nie dotarłby do miejsca, w którym jest, tylko dlatego, że ma talent i jest Polakiem, czyli stworzonym do wyższych celów. Co to to nie. Lewandowski jest tu, gdzie jest, dlatego, że nie poszedł śladem zdecydowanej większości naszego narodu. Wręcz przeciwnie, zaprzeczył wszystkim mitom, które są nam wbijane do głowy od pokoleń.

Bo być jak Lewandowski, to znaczy:

Mieć talent i ciężko pracować

Bo nam się wydaje, że sam talent wystarczy. Że inni osiągają sukces tylko dlatego, że mają talent, którego nam brakuje. Naprawdę? Wierzycie w to? Można mieć talent i koncertowo go pogrzebać. Talent to nie wszystko, by on mógł jasno zaświecić, i by nie być jednym z wielu talentów, trzeba bardzo ciężko pracować. Trzeba wstawać rano, wyznaczać sobie cele, dążyć do bycia coraz lepszym, do wyciągania tego talentu na coraz wyższe poziomy. Nic samo się nie zrobi. Talent talentem i tylko nim może pozostać. Nie wystarczy czekać, aż ktoś ten talent dostrzeże, talent trzeba umieć użyć, by pokazać światu na co mnie stać.

Nie wierzyć, że sukces sam przyjdzie

Sukces nie jest wynikiem przypadku, nagłym szczęściem. Nie ma na niego wpływu rodzina, w której się ktoś urodził, czy środowisko, w którym się obracał. Można urodzić się w rodzinie, w której wszyscy odnoszą sukces, a samemu nigdy go nawet nie posmakować. Jeśli czekamy, że sukces sam do nas przyjdzie, bo i tak jest dziełem przypadku, to sorry – raczej  nie mamy na niego szans. Myślicie, że taki Lewandowski usiadł w szatni i powiedział sobie: „Dobra, mam talent, wszyscy mi to mówią, to teraz poczekam, aż ktoś będzie mnie chciał i zaproponuje mi kontrakt”?

Pracować nieustannie nad sobą

O Lewandowskim krążą legendy, że mało który piłkarz jest tak zdyscyplinowany, że nieliczni są w stanie tak bardzo pracować nad sobą, nie odpuszczać, robić wszystko (tak, tak łącznie z słuchaniem własnej żony, co powinien jeść), by być lepszym i lepszym. Lewandowski wie, że nie można spocząć na laurach, powiedzieć: tak, strzeliłem pięć bramek w dziewięć minut, przeszedłem tym samym do historii. Pass. Mam dobry kontrakt. Czego mi więcej potrzeba.

Być zdeterminowanym na realizację celów

Krok po kroku. Powoli. To droga do sukcesu. Możemy mieć marzenia, stawiać sobie tę ostatnią poprzeczkę najwyżej, ale musimy mieć świadomość, że do celu nagle nie doskoczymy. Na każdy wielki sukces składają się te najmniejsze, ale najpierw trzeba je zauważać i się z nich cieszyć. Wtedy droga do celu staje się mniej uciążliwa i daje nam więcej przyjemności niż frustracji.

Mieć marzenia

O tak. Bo Robert Lewandowski marzenia miał i ma nadal. Bo te marzenia budzą w nim chęć działania, motywują go do pracy, bo wierzy, że można je zrealizować. To nie są marzenia w stylu „polecę w kosmos”, to te realne, które warto spełniać, by być po prostu szczęśliwszym i spełnionym człowiekiem.

Wierzyć w swoje możliwości

Pewność siebie. To nasz towar deficytowy. A bez pewności siebie trudno osiągnąć sukces, bo zawsze będzie ktoś lepszy, bo nigdy dostatecznie na nic nie zasłużymy, bo może bardziej ktoś inny nadaje się niż my. Bo brak mi kompetencji, umiejętności. Z taki myśleniem, gdzie możemy dojść? Jedynie dotrzeć do linii końcowej boiska, bo nigdy nie odważmy się wejść na murawę. Trzeba umieć rozepchnąć się łokciami i podnieść rękę i powiedzieć: „Ja chcę spróbować, myślę, że się nadaję”.

Kochać siebie i ludzi

Ilu z nas potrafi spojrzeć na siebie w lustrze i powiedzieć: „Hej, jesteś świetny/świetna”. I być o tym przekonanym. Akceptować siebie ze swoimi słabościami, nie deprymować swoich osiągnięć, nie mówić, że są dziełem przypadku. Po prostu kochać siebie i tym samym kochać innych ludzi. Lubić ich, lubić robić coś dla innych. Nawet jeśli działa się w jakimś wąskim obszarze, to jednak zawsze obok siebie mamy drugiego człowieka, do którego potrafimy uśmiechnąć się szeroko.

Te wszystkie rzeczy ma Lewandowski, ale nie tylko on. Ma każdy kto osiągnął sukces, kto mówi o sobie, że dzisiaj jest szczęśliwym człowiekiem, mając jednocześnie świadomość, ile jeszcze przed nim.

P.S. Jestem jednak w tej sceptycznej grupie kibiców, nie dlatego, że wątpię w talent i umiejętności Lewandowskiego, ale chyba właśnie dlatego, że tak bardzo w nie wierzę. Mój syn chce fryzurę jak Lewy, mam nadzieję, że będzie wyciągał podobne do niego lekcje w dążeniu do celu i do szczęścia.


Żeby życie kochać jeszcze bardziej! Podsumowanie akcji „Kocham podróże, kocham swobodę”

Redakcja
Redakcja
10 czerwca 2016
Fot. iStock / wundervisuals
Fot. iStock / wundervisuals
 

Słońce, lato i ten luz. Jak nie kochać wyczekanych wakacji? Tej wolności, swobody i świeżego zapachu przygody. Czasem ten zapach luzu przybiera postać leśnych jagód, czasem nagrzanych od słońca kamieni na plaży, a innym razem holenderskich tulipanów. Najpiękniejsza jest jego zmienność. I ta swoboda. 

Przez dwa tygodnie podróżowaliśmy razem z Novasol bez ograniczeń, bez granic i tych wszystkich sztucznych zasad. Po to, by zobaczyć, że Włochy na ścieżce winnicy smakują zupełnie inaczej niż te na zatłoczonym przez turystów rzymskim placu. Że Skandynawia z rowerem, grillem na tarasie i tym niekończącym się czasem dla siebie (na siebie nawzajem) niczym nie przypomina objazdowego touru po fiordach podczas 50-cio osobowej wycieczki. I że Hiszpania, Bułgaria czy Chorwacja na plaży się nie kończy lecz zaczyna.

Dom z basenem

Fot. Materiały prasowe

Pokazaliśmy wam, że tak wiele wakacyjnych „trudności”, „ograniczeń” – może ot tak zniknąć. Że wakacje z całą rodziną i psem – są w zasięgu ręki. Aktywnie lub leniwie. Ale zawsze swobodnie, jak u siebie. Bo każdy minus zorganizowanych wakacji – można odczarować, na swoim. W domku, mieszkaniu czy apartamencie. Tak jak lubisz, gdzie chcesz. Możesz sobie na to pozwolić.

Wierzymy, że razem z Novasol – udało nam się was przekonać, że chcieć – to móc. Spełniajcie swoje marzenia, również te wakacyjne. Bo wynajęcie takiego domku czy mieszkania, często przybliża nas do wymarzonych wakacji nie o krok, ale o wiele więcej!

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

A teraz pora na część najmilszą :). Choć uwierzcie, strasznie trudno było nam podjąć decyzję :)

Dzięki Novasol najfajniejszy komentarz – ten, który nas w sobie rozkochał do szaleństwa, zostanie nagrodzony voucherem na wynajem domku z oferty o wartości 2.000 zł! To właśnie ich filozofia i ogromna baza indywidualnych domów wakacyjnych pozwoli na wakacyjną wolność, aż w w 27 krajach.

A nagroda wędruję do….

Mat. prasowe

Mat. prasowe

… Pani Arlety Joanny Jędrzejczak ♥

Pani Arleto, skradła Pani  nasze serca – wierzymy, że w niejednym oku zakręci się łza radości. Będzie nam bardzo miło, jeśli podzieli się z nami Pani zdjęciem z podróży. Szerokiej drogi dla rodziców! Dobro zawsze wraca :).

Prosimy o kontakt mailowy w celu odbioru nagród w ciągu 7 dni od daty ogłoszenia wyników, tj do dn.: 17.06.2016 roku na adres e-mail: kontakt@ohme.pl. Otrzymanie danych potwierdzamy w odpowiedzi zwrotnej.

Prosimy o dołączenie w treści wiadomości poniższego oświadczenia:
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

Zobaczcie koniecznie, jak spełnić swoje wakacyjne marzenia dzięki swobodzie – wynajmując własny domek lub mieszkanie w swoim małym raju. Spontaniczny i nieskrępowany wakacyjny odpoczynek? Sprawdź, jakie to proste!

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

 


8 plasterków na złamane serce

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
10 czerwca 2016
8 plasterków na złamane serce
Fot. iStock / Martin Dimitrov

To nie są sztywne zasady. To nie jest recepta na ból i smutek. Ale po każdym nie tylko uczuciowym upadku potrzebujemy: czasu, siebie, innych i wiary w przyszłość. Bo żeby móc iść dalej, czasem trzeba po prostu na chwilę przysiąść na krawężniku i złapać głęboki oddech.

A jak pokleić roztrzaskane serce? Na szczęście ono samo dobrze się zagoi, jeśli mu odrobinę pomożemy – i przede wszystkim – nie będziemy przeszkadzać!

8 plasterków na złamane serce

♥ Plasterek 1. Wyj do księżyca

Nie wzbraniaj się od intensywnego przezywania swoich emocji. Nie udawaj skały – na pewno nie przed sobą. To ci nie pomoże (może zadziałać na chwilę, na moment, ale nie na całe życie). Masz ochotę płakać, wyć, krzyczeć – zrób to. Poczujesz ulgę.

Pozwól sobie za swoje własne emocje. Nie pozwalaj sobie tylko nad tym, żeby uwięzione przejęły nad tobą kontrolę.

Plasterek 2.  „Olej” innych. Weź urlop od ludzi

Nie masz ochoty na siłę uśmiechać się, kiwać głową i przyjmować poklepywania po ramieniu zatroskanych koleżanek. I co z tego, że ciągle wiszą ci nad głową z dobrą radą: „wyjdziesz i zobaczysz, że poczujesz się lepiej”. To nie zawsze prawda. Szczególnie w pierwszym okresie po rozstaniu, to całkiem naturalne, że masz ochotę pobyć sam na sam ze sobą. Nie musieć udawać, trzymać się, wymagać od siebie ciągle czegoś.

Weź urlop od ludzi. To wcale nie oznacza, że musisz zaszyć się w swoim M i wypłakiwać oczy. Spędź ten czas w gronie najbliższych, którzy nie będą każdego spotkania rozpoczynali od pytania: „i jak się trzymasz?”.

♥ Plasterek 3. Posłuchaj rzewnej muzyki lub obejrzyj film „do płakania”

To dobry towarzysz dla wszystkich ze świeżo złamanym sercem. Zamiast próbować na siłę przeistoczyć się w optymistę roku, znajdź sobie swojego kompana w smutku. Czasem po wysłuchaniu swojej piosenki do płakania i jednej paczce zużytych chusteczek, naturalnie masz ochotę powiedzieć: już wystarczy, a teraz się pośmieję. Takie doświadczenie może krótkotrwale wzmocnić ból i ukłucie  w sercu, ale według dr Jean Kim – to też sposób na to by swój smutek i żal znormalizować.

♥ Plasterek 4. Wybieraj towarzystwo osób, które cię wspierają

Nie pakuj przysłowiowego kija  w mrowisko. Korzystaj ze wsparcia swoich bliskich: rodziny i przyjaciół, ALE… pamiętaj, że i oni mają swoje życie, próg wytrzymałości lub czasem zwyczajnie mimo chęci, nie wiedzą, jak mogą ci pomóc. Jeżeli rozstanie mocno pokiereszowało twoje serce i umysł – nie wzbraniaj się przed spotkaniem z psychologiem czy grupą wsparcia. Warto czasem zajrzeć choć ten jeden raz. Bywa, że dużo łatwiej jest otworzyć się przed kimś zupełnie obcym.

♥  Plasterek 5.  Śpij, jedz, ćwicz

Długotrwały smutek łatwo może odebrać nam kontrolę nad życiem. A stąd już tylko krok do depresji. Wyznaczeni sobie rytmu dnia, zadbanie o swoje ciało bardzo pomoże ci wrócić do tzw. „normalności”. Dbaj o swój wypoczynek, odżywiaj się z większą dbałością, zapisz się na taniec, jogę, basen – cokolwiek zechcesz. Prawdopodobnie, po rozstaniu nie masz za bardzo ochoty na nagłe rozbudowywanie życia towarzyskiego – więc popracuj przez chwilę nad zupełnie innymi obszarami. Oprócz oczywistych korzyści, pomogą ci zająć naturalnie twoją głowę.

PS: Ćwicząc dodatkowo wyładujesz się fizycznie – zobaczysz, że to bardzo pomaga uwolnić swój gniew czy żal.

Plasterek 6. Bądź dla siebie dobra

Jeśli ktoś z twoich bliskich przezywa trudne chwile, opieka nad nim wydaje ci się oczywista. Intuicyjnie ją roztaczasz, pomagasz, jesteś – więc dlaczego nie miałabyś tego zrobić sama dla siebie. Dopieść się, bądź dla siebie wyjątkowo dobra i wyrozumiała.

♥ Plasterek 7. Poznaj nowych, innych ludzi (a z nimi nowy, inny świat)

Tylko wtedy, gdy poczujesz się gotowa. Nic na siłę. Jeśli jesteś w stanie funkcjonować w zwykłej rzeczywistości – wychodzisz z domu, wracasz do zwykłego rytmu życia – to plasterek podwójny. Poznawanie nowych osób po pierwsze pomaga załatać dziurkę po utracie wspólnych znajomych z eks-związku, po drugie pokazuje ci często, jak wiele dobrego i różnorodnego na ciebie jeszcze w życiu czeka. Możesz być zachłanna! Pozwól sobie na życie na nowo – wcale nie musisz cierpieć tylko dlatego, że tak by wypadło…

♥ Plasterek 8. Postaw granice i uważaj na bumerangi

To chyba najtrudniejszy etap podróży, czyli nieśmiertelne pytanie wewnętrzne „a co, jak go spotkam?!”. Zazwyczaj pierwsze nawet odległe minięcie się na ulicy kończy się łzami i kolejnym atakiem przytłaczającego smutku. To normalne. Ważne, żeby postawić swoje granice – szczególnie jeśli po rozpadzie związku nadal musicie się widywać, spotykać (w pracy lub macie dzieci). Nie trzeba po rozstaniu zrywać kontaktu, odcinać się całkowicie – często to niemożliwe, ale nawet krótkie ograniczenie tych spotkań pomoże ci przepracować pierwszy etap „utraty”, podgoić rany na tyle, by przy spotkaniu ze swoim eks móc nie uciekać z nowymi ranami.

Jest jeszcze jedna dobra wiadomość. Choć przez jakiś czas możesz nie chcieć w to uwierzyć – po każdej ulewie w końcu wychodzi słońce. Rozstanie jest jak każda utrata w życiu trudnym doświadczeniem, ale wcale nie oznacza końca wszystkiego. Trzeba sobie pozwolić na swoje uczucia, nie zapomnieć w tym wszystkim o sobie samej – i po prostu „nie musieć”.

 


Na podstawie: psychologytoday.com


Zobacz także

Fot. iStock /  Mattis Kaminer

zaWODY dla AFRYKI – UNICEF Polska zaprasza placówki edukacyjne do nowej akcji

Lubisz własnoręcznie wykonane ozdoby, ale nie masz na to czasu? Zobacz jak zrobić choinkę z gazety

Jak zrobić choinkę z gazety – krok po kroku. Ozdoba last minute

pixebay.com/greyerbaby

Idzie rak? To nie rak?