A właśnie, że tak! #StaćMnieNaSukces – dlaczego kobiety wątpią w swoje prawo do sukcesu?

Redakcja
Redakcja
10 listopada 2017
Fot. iStock / Xsandra
Fot. iStock / Xsandra
 

­– To będzie początek rewolucji. Rewolucji w kobiecych głowach – zapowiada Olga Kozierowska, inicjatorka projektu. Ruszyła ogólnopolska  kampania  społeczna pod hasłem #StaćMnieNaSukces. Jej organizatorem jest Fundacja Sukcesu Pisanego Szminką, a jej głównym celem uświadomienie kobietom,  że nazbyt często ulegają stereotypom, które ograniczają je w drodze do samorealizacji. W przedsięwzięcie zaangażowały się do tej pory, m.in.: Dorota Wellman, Grażyna Torbicka, Karolina Szostak, Małgorzata Marczewska, Agata Młynarska, Tatiana Mindewicz-Puacz, Magdalena Rigamonti, Paulina Smaszcz–Kurzajewska, Beata Tadla, Omenaa Mensah, Gabi Drzewiecka, Olga Kwiecińska i wiele, wiele innych kobiet. A to dopiero początek.

Tak myślą Polki

Co drugą kobietę ogranicza brak pewności siebie. – Co, jeśli nie wyjdzie? – Kto zajmie się domem? – Nie nadaję się. Te codzienne „szepty w głowie“ powstrzymują kobiety przed  podejmowaniem ambitnych zadań. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Z badania przeprowadzonego przez Fundację Sukcesu Pisanego Szminką na próbie 700 Polek wynika, że: ponad połowa kobiet (56%) przyznaje się do wyrzutów  sumienia, kiedy chce zostać w pracy kosztem czasu z rodziną, 70% kobiet rezygnuje z czasu tylko dla siebie, bo uważa, że rodzina jest ważniejsza i tylko niespełna 8% kobiet odczuwa pełen komfort podczas realizacji swoich pasji. Uleganie presji stereotypów jest głównym powodem odbierania sobie prawa do sukcesu przez kobiety. Czas wreszcie obudzić te dziewczyny, które żyją w poczuciu winy i  podporządkowywaniu swojego życia innym – apeluje Iwona Guzowska, wielkokrotna mistrzyni świata w kickboxingu.

Zmiana zaczyna się w głowie

– Tą kampanią chcemy zachęcić kobiety do tego, by zmierzyły się z własnym, krytycznym „szeptem w głowie”, z negatywnymi przekonaniami, które nas stopują, wywołują poczucie winy, stereotypami, których znaczenie często same wzmacniamy. To kampania anty- ograniczającym myślom – tłumaczy Olga Kozierowska. I dodaje – Chcemy pokazać kobietom, że mogą mówić bez wyrzutów sumienia „Tak, osiągnęłam sukces.”.  Dlatego kampania rusza 7 listopada symbolicznie w dniu, który oficjalnie został ogłoszony ogólnopolskim Dniem Sukcesu oraz w miesiącu, w którym odbywa się Światowy Tydzień Przedsiębiorczości. Każda kobieta potrzebuje sukcesu, ale każda z nas trochę inaczej ten sukces rozumie. (…) Skupmy się na tym, co daje nam szczęście, satysfakcję, co nas rozwija i inspiruje. Mam nadzieję, że ta kampania dla wielu kobiet stanie się właśnie taką inspiracją do ważnych zmian – podsumowuje dziennikarka, Beata Tadla.

infografika_v2

Zmiana zaczyna się w głowie. Im większe jest nasze poczucie własnej wartości, tym jesteśmy silniejsze nie tylko w odnoszeniu sukcesów, ale także w radzenie sobie z błędami – podkreśla z kolei trenerka rozwoju osobistego, Tatiana Mindewicz-Puacz.

Jak pokonać negatywne przekonania i nawyki?

W ramach kampanii społecznej Fundacja Sukcesu Pisanego Szminką będzie realizowała szeroko zakrojone działania edukacyjne. Głównym ich celem jest umacnianie pewności siebie oraz uświadamianie kobietom, że wystarczy zmiana sposobu myślenia, aby pozbyć się ograniczeń i zacząć działać. Już teraz można zapisywać się na bezpłatne kursy on-line, m.in. „Jak pokonać pułapki nawyków” Małgorzaty Marczewskiej. Wszystkie kursy oraz informacje o bezpłatnych warsztatach i konferencjach dostępne są na platformie www.sukcestoja.pl

Czy kampania #StaćMnieNaSukces jest potrzebna kobietom?

Czasem trudno znaleźć w sobie siłę do działania (…). Mam nadzieję, że ta kampania doda kobietom siły, odwagi i będzie tym wsparciem, ktrórego potrzebują –  stwierdza dziennikarka muzyczna, Gabi Drzewiecka. Kampanię społeczną #StaćMnieNaSukces promuje spot, w którego nagranie zaangażowało się ponad 40 kobiet należących do społeczności Sukcesu Pisanego Szminką:

Siła i znaczenie tego typu akcji są nie do przecenienia. Dzięki nim kobiety mogą realnie zmienić swoje życie, przede wszystkim uwierzyć, że to one same, a nie ich przeszłość, czy warunki zewnętrzne mają wpływ na podejmowane decyzje – konkluduje Tatiana Mindewicz-Puacz.

A co na to mężczyźni?

– #StaćMnieNaSukces to nie żadna nowa, „słitaśna” kampania albo żebranie o litość. To są fakty. Powstrzymanie tego trendu przypomina wychodzenie na tory i próbę zatrzymania pociągu. Ten pociąg nie tylko się nie zatrzyma, ale pojedzie na pewno o wiele dalej – komentuje mentor i coach, Miłosz Brzeziński.

#StacMnieNaSukces_Tatiana Mindewicz-Puacz_AKPA_8418 #StacMnieNaSukces_Gabi Drzewiecka_AKPA_8135 #StacMnieNaSukces_ Olga Kozierowska, Karolina Szostak_AKPA_8303 #StacMnieNaSukces_Paulina Koziejowska_AKPA_8049 #StacMnieNaSukces_Olga Kozierowska_AKPA_8447 #StacMnieNaSukces_Karolina Szostak_AKPA_8320

ORGANIZATOR KAMPANII

Organizatorem kampanii społecznej #StaćMnieNaSukces jest Fundacja Sukcesu Pisanego Szminką – największa społeczność kobiet przedsiębiorczych w Polsce. Jej misją jest kompleksowe wspieranie kobiet, dostarczanie im fachowej wiedzy niezbędnej do rozwoju osobistego i zawodowego oraz motywowanie ich do podejmowania odważnych działań i spełniania marzeń. Więcej informacji znajduje się na stronie: www.sukcestoja.pl oraz www.sukcespisanyszminka.pl

KAMPANIA SPOŁECZNA POWSTAŁA PRZY WSPARCIU

Fundacja Coca-Cola w Atlancie (The Coca-Cola Foundation) jest globalnym filantropijnym oddziałem The Coca-Cola Company. Od momentu powstania w 1984 r. Fundacja przyznała ponad 820 mln dolarów dotacji na wsparcie inicjatywy na rzecz społeczności i zrównoważonego rozwoju na całym świecie. Więcej na temat Fundacji: http://www.coca-colacompany.com/our-company/the-coca-cola-foundation.

Partner kampanii: La Millou

Patroni medialni: chillizet, polki.pl, Uroda życia, Dziennik Zachodni, Przyjaciółka, be active, All ABOUT Life, AKPA.


Fot. Materiały prasowe

 


Skąd masz wiedzieć, że to nie jest prawdziwa miłość. Kiedy nie ma chemii

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
11 listopada 2017
Fot. iStock / AleksandarNakic
Fot. iStock / AleksandarNakic
 

Całkiem niedawno spotkałeś pewną wyjątkową osobę. Spotykacie się, jest dobrze. Jednak coś w głębi serca podpowiada ci, że to „nie to”, zaczynasz mieć wątpliwości. Dlaczego? Przecież ona/on jest wspaniała/wspaniały. To ktoś, na kim można polegać, zabawny, mądry… Nie wiesz skąd to niepokojące uczucie, ale może po prostu nie spotkałeś jeszcze prawdziwej miłości?…

Bo on „nie czyta w  twoich myślach”

Nie, nie tak jak Mel Gibson w filmie „Czego pragną kobiety”, cuda się nie zdarzają. Jednak między ludźmi, których relacja jest wyjątkowa istnieje rodzaj więzi, która sprawia, że nasze myśli kierują się w tę samą stronę. Niemal namacalne staje się to, co niematerialne. Ale prawda jest również taka, że w wielu wypadkach taka więź przychodzi z czasem. Więc, nie spiesz się z decyzjami.

Bo brak jest między wami „chemii”

Zauroczenie może trwać maksymalnie dwa lata. Potem, w związek trzeba włożyć wysiłek, trzeba chcieć nad nim pracować, żeby przetrwał. Ale jeśli brak między wami „przyciągania”, nie ma na czym dalej budować, relacja stanie się martwa.

Bo nie słyszysz, że jesteś kimś wyjątkowym

Jeśli twój partner nie przypomina ci, że jesteś ważną osobą w jego życiu, jeśli ty nie czujesz, nie chcesz tego samego powiedzieć jemu, musisz zadać sobie pytanie, dlaczego tak się dzieje. Lepiej teraz niż za kilka lat.

Bo czujesz się oceniania przez partnera

Wielu z nas wierzy, że miłość znos wiele, poświęca się, toleruje lub cierpi w ciszy.  Myślimy, że nasze zaangażowanie jest dowodem naszej miłości. To nie jest miłość. Miłością jest zrozumienie, widzenie, słyszenie i akceptowanie kogoś takim, jakim jest.

Bo on jest „nieobecny”

Prawdziwa miłość jest przy tobie na dobre i na złe. Możesz na nią liczyć w trudnych momentach i nie musisz się zastanawiać „gdzie on się u licha podziewa, teraz gdy potrzeba mi wsparcia”.

Bo nie czujesz, że musisz mieć z nim kontakt

Jeśli kochasz prawdziwie, chcesz dzielić się z ukochaną osobą wszystkim, co tylko wpadnie ci do głowy i to jak najszybciej. Łapiesz się na tym, że wolisz zadzwonić do przyjaciół?

Bo czujesz, że musisz się przed wszystkimi usprawiedliwiać

Prawdziwa miłość sprawia, że wszystko jest proste i naturalne. Kiedy musisz uspokajać swoich bliskich, że jesteś z właściwą osobą, to znaczy, że sama tego nie czujesz.

Bo nie czujesz się do końca swobodnie w jego obecności

I nie odczuwasz radości, gdy go widzisz. To już pewny znak, że należy zakończyć tę znajomość, a przynajmniej zmienić jej status na „znajomi”.

Bo brak ci poczucia bezpieczeństwa

Pierwsze słowa, które przychodzą ci teraz na myśl, to: „na krawędzi”. Boisz się, co on sobie pomyśli? Kiedy miłość jest prawdziwa i dobra, rozmawiasz ze swoim partnerem szczerze, oboje szanujecie swoje punkty widzenia.


Każdy potrzebuje bliskości, czasem tak bardzo, że zapomina o dobru dziecka. Samotna matka i Pan Konkubent

Listy do redakcji
Listy do redakcji
10 listopada 2017
Fot. iStock / Anetlanda
Fot. iStock / Anetlanda
 

Niedawno minęły trzy lata od mojego rozwodu. Od roku jestem w stałym związku. Tzn. byłam w nim jeszcze w zeszłym tygodniu. A może będę w nim od nowa. Nie wiem. To niewykluczone, bo z reguły tańczę tak, jak mi zagra. Kiedy zaczęłam samotnie wychowywać dziecko, tylko ono się dla mnie liczyło. Przez dwa lata wszystko robiłam z myślą o nim. W dniu, w którym wyprowadziliśmy się z domu, obiecałam, że zrobię wszystko, żeby zapewnić mu spokój i bezpieczeństwo. Nie podołałam. Zrobiłam to samo, co wszystkie inne, samotne i porzucone kobiety. Sprowadziłam do domu Pana Konkubenta.

Bardzo dobrze pamiętam czasy, kiedy siedziałam w salonie na kanapie i beztrosko oglądałam telewizję. Gdy w wiadomościach mówili o dzieciach, skatowanych przez konkubenta matki, albo o matkach, które porzucały swoje dzieci dla gachów, nóż otwierał mi się w kieszeni.  Nie potrafiłam uwierzyć, jak można być tak zaślepioną? Jak można związać się z kimś, kto stosuje przemoc fizyczną i psychiczną? Jak można poddawać w wątpliwość słowa swojego dziecka? Jak można nie reagować, gdy dzieje mu się krzywda? Jak można być głuchym, kiedy dziecko powtarza „nie chcę, żeby ten pan z nami mieszkał, nie lubię go”? Jak można nie zauważyć lub co gorsze, przymykać oko na jakiekolwiek niepokojące sygnały? Dobrze wiedziałam, co ja bym z taką matką zrobiła…

Tak, to wszystko nie mieściło mi się w głowie, gdy spokojnie siedziałam na mojej wypasionej kanapie i czekałam, aż mąż wróci z zakupami. Oburzenie zawsze jeszcze chwilę mnie trzymało, potem wracałam do swoich zajęć. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że za rok moje małżeństwo legnie w gruzach, on odejdzie do kochanki, a mi pozostanie z dzieckiem u boku, zaczynać wszystko od nowa.

Dziecko priorytetem

Jak zaczyna się od nowa? Najpierw robisz wszystko na autopilocie. Nie zastanawiasz się nad tym, co będzie za rok czy dwa. Próbujesz przetrwać konkretny dzień, daną godzinę, wyjść z aktualnej opresji, którą może być zmiana pracy, wynajęcie mieszkania, choroba dziecka, brak środków na koncie. Przyświeca ci jedna myśl – musisz być silna dla tego dzieciaka. Masz dla kogo żyć. Musisz wziąć się w garść. Jego życie jest w twoich rękach. I działasz – dziecko priorytetem.

Płaczesz, oczywiście, że płaczesz. Ryczysz po nocach, żeby dziecko nie widziało.

A potem, gdy jako-tako uda ci się już zapanować nad życiem i wszystko JAKOŚ się toczy i JAKOŚ funkcjonuje, zaczynasz myśleć o sobie. Albo inaczej. W końcu dopada cię potworna samotność. Taka namacalna. Nagle widzisz, że tych wszystkich ludzi, którzy mieli być przyjaciółmi, już wokół nie ma. Bo byłaś nie do wytrzymania, bo odrzucałaś pomoc, bo skupiłaś się na pracy, bo, bo, bo…

Nie, od autopilota do pustki nie dociera się w tydzień czy pół roku. U mnie ten stan pojawił się po niespełna dwóch latach. Dwóch latach codziennego bycia matką, ojcem i jedynym żywicielem rodziny. Ja i dziecko – to moja dwuosobowa rodzina. Jesteśmy zdrowi. Czego mi więcej do szczęścia potrzeba?

Niech mnie ktoś pokocha

Potrzeby, które wcześniej gdzieś tłamsiłam, w końcu zaczęły dawać o sobie znać. Miałam 29 lat i chciałam wieczorami zasypiać w łóżku z facetem, a nie przysypiać w ubraniu na maleńkim łóżku podczas lulania dziecka. Chciałam być adorowana, chciałam chodzić na randki, chciałam uprawiać seks. Chciałam, żeby ktoś zrobił mi rano kawę, bo od dwóch lat nikt tej pierdoły dla mnie nie zrobił. Żeby ktoś czekał na mnie w domu i wziął z ręki ciężkie zakupy. Tak, chciałam mieć przy boku partnera.

Problem w tym, że byłam samotną matką, a to oznacza, że mój potencjalny partner zostanie opiekunem mojego dziecka. To wszystko zmienia. Bo już nie chodzi tylko o to, żeby ten adorator mi się podobał. On musiał też podobać się mojemu dziecku i co więcej, adorator powinien też lubić i szanować moje dziecko.

Pytanie brzmi – jakie kryteria przyjąć? Kogo skreślać z góry? Czy być z kimś, bo go pokochałam i mi się podoba? Czy być z tym, który podoba się mojemu dziecku?

Odpowiedź była dla mnie jasna – dziecko na pierwszym miejscu. Naoglądałam się przecież tych strasznych historii o konkubentach w telewizji. Mądra to ja jednak byłam tylko w teorii. Proszę wybaczyć język, ale nawet się nie zorientowałam, kiedy sperma mi oczy zalała.

Pan Konkubent

Poznaliśmy się przez wspólnych znajomych. On po rozwodzie, ma jedno swoje dziecko. Z dobrą posadą, własnym mieszkaniem. Przystojny, szarmancki i niesamowicie męski. No i z cholernie trudnym charakterem – zapomniałabym.

Zakochałam się jak nastolatka od pierwszego wejrzenia. Seks boski. Motyle w brzuchu. Poznawanie siebie. Cudowny czas. Dopiero po dwóch miesiącach przedstawiłam go dziecku. Nie zaiskrzyło od początku. Przede wszystkim dlatego, że samotnym wychowywaniem wyrządziłam nam oboju potworną krzywdę. Przyzwyczaiło się, że ma mnie tylko dla siebie. Że jestem tylko ja i ono. Nikogo więcej nie powinno w naszym życiu być.

Gdy tylko Pan Konkubent przekraczał próg, w moje dziecko wstępował szatan. Było nieposłuszne, pyskowało i wciąż pytało: „Kiedy on sobie pójdzie?”. To był moment, w którym powinnam pójść do psychologa po pomoc. Zamiast tego postanowiłam jednak zaufać mojemu partnerowi, który „swoje dziecko już odchował i wie, jak z dzieciakami trzeba postępować”.

Przyznaję, rozwydrzył się przy mnie bardzo. Brakowało mu męskiego wzorca. Szybko więc zrzuciłam na Pana Konkubenta rolę złego policjanta. Bywały momenty, gdy widziałam pozytywne skutki. Ale bywały też chwile, kiedy chciałam zareagować, bo nie taki jest mój model wychowawczy. Parę razy przeszło mi przez myśl, czy to nie są aby te momenty, które z boku ocenia się słowami „co z niej  za matka? dlaczego nie interweniuje?”.

Nigdy krzywdy mu nie zrobił

Bywało lepiej i gorzej. Kiedy już wydawało mi się, że zaczęli się dogadywać, znowu coś się zadziało. Znowu słyszałam, że mam niewychowanego bachora, a z drugiej strony prośby, żeby wujek się nie pojawiał.  Żeby była jasność – nigdy krzywdy mu nie zrobił. Nigdy też nie zostawiłam ich samych razem. Ale zauważyłam np. że zmienia się moje podejście do dziecka, gdy Pan Konkubent jest obok. Nie pozwalałam na to, na co normalnie pozwalam. Więcej karciłam, mniej tuliłam. A związek? Było wspaniale, gdy byliśmy we dwoje. Czułam tę miłość i nadal czuję. Łudzę się, że to uczucie pomoże nam przetrwać i wypracować wspólny front. Że może faktycznie trochę błędów wychowawczych popełniłam i teraz czas otworzyć oczy. Zaufać temu facetowi. Przecież nie chce źle dla mnie. Skoro kocha mnie, to musi przecież chociaż lubić moje dziecko.

W zeszłym tygodniu Pan Konkubent trzasnął drzwiami i wyszedł. Teraz nie odbiera telefonów. Pokłóciliśmy się o bzdurę. Stanęłam po stronie syna, gdy znów go strofował. Powiedział mi, że podważam jego autorytet, a on sobie na to nie może pozwolić. Że w rodzinie rządzą dorośli, a nie dzieci. I że jak będę zawsze dzieciaka stawiać na pierwszym miejscu, to z żadnych facetem nie uda mi się zbudować związku. Że oni będą ode mnie uciekali. Myślę, że może mieć rację.

Paraliżujący strach

Wczoraj przed snem dziecko zapytało mnie, czy wujek jeszcze nas odwiedzi. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że nie wiem. Nie wiem, czy ja tego chce. Nie wiem, czy Pan Konkubent się nie rozmyślił. Nie wiem, czy dam radę. Tęsknię. Znów czuję się samotna i porzucona. Momentami dociera do mnie, że takie rozstanie wyjdzie nam tylko na dobre. Bo skąd mogę wiedzieć, jakim człowiekiem okazałby się w przyszłości. Czy nie skończyłoby się tak, jak w wiadomościach? Znaliśmy się przecież tylko rok, a ja dostałam tak wiele znaków ostrzegawczych.

A może to kwestia dotarcia się? Lepszego poznania? Może faktycznie moje dziecko wymaga terapii u psychologa? Może dałam sobie wejść na głowę?

Nie chcę być sama. Paraliżuje mnie myśl o samotności.

Czuję, że robię źle.

Ale wciąż zerkam na telefon.


Zobacz także

Fot. Flickr /

Im więcej masz na głowie, tym lepiej się organizujesz… Czy stres może być motywujący?

To ona sprawi, że TEN DZIEŃ będzie niezapomniany. Zawód - wedding plannerka, czyli wszystko, co chcielibyście wiedzieć o organizatorkach ślubów

To ona sprawi, że TEN DZIEŃ będzie niezapomniany. Zawód – wedding plannerka, czyli wszystko, co chcielibyście wiedzieć o organizatorkach ślubów

Fot. iStock / gpointstudio

Dołącz do zespołu sprzedaży naszego portalu!