7 kroków, by stać się efektywną. To bardzo proste!

Karolina Cwalina
Karolina Cwalina
23 października 2015
 

E–fek–tywna. To piękne słowo o ważnym znaczeniu. Co robić, aby móc powiedzieć: „Tak, jestem taka efektywna, przez co zawsze produktywna“?

Albo inaczej, nie powiedzieć, sprawić, żeby było to prawdą. Natłok obowiązków, codzienne zmagania z rzeczywistością, ciągły pośpiech i wszechobecny stres zdecydowanie nie wpływają dobrze na naszą efektywność.

Na  wszystko jest jednak sposób. Kluczem do naszej efektywności jest przede wszystkim dobra organizacja czasu. Pozwoli ona lepiej poukładać obowiązki, przez co zyskamy na wydajności, a w konsekwencji osiągniemy nasze małe codzienne sukcesy. Podstawa więc to dobry plan działania na każdy dzień. Bez niego na nic zda nam się nawet pozytywne myślenie.

Z dobrym planem łatwiej pracować nad swoją motywacją i czymś, co często jest pomijane, a w moim przekonaniu jest wyjątkowo ważne, czyli nad wytrwałością! Radzenie sobie z porażkami jest prawdziwym wyzwaniem dla nas wszystkich. Kto nie miewa złych dni, chwil zwątpienia? Nieprawdą jest, że są ludzie, którym spełnianie marzeń przychodzi łatwo i bezboleśnie. Każdy miewa blokady, musi pokonywać przeszkody na drodze do celu. Musi starać się każdego dnia i mobilizować samego siebie do działania i często także do walki. Czy się da? Oczywiście!

Oto kilka rad, jak zwiększać swoją efektywność:

  1. Trzymaj porządek w swoim miejscu pracy. Bałagan rozprasza, niepotrzebne przedmioty tylko odciągają uwagę od istotnych spraw i zadań.
  2. Rób sobie przerwy od pracy. Mózg pracujący na najwyższych obrotach potrzebuje odświeżenia i odpoczynku co jakiś czas. Więc, na przykład co dwie godziny, zafunduj sobie 15 minut przerwy i najlepiej wykorzystuj je na odrobinę ruchu, przewietrz głowę. Nie myśl przez chwilę o sprawach zawodowych!
  3. Zrezygnuj na chwilę ze świata wirtualnego. Koleżanka prezentuje z dumą nowe dziecko, znajomi pytają, czy pójdziecie wieczorem do kina, a może były chłopak znowu jest w podróży do Barcelony? Sprawdzaj to po pracy. Kiedy zajmujesz się czymś naprawdę ważnym, odłącz się od wirtualnego świata. Nowinki ze świata, podglądanie życia znajomych, czy luźne pogawędki z koleżankami rozpraszają. Dlatego wyłącz powiadomienia w telefonie i unikaj zaglądania na portale społecznościowe, plotkarskie czy polityczne.
  4. Ustal priorytety. Określ, co danego dnia jest najważniejsze do wykonania i jak wykonanie jednego wpłynie na inne obowiązki. Być może zrobienie jednej rzeczy spowoduje, że pozostałe inne pójdą znacznie sprawniej.
  5. Zacznij robić w pierwszej kolejności rzeczy, które wydają ci się najprostsze. Nie zmęczysz się od razu i będziesz mieć więcej energii do dalszej pracy.
  6. Spotkania towarzyskie umawiaj po pracy. Nie spotykaj się w ciągu dnia z kimś, kto zabierze ci czas i cię zdekoncentruje. Ploteczki, mniej istotne sprawy i rzeczy niezwiązane z pracą mogą poczekać.
  7. Pamiętaj o posiłkach w trakcie pracy. Kiedy jesteśmy głodni, nasz mózg pracuje wolniej i często pojawiają się kłopoty z koncentracją. Regularne lekkie posiłki będą miały dobry wpływ na umysł i ciało.

Te kilka prostych rad wprowadzonych w życie może widocznie wpłynąć na efektywność. Pamiętaj o nich, a sukces i satysfakcja z pracy będzie w zasięgu


„Jestem złożona z emocji i pozwalam im trwać, dlatego jestem artystką, a nie księgową”. Wywiad z Kayah

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
23 października 2015
 

Kto by pomyślał, że od pierwszej płyty Kayah minęło 20 lat. Dla mnie to tak, jakby „Fleciki”, „Jak liść”, czy „Jestem kamieniem”, dopiero co rozbrzmiewały w radiu. Dla was też? Z Kayah rozmawiamy o mężczyznach i… o kobietach. Kto, jaką rolę odegrał w jej życiu?

Przeczytajcie. Zapraszamy na wywiad z Kayah.

Ewa Raczyńska: 20 lat temu, na początku swojej kariery jaką Pani była kobietą? Tą, która myślała, że świat leży u jej stóp, czy z pokorą podchodząca do tego, co wokół? Czy odrzucenie przez środowisko muzyczne zachwiało Pani ówczesne poczucie wartości?

Kayah: Szczerze, to nawet nie wiem, czy czułam się kobietą. 20 lat temu myślałam o sobie – dziewczyna. Myślę, że kobietą stałam się czując motylki w brzuchu, które tak na prawdę były ruchami mojego dziecka. 20 lat temu nie miałam też pokory. Uważałam, że jeśli mnie ktoś nie akceptuje, to jest to tylko i wyłącznie jego problem. Bo pokorę zdobywa się z wiekiem. Z doświadczeniem. Czy nie jest tak, że stary we wszystko wątpi, dorosły się zastanawia, a młody wszystko wie? A poczucie mojej własnej wartości zostało zachwiane już w dzieciństwie, kiedy to musiałam stawić czoła bardzo trudnej relacji z ojcem. Myślę, że niosę ten bagaż do dziś.

Dlaczego ta relacja była trudna?

Mój tata… nie zaznał pokoju w samym sobie. Nie umiał go więc dać innym, w tym i mnie…

Odbiło się to na Pani związkach z mężczyznami? W jakich się Pani zakochiwała?

Cóż, zawsze z powodu odtrącenia w dzieciństwie miałam ogromną potrzebę akceptacji. Mężczyzna dopełniał mnie i zbyt często definiował. Otwarte serce musi mieć fundament. Ja ciągle przyciągałam ciężkie przypadki. Może jako skorpion odczuwałam potrzebę wiecznej walki. Dziś wiem, że nie o tym jest prawdziwe życie. Nawet żołnierz zdejmuje zbroję w sypialni. Wojować non stop jest bardzo ciężko. Kiedy ta walka staje się sensem naszego życia, to przepłakujemy je w większości. Skazywałam się na bycie ofiarą… Cóż, nie mam pretensji do nikogo, poza sobą samą, bo to ja dokonywałam takich wyborów.

Jakie to były związki?

Cierpiętnicze (śmiech). Ale tak, jak mówiłam, ja sama się skazywałam na właśnie takie. Powtarzany patent. Pewnie też dlatego, że nie miałam idealnego przykładu w swojej rodzinie. Ale, żeby nie było, nie nikogo za to nie winię. Uważam, że przychodzimy na ten świat z wielką szansą, by być przyczyną, a nie efektem.

Fot. Barbarka.pl / Oficjalna Strona na Facebooku Kayah

Fot. Barbarka.pl / Oficjalna Strona na Facebooku Kayah

A ten jedyny na całe życie, wierzyła Pani zakochując się, że takiego właśnie spotkała?

Za każdym razem w to wierzyłam. Ale codzienność szybko weryfikuje nasze wyobrażenia. Zdecydowanie mój mąż był najważniejszy. W końcu jest ojcem mojego syna. Ale może… the best is yet to come? Musimy pamiętać, że nigdy nie widzimy większego obrazka, naszego życia w całości. Taka perspektywa nie została nam dana, dlatego nasze porażki powinny być tylko okazją do wzrostu, a nie końcem świata, jaki przeżywamy wielokrotnie (śmiech).

Macierzyństwo Panią zmieniło?

Kiedy mój syn się urodził i położono mi go na piersi, pomyślałam – wszystko się skończyło, zamiast wszystko się zaczęło. Tak, skończył się spokój, lekkość bytu i beztroska. Niezależność i spokój. Bo jak masz dziecko, to niezależnie od tego w jakim jest wieku, czujesz strach, kiedy oglądasz wieczorne wiadomości. Czujesz strach ,gdy słyszysz karetkę. Kiedy położyli mi go na piersi zrozumiałam ,że nie ma „ja”, jesteśmy „my”. To zmienia wszystko.

Kobiety często idealizują swoich synów? Pani jest idealnym mężczyzną?

 Jeszcze idealny nie jest. Matki siedemnastolatków doskonale wiedzą, o czym mówię. Mamy problemy w komunikacji, w prostych codziennych sytuacjach, kłopot w wyegzekwowaniu czegokolwiek, oj bo to bardzo krnąbrny wiek. Dzisiaj nie wiem, jaki będzie tego finał, pracuję nad tym , by nie tragiczny. Ale tak naprawdę nigdy nie wiemy, z jakim ciężarem i celem przychodzą nasze dusze na ten świat.

Fot. Barbarka.pl / Oficjalnya Strona na Facebooku Kayah

Fot. Barbarka.pl / Oficjalna Strona na Facebooku Kayah

Śpiewała Pani „Jestem kamieniem”, a przecież o kobietach mówi się, że są jedną wielką emocją…

Jestem złożona z emocji i pozwalam im trwać, dlatego jestem artystką, a nie księgową. Choć można być niezłą artystką w księgowości (śmiech). Ja z moich silnych emocji, czy empatii uczyniłam atut. Jednak uważam, że nie wolno nam zapominać ,że to jednak rozum góruje nad emocjami. One są w stanie wystrzelić nas w kosmos i wdeptać w piekło. Zatracanie się w nich nie jest zdrowe. Tyle w teorii (śmiech), bo to wcale nie znaczy, że umiem nad nimi zapanować (śmiech).

Czy były momenty zwrotne w Pani życiu, które wpłynęły na to, jakim człowiekiem jest Pani dziś?

(śmiech) Każdy moment, mogłabym powiedzieć.

Kobiety są ważne w Pani życiu?

Kocham kobiety, żywię siostrzane uczucia do nich, co chyba też słychać w moich piosenkach. Nawet jeśli nie zasługują na to, często biorę ich stronę. Miałam cudowne babcie, mam też cudowną empatyczną matkę. Uważam, że każdy niesie swój krzyż, każdy jest cudem. Daleka jestem od walki płci, nie demonizuję jej już. Nawet jeśli moje piosenki, takie jak „Córeczka” Supermenka”, czy „Testosteron” mogą sugerować inaczej.

Które kobiety wpłynęły na to, jaką Pani jest kobietą?

Hmmm, nie wiem dlaczego, ale odebrałam to, jako bardzo osobiste pytanie. Proszę mi wierzyć, że wszystkie. Od mojej mamy, czy babci, przez Krystynę Jandę, po kasjerkę w supermarkecie. Każda ma ważną historię, nadzieje i zwątpienia.

Wierzy Pani w kobiecą siłę?

 Szczerze, to brak mi kobiecej solidarności. Kobiety zbyt często czują się konkurentkami. A przecież ta więź do czegoś zobowiązuje. Czy czuję moc? Hmm, czy mężczyzna przeżyłby poród?

Fot. Barbarka.pl / Oficjalna Strona na Facebooku Kayah

Fot. Barbarka.pl / Oficjalna Strona na Facebooku Kayah

A przemijanie? Obawia się Pani mijającego czasu?

Przemijanie zawsze mnie smuciło. Odkąd pamiętam tęsknię za dzieciństwem i tym spokojem naiwnym… Czy martwię się przemijaniem urody? Tak. Mam zawód , w którym wszyscy mnie oceniają, to jak wyglądam. Ja nie chcę, by zamiast skupiać się nad tym, co robię, interpretowano mój wygląd , w ten sposób komentowano moje przemijanie. A z drugiej strony, cóż, generujemy dziwne standardy… Moje Hashimoto, które panuje nad ciałem i rysami twarzy bywa okropnym wrogiem w postrzeganiu mojej sztuki. A przecież to nie ona jest na wokandzie. Cóż.. masz wpływ na to, co mówisz, ale nie na to, jak to będzie zrozumiane. A co do upływającego czasu – często kobiety narzekają, że przybył im kolejny rok, ale co to by była za tragedia, gdyby nie przybył?

Za chwilę rozpocznie Pani trasę z okazji 20-lecia pracy artystycznej. Czy to moment na swojego rodzaju podsumowania nie tylko artystycznej drogi, ale także życiowej?

Mam tendencję do oglądania się za siebie. Ale tego, co było nie zmienię. Mam też tendencję do patrzenia w przód… z lękiem. Ale na to też nie mam wpływu. Żyjemy dziś. A jakie jest dziś? Dzisiejsze! (śmiech). Cieszę sie na tę trasę „Kamienia”, że znów zagram piosenki, od których wszystko sie zaczęło, że spotkam sie z fanami, często tymi, którzy są ze mną od samego początku i razem ze mną sie rozwijają. Przy okazji zapraszam wszystkich, to będą na pewno bardzo emocjonalne chwile. W niektórych miastach są jeszcze bilety do kupienia, jesli w twoim juz ich nie ma, to zapraszam do innego miasta, szczegóły na moim fb i na stronie www.kayah.pl

Mat. prasowe

Mat. prasowe


„Czy może pani zabrać tego cholernego psa?!” Dlaczego nie potrafimy być dla siebie uprzejmi?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
22 października 2015

Smutno mi dziś i wcale nie dlatego, że rozmawiałam z psychologiem o smutku (tak, ta rozmowa tutaj będzie), tylko dlatego, że jesteśmy dla siebie źli, agresywni i nie uśmiechamy się.

Bo na przykład, czy uśmiechacie się do Pani w kasie w markecie? Przecież to nie jej wina, że się papier do kasy fiskalnej skończył akurat przy was, czy, że klientka przed wami upiera się o dokładne sprawdzenie rachunku. Tak, wiem, że się spieszycie, bo dzieci w szkole, w domu, ktoś czeka na obiad, a ktoś inny musi wyjść z psem, albo dostał telefon z pracy, że jeszcze szybko sprawdzić maila trzeba.

Albo inaczej. Uśmiechacie się do osób, które stoją z wami w kolejce? Puszczacie te, które mają raptem dwa produkty, kiedy wy jeszcze wypakowujecie cały kosz zakupów? Czy myślicie: „A se stój babo, nawet nie myśl, że cię puszczę”, a może w ogóle osoby obok nie zauważacie. Ja zawsze snuję historie o ludziach na podstawie tego, co kupują – jakie mają plany, czy mają dzieci, co zjedzą na kolację. Ale to tak na marginesie.

A może uśmiechacie się do kierowcy, który was wpuścił, kiedy stoicie w korku, albo do tego, którego wy wpuściliście? Machacie ręką, żeby jechał i obdarzacie szerokim uśmiechem? I wcale nie myślicie poirytowani: „No jedź już, na co czekasz”.

A do sąsiadów się uśmiechacie? Kiedy mijacie ich na schodach, przed domem? Albo do rodziców innych dzieci ze szkoły, przedszkola? Czy tylko w myślach przeklinacie, że ta gruba baba znowu stanęła w przejściu i nie ma jak dostać się do szafki dziecka?

No więc, dziś jest mi smutno, bo ja generalnie się uśmiecham. Lubię się uśmiechać do innych, życzyć dobrego dnia, a nie tylko burknąć pod nosem „Dzień dobry” dla zasady, bo tak wypada. Wiem też, że jeśli ktoś ten uśmiech odwzajemni, to czuję się radośniejsza. Uwielbiam to zaskoczenie na twarzy, kiedy uśmiecham się do obcej osoby, ona szuka w głowie, czy przypadkiem mnie nie zna, a potem uśmiecha się do mnie, choć wie, że jestem dla niej kimś obcym.

Ale miało być o smutku. Bo dziś taka scenka. Biegnę rano z psem, którego puszczam luzem na o tej godzinie bardzo mało uczęszczanej trasie (dwie spotkane osoby). To jest taka pętla wokół jeziora. Po jednej stronie jest las, po drugiej  miasto. Azor zawsze biega bez smyczy, przywiązuje go tylko wtedy, gdy biegnę drugą stroną, blisko miasta. Wiadomo, więcej ludzi, psy, dzieci – w ogóle nie ma o czym dyskutować, zresztą wisi znak nakazujący prowadzenie psa na smyczy. No, ale wróćmy do tematu, więc biegnę z psem, na uszach mam słuchawki, mija mnie Pan na rowerze, myślę „chyba coś do mnie mówił”, ale nie słyszę co. Kiedy mija mnie drugi raz, po drugiej stronie jeziora, wymachuje coś palcem i pokazuje w stronę psa. Azor biegł do końca lasu, po czym, jak zawsze wzięłam go na smycz.  Ściągam słuchawki, zatrzymuje się i pytam czy coś do mnie wcześniej mówił. Pan podniesionym głosem zaczyna zarzucać mnie paragrafami mówiącymi o tym, że pies musi być na smyczy. Na moją uwagę, żeby nie wymachiwał mi palcem przed nosem na chwilę się uspokaja, ale zaraz zaczyna ponownie swoją tyradę. W końcu mówi: „Mam złe doświadczenia z psami”. Wtedy grzecznie pytam: „A czy nie mógłby pan od razu tego powiedzieć, że boi się psów i poprosić o to, żebym go przytrzymała, kiedy widzę, że Pan jedzie? Albo powiedzieć, że Pan właśnie w tych godzinach tu jeździ i czy bym nie mogła wcześniej lub później biegać?” Wygląda na zbitego z tropu, ale tylko chwilę. Znów się odgraża, w końcu, wciąż wściekły, odjeżdża.

Wtedy robi mi się smutno

Bo ja rozumiem, że można bać się psa, mieć złe doświadczenia, ale dlaczego tego po prostu nie powiemy, prosząc o zrozumienie. Dlaczego Pani w kolejce w sklepie nie powiemy, że się spieszymy, bo syn czeka na nas w przedszkolu, tylko przepychamy się „na chama”.

Mamy w sobie tyle złości, tyle zawiści wobec drugiego człowieka, wylewamy frustracje na innych, bo na obcych łatwiej niż na bliskich. Czerpiemy satysfakcję w robieniu komuś przykrości, złośliwości. Przyjaciółka opowiadała, jak wczoraj wyjeżdżając z parkingu o mało nie uderzyła w inne auto. Cofnęła, samochód przejechał, ale jego kierowca blokował jej drogę, zwalniał, przyspieszał. W końcu zadzwoniła po policję, na szczęście szybko podjechali.

Wiem, że jestem naiwna,  że wierzę, że można to zmienić. Ale gdybym nie miała takiej nadziei, to bałabym się ludzi, a wierzę, że z natury jesteśmy dobrzy. Więc może warto przyjrzeć się sobie. Choć chwilę. I pomyśleć, na co tak naprawdę jestem zły. Na tę kobietę, co biegnie z psem, który nawet nie spojrzał w moją stronę, czy na strach, który odczuwam wobec zwierząt? Na kasjerkę, która pomyliła kody, czy na męża, bo to on miał zrobić zakupy? Na dziecko, które krzyczy w domu, czy na siebie, że z czymś nie zdążyłam i muszę dzielić uwagę pomiędzy odbieraniem „ważnych” telefonów a uspokajaniem syna czy córki.

Agata Sliwowski wczoraj pisała, żeby kochać siebie, a może zacząć od polubienia? Jak będziemy lubić siebie i akceptować, to może łatwiej będzie nam uśmiechać się do innych. Rozmawiajmy ze sobą, a nie atakujmy. Atak to tylko forma obrony.

Ja nadal uśmiecham się do was szeroko. I rozumiem stres, frustrację i strach. Jesteśmy tylko ludźmi, więc traktujmy siebie nawzajem dobrze, bo po ludzku.


Zobacz także

Dzieci rozwiedzionych rodziców mieszkające z macochą lub ojczymem mogą mieć problemy psychiczne

STOP dla bycia perfekcyjną

STOP dla bycia perfekcyjną. Jak krok po kroku wyrwać się z pułapki perfekcjonizmu

10 sygnałów, że twój partner jest zbyt zaborczy